Najtrudniej zapanować nad sobą.
Czasem jest dobrze uwolnić wszystko co w tobie siedzi, ale, nie ukrywajmy – nieukierunkowana energia może być zagrożeniem dla jej właściciela lub otoczenia. Na pewno też nie powinniśmy się dusić ze wszystkim w sobie, bo w końcu pękniemy. Wystarczy jedna mała żyłka, by zakończyć nasze wygodne i w miarę proste życie lub zmienić je w jazdę bez trzymanki.
W zasadzie wydaje się to proste i oczywiste, ale wiedza przychodzi z czasem, doświadczeniem i zgłębianiem zagadnień z różnych źródeł i każdy z nas zaczynał jako biała karta, która została zapisana częściowo, aż do dzisiaj.
Ufff…. Teraz krótki rzut oka na stronice – czy nie macie wrażenia, że są napisane różnym charakterem pisma? No tak, każdy chciał zawrzeć na naszych stronach coś od siebie – rodzice, dziadkowie, pani katechetka na religii (nie w szkole). Pani od rosyjskiego i nauczyciele innych przedmiotów. Pani od biologii też.
Analizując dalej – widać również dziecięce wpisy – to twoi znajomi ze szkoły i spoza niej. Ciekawe jest to. że wydaje mi się, że kiedyś było więcej interakcji między rówieśnikami poza szkołą – spotykali się gdzieś, na placu, trzepaku czy na ławce i siedzieli do wieczora głośno krzycząc, bawiąc się i zapisując wzajemnie karty swych ksiąg. No tak, teraz też zapisują, tyle, że przez internet i poza tym, że są to również banialuki, to trudniej je zweryfikować i trudniej dostać przyjacielską informację zwrotną, szczególnie tę niewerbalną.
A to dziętki kontaktowi z innymi ludźmi uczymy się siebie. Przeglądamy się w nich jak w zwierciadłach, czasem krzywych, czasem powiększających konkretną cechę , nie zauważaną przez nas samych. Zaczynamy się kochać, nienawidzieć, mieć wątpliwości, wstydzić się czegoś co jest w nas, albo w naszym otoczeniu.
Tik Tak – zegar kręci się w kółko, ale nie zapominajmy, że idzie do przodu. Jedyna analiza jaka nam na dzisiaj zostaje to zaglądanie do tych kart, które jak się okazuje, ktoś również życzliwie poprawia, bez naszej zgody, zmieniając ich treść.
Tik Tok – czas ucieka, gówno nas zalewa,
to nic że już dawno zeszliśmy z drzewa.
Nie dajmy się oszukać, nie dajmy się zwariować,
bo ścieżka którą idziemy, jest ciekawa i zdrowa
lub chora jak kto woli i całkiem popaprana
gdy głowa cię znów boli po imprezie do rana.
Walniesz dwie tabletki i popijasz je kawą
by znów wejść na tory, później popchniesz trawą.
Albo innym dopalaczem od kolegi sąsiada
I nie zdziw się, że powoli serducho ci siada.
A mózg umęczon nie ogarnia jednego,
że nikt poza tobą nie wyciągnie cię z tego.
Koło kwadratowe, hipoteza Reimanna,
a może wystarczy pałka drewniana,
by spowodować ciemność wiekuistą,
z punktem świetlnym i powierzchnią szklistą.
Tik Tik. Zatem wszystko się wiąże w jedną splątany kłębek sznurka, który musimy później rozplątać by wyjść z labiryntu minotaura. Zmierzymy się z samym sobą.
Sęk w tym, że tak nam to przedstawiają – jako walka samego ze sobą. A przecież jak ktoś walczy to co najmniej jedna strona obrywa, a w większości przypadków obie.
Hmmm…. Zawsze obrywają dwie strony.
Jeśli nie celowo, to rykoszetem. I zawsze znajdą się sekundamci, doradcy, afilianci, podburzający, zagrzewający i dostarczający pomocy. Za którą przyjdzie ci zapłacić.
Kiedyś przyjdzie czas, że trzeba za wszystko zapłacić. Często z opłatą za obsługę i prowizję.
Zatem działaj spontanicznie, ale nie pochopnie. Jest wiele ksiąg innych ludzi, które możesz swobodnie czytać i zapisywać swoją tym, czym chcesz. Im wcześniej to zrozumiesz tym będzie ci łatwiej.
I pamiętaj – nie bądź głodny, zły, samotny i zmęczony. Wtedy życie jest po prostu łatwiejsze do przełknięcia i przetrawienia.