#1865 – wielbłąd

Nadszedł ten czas, który nieunikniony choć odsuwany i odganiany jak pies do budy, musiał w końu nadejść. Pierwsze święta „boru narodzenia” bez mojego Taty. W sumie nie pierwsze gdyż kilka lat wcześniej obchodziliśmy je gdy był w szpitalu, ale pierwsze, gdy już go nie ma na tym łez padole. Pomimo trudności i smutku, to pierwsze święta, które jednak są uwalniające od dziwnych i niezasadnych uczuć, że jestem niedoskonały czy nie spełniam norm społecznych, których nigdy nie akceptowałem, ani nie brałem za swoje, odkąd byłem, co najmniej, półdorosłym człowiekiem.

W końcu wiem, że ten czas, kilka dni wolnego w okolicach czasu tuż po najkrótszym dniu w roku, można spędzić tak jak się chce, z ludźmi, których się kocha, szanuje i lubi, w sposób nie narzucany z zewnątrz przez inne podmioty, próbujące sterować rytmem życia i cotygodniowymi obowiązkami.

Życzenia wszystkiego dobrego i gratulowania sobie małych, często nieistotnych dla innych sukcesów (jak np. wstanie z łóżka i powitanie kolejnego dnia) nie muszą, i nie powinny być zarezerwowane do dwóch okresów w roku. Powinniśmy się wspierać (realnie) każdego dnia, i dawać sobie uważność i otwartość codziennie, a nie jedynie na pogrzebach, gdzie żegnamy zwłoki lub prochy naszych bliskich, czy przy wytyczonych świętach czczących przełamanie dnia. Jesteśmy tu i teraz, codziennie i niezależnie od wytyczonych pór, deadlinów, milestonów i innych wymyślonych półprawd i prawd objawionych.

Zawsze to wiedziałem, w głębi duszy, ale teraz nie czuję już wstydu i potrzeby za gonieniem króliczka, którego nawet nie chciałem złapać.

W końcu nie muszę udowadniać, że nie jestem Wielbłądem. A nim chyba raczej nie jestem. Hmmm, chociaż, kto to tak naprawdę wie?

#1864 – emocje

Najtrudniej zapanować nad sobą.

Czasem jest dobrze uwolnić wszystko co w tobie siedzi, ale, nie ukrywajmy – nieukierunkowana energia może być zagrożeniem dla jej właściciela lub otoczenia. Na pewno też nie powinniśmy się dusić ze wszystkim w sobie, bo w końcu pękniemy. Wystarczy jedna mała żyłka, by zakończyć nasze wygodne i w miarę proste życie lub zmienić je w jazdę bez trzymanki.

W zasadzie wydaje się to proste i oczywiste, ale wiedza przychodzi z czasem, doświadczeniem i zgłębianiem zagadnień z różnych źródeł i każdy z nas zaczynał jako biała karta, która została zapisana częściowo, aż do dzisiaj.

Ufff…. Teraz krótki rzut oka na stronice – czy nie macie wrażenia, że są napisane różnym charakterem pisma? No tak, każdy chciał zawrzeć na naszych stronach coś od siebie – rodzice, dziadkowie, pani katechetka na religii (nie w szkole). Pani od rosyjskiego i nauczyciele innych przedmiotów. Pani od biologii też.

Analizując dalej – widać również dziecięce wpisy – to twoi znajomi ze szkoły i spoza niej. Ciekawe jest to. że wydaje mi się, że kiedyś było więcej interakcji między rówieśnikami poza szkołą – spotykali się gdzieś, na placu, trzepaku czy na ławce i siedzieli do wieczora głośno krzycząc, bawiąc się i zapisując wzajemnie karty swych ksiąg. No tak, teraz też zapisują, tyle, że przez internet i poza tym, że są to również banialuki, to trudniej je zweryfikować i trudniej dostać przyjacielską informację zwrotną, szczególnie tę niewerbalną.

A to dziętki kontaktowi z innymi ludźmi uczymy się siebie. Przeglądamy się w nich jak w zwierciadłach, czasem krzywych, czasem powiększających konkretną cechę , nie zauważaną przez nas samych. Zaczynamy się kochać, nienawidzieć, mieć wątpliwości, wstydzić się czegoś co jest w nas, albo w naszym otoczeniu.

Tik Tak – zegar kręci się w kółko, ale nie zapominajmy, że idzie do przodu. Jedyna analiza jaka nam na dzisiaj zostaje to zaglądanie do tych kart, które jak się okazuje, ktoś również życzliwie poprawia, bez naszej zgody, zmieniając ich treść.

Tik Tok – czas ucieka, gówno nas zalewa,

to nic że już dawno zeszliśmy z drzewa.

Nie dajmy się oszukać, nie dajmy się zwariować,

bo ścieżka którą idziemy, jest ciekawa i zdrowa

lub chora jak kto woli i całkiem popaprana

gdy głowa cię znów boli po imprezie do rana.

Walniesz dwie tabletki i popijasz je kawą

by znów wejść na tory, później popchniesz trawą.

Albo innym dopalaczem od kolegi sąsiada

I nie zdziw się, że powoli serducho ci siada.

A mózg umęczon nie ogarnia jednego,

że nikt poza tobą nie wyciągnie cię z tego.

Koło kwadratowe, hipoteza Reimanna,

a może wystarczy pałka drewniana,

by spowodować ciemność wiekuistą,

z punktem świetlnym i powierzchnią szklistą.

Tik Tik. Zatem wszystko się wiąże w jedną splątany kłębek sznurka, który musimy później rozplątać by wyjść z labiryntu minotaura. Zmierzymy się z samym sobą.

Sęk w tym, że tak nam to przedstawiają – jako walka samego ze sobą. A przecież jak ktoś walczy to co najmniej jedna strona obrywa, a w większości przypadków obie.

Hmmm…. Zawsze obrywają dwie strony.

Jeśli nie celowo, to rykoszetem. I zawsze znajdą się sekundamci, doradcy, afilianci, podburzający, zagrzewający i dostarczający pomocy. Za którą przyjdzie ci zapłacić.

Kiedyś przyjdzie czas, że trzeba za wszystko zapłacić. Często z opłatą za obsługę i prowizję.

Zatem działaj spontanicznie, ale nie pochopnie. Jest wiele ksiąg innych ludzi, które możesz swobodnie czytać i zapisywać swoją tym, czym chcesz. Im wcześniej to zrozumiesz tym będzie ci łatwiej.

I pamiętaj – nie bądź głodny, zły, samotny i zmęczony. Wtedy życie jest po prostu łatwiejsze do przełknięcia i przetrawienia.

#1863 – świetny plan

Plan był na weekend taki, żeby dobrze go spędzić w miłym towarzystwie.

I chociaż jeszcze prawie cała niedziela przed nami, to już wiem, że plan się udał i był strzałem w dziesiątkę. Jedyne co można się czepić, że tak rzadko można tak wspaniale się bawić, gdy wielość różnych zobowiązań i nasza odpowiedzialność, nie pozwalają realizować jedynie przyjemności i to tylko w naszej dwuosobowej paczce. Tak. Ona i Ja. Ja i Ona. I już jest fajnie. A dodatkowo można zrobić wiele rzeczy. I tych małych i tych Wielkich, o których nie będę pisał, bo nie po to się je robi. żeby się nimi chwalić.

No więc korzystając z chwili wytchnienia pojawia się również czas na dyskusje i szukanie odpowiedzi na w zasadzie nieistotne pytania:

Po co to wszystko? Czy poza funkcją kontroli, religie coś nam dają? Czy to wszystko ma sens? Czy żyjemy w symulacji, czy jest to rzeczywistość, a jeśli jest to rzeczywistość, to jedyna z możliwych, czy tylko jedna z wielu?

Można hipotetycznie założyć co się chce. Inni będą w tym szukać dziury w całym i pojawią się kolejne pytania. Jeśli dziury w tym nie znajdą, będą się starać dalej. Bardziej. To naukowcy, myśliciele, futuryści, pisarze, prorocy, wizjonerzy. Ludzie. I może coś więcej.

Jeśli uda nam się stworzyć świadomość, co jest pewnie na wyciągnięcie ręki, wszystko się zmieni, choć pozostanie niezmienne i takie samo.

Czy ludzie w ogóle stworzyli coś nowego? Czy po prostu odkrywają coś co już jest i łączą ze sobą kolejne elementy, dodając element zrozumienia?

Póki co Generatywna Sztuczna Inteligencja nie jest w stanie stworzyć niczego nowego, po prostu bazuje na tym co widziała. A widziała o wiele więcej niż każdy z nas z osobna. Jest to fascynujące i daje niesamowite możliwości, bo na razie jesteśmy ograniczeni w percepcji tych najważniejszych spraw, które mieli na głowie nasi przodkowie. A SI może nam pomóc w tym by robić za nas różne rzeczy a nam pozostanie to co kiedyś, tak dawno, że o tym zapomnieliśmy prawie.

Możliwość:

Cieszenia się chwilą.

Chodzenie.

Podziwianie świata (uciekanie przed drapieżnikami)

Jedzenie

Miłość

Spanko

Powtórz.

Teraz do tego mamy dołożone miliony problemów, które sami stworzyliśmy. Praca, podatki, „kościółek w niedzielkę” (albo inne aktywności o porównywalnym znaczeniu), liczenie kalorii, czytanie składu produktów spożywczych, rozkłady jazdy, jakość powietrza, znajdowanie kolejnych liczb pierwszych, szukanie lekarstwa na raka, określanie własnych potrzeb i świadomości, prowadzenie diagnoz i przede wszystkim śledzenie wskaźników giełdowych, wiadomości, no i treści na portalach i w aplikacjach. Nawet wypróżnić się w spokoju nie ma kiedy, bo jak nie smartfon, to ktoś ciągle przyłazi.

I wojny.

Z tą symulacją to tez jest ciekawe, bo w zasadzie trzeba by to dokładnie zdefiniować. Co jest symulacją, a co nie. Bo nawet jeśli żyjemy w symulacji, to i tak nikt z nas nie będzie stwierdzić, że jest nierzeczywisty i dla nas jest to rzeczywista rzeczywistość w ramach przydzielonych zasobów, algorytmów i możliwości działania. Snuć można wizje wielorakie i coś mi się wydaje, że nadchodzi pora, by w wolnej chwili się tym zająć.

Tylko, że wolnej chwili brak. Może kiedyś, jak Sztuczna pomoże w tych nudniejszych i bardziej pracochłonnych zadaniach.

#1862 – wskoczyło na tory

W końcu dotarło. Nie Wszystko Złoto Co Się Świeci. Będzie czasem lepiej, czasem gorzej, ale, jak to starzy ludzie mówią: „Zdrowie najważniejsze!”.

Może nie starzy, a doświadczeni.

Jak mnie kilka dni temu zaczęło rypać w plecach tuż nad lędźwiami, z lewej strony, to wszystkie nieistotne problemy egzystencjalne ulotniły się w oka mgnieniu. Zeszły na jakiś boczny i nieistotny tor. Już nie ma po nich śladu.

Jest nadzieja, że te bóle, to coś, co minie i nie stanowi większego problemu, ale serio już wiem, o co kaman. Nie mam już rozterek i rozdzielania włosa na czworo. Lekki cios w pysk, czy inny policzek potrafi zdziałać cuda. Niechętnie, ale nastawię drugi, jeśli życie mnie do tego skłoni.

Wszystko jest zajebiste i niezależnie jak nam idzie, ważne że piłka w grze, bo zawsze znajdą się Lojalni Kibice śpiewający: „Nic się nie stało! Polacy Nic się nie stało!”. Samo.

Sukces ma wielu Ojców. Porażka ma tylko Matkę. Albo jest Sierotą.

Ważne jest też odczarować pewną półprawdę. Kiedyś słyszałem, że jak przebiegniesz maraton (tak ten maraton na 42.195 km) to możesz zdziałać cuda. Może tak, może nie. Ważne jest żeby zdrowie było, bo jak jego zabraknie, to nic nie zdziałasz. Kompletnie NIC.

Z kolejnej strony nie ufajmy tym maratonom i ultra maratonom, bo są tacy, dla których to jest „szit” (z ang. shit – gówno (szit kopa gówno)), w którym się odnajdują Ci, którzy biegać szybko nie potrafią.

Czy to dobrze? Czy to źle? Ile przebiegłeś jakichkolwiek dystansów i z jakim czasem? Masz rekord Polski?

Nic nie jest do końca istotne, jeśli do czegoś tego nie przyrównamy i nie poznamy funkcji celu.

Be Quick Or Be Dead. Jak śpiewała Iron Maiden.

Bycie tu i teraz jest bardzo ważne, chyba że jesteś cząstką nieokreśloną. Wtedy musisz być wszędzie naraz.

#1861 – nie napiszę

Nie napiszę tego co bym chciał napisać, bo nie ma takiej potrzeby. Splot wydarzeń w ostatnich miesiącach, dniach, zbliżające się święta i mnóstwo innych mało znaczących i drobiazgowych elementów spowodowały, że po prostu mi się nie chce.

Nie ma żadnych realnych przesłanek, żeby nie cieszyć się z radości dnia codziennego. Zdrowie, możliwości, zasadniczy brak problemów natury egzystencjalnej, nie są jednak w stanie wykrzesać iskier radości i rozpalić ognia przedświątecznej gorączki..

To uczucie podobne do próby puszczania latawca w bezwietrzny dzień. Niby nic nie stoi na przeszkodzie by się cieszyć pogodą, ale brak siły nośnej nie ułatwia zadania. W pracy oferują jutro webminar o andropauzie, może to rozwieje wątpliwości i zabije resztki nadziei. Choć wiem w głębi duszy, że to nie to jest przyczyną mojego marazmu. Wynika on raczej z sumy małych upierdliwych zdarzeń, które powodują niepotrzebne potknięcia i wytrącają z rytmu, który chciałoby się utrzymać. Kumulacja pierdół składa się na worek gówna, który jak najszybciej trzeba opróżnić, nim szambo przeleje się górą. Coraz krótsze dnie, nieskończenie ciemne noce i prawie zatarte wspomnienia świąt z dzieciństwa. Niby radośnie, niby kolorowo, a jednak gdzieś tkwi paproszek drażniący gałkę oczną i powodujący ciągłą niewygodę i swędzenie.

Z jednej strony potrzebuję ruchu i podniesienia tętna, a z drugiej nie chce mi się nawet ruszyć, poza treningami, które prowadzę. Ruch to zdrowie, ruch to siła i uwalnianie złej energii, której miejsce powinna zastąpić świeża moc. Łudzę się i czekam weekendu, żeby wyjść na światło dzienne i zażyć rześkiego powietrza podczas spaceru, może jakiejś przebieżki. Czegokolwiek.

Cykl roku się dopełnia, zatem aby patrzeć jak będzie lepiej. Tyle możliwości, tyle wyzwań i tyle radości, że nie sposób tego dobra przerobić. Krok za krokiem. Jeden na raz. I kolejny. Taka prawda. Nie ma się co rozczulać, bo nie wiadomo co przyniesie jutro, trzeba się skupić na tu i teraz i jakby nie patrzeć jest to zajebista perspektywa, taka, którą ciężko można sobie było wymarzyć będąc dzieckiem, czy młodym człowiekiem.

Znaczy dalej jestem młody i świetnie się czuję, tylko gdzieś jest we mnie coś ciemnego, z czym muszę sobie teraz poradzić. Kolejny raz. Jak zawsze.

Ku chwale!

#1860 – dobrze gdzie nas nie ma?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Stare przysłowie, które oczywiście wszyscy znamy. I niektórzy nawet wiedzą, że jest prawdziwe. Trawa jest bardziej zielona po stronie sąsiada, a kolega, który odszedł z firmy i pracuje gdzieś indziej ma dużo lepiej.

Chyba, że w międzyczasie umarł, ale oczywiście takie rzeczy pewnie się nie dzieją… Ale nie o tym, tak do końca, dzisiaj będzie.

Dzisiaj dotarło do mnie jeszcze jedno znaczenie tego powiedzenia. Wszak mamy rzeczywistość nie trój, a czterowymiarową, jeśli do tego dodamy oś czasu. Zatem pułapka tkwi nie tylko w miejscu, ale i w czasie, o którym myślimy, mówimy i się odnosimy.

Nasze oczekiwania i marzenia, na lepsze jutro są wszak osadzone gdzieś tam: w niedalekiej, acz nieznanej przyszłości. Z kolei wracając do wspomnień, za każdym razem pamiętamy coraz to bardziej miękką ich wersję. W końcu, nie było tak źle, skoro mamy siłę o tym jeszcze myśleć i gdyby się wszystko potoczyło inaczej, to byłoby pewnie jeszcze gorzej.

Tak więc, pora, jak to zwykle bywa: spiąć pośladki, rozluźnić gaciochy, żeby nie piłowały w kroku i rozkoszować się obecną chwilą, bo albo o niej zapomnimy, albo kiedyś będzie miłym wspomnieniem. Teraz jest ważne, teraz dzieje się życie i do tego właśnie w tym miejscu do, którego doprowadziły cię meandry i zawiłości przeznaczenia, własnych działań i podjętych wyborów.

Jest lepiej niż ci się wydaje, być może inaczej niż byś chciał i oczekiwał, po splocie okoliczności, ale jednak nie jest tak żeby nie mogło być gorzej.

Teraz jest piękne. Za chwilę będzie kolejne teraz. O już tu jest. Czerp z niego ile się da!

#1859 – co jest prawdą?

Co jest fikcją, a co prawdą? Czy czytając coś, na przykład ten blog (*tego bloga) to jest to prawda? Nawet z poziomu tej osoby, która tego wpisu dokonuje? Czy w ogóle ktoś żywy macza w tm palce? Jak ma się do tego odbiór rzeczywistości przez personę, która uderza w klawisze? (o ile to rzeczywiście robi jakaś osoba, anie zwykły ulung?)

Ile w tym kłamstwa? Ile chęci i pragnień by zawartość była prawdą? Ile wiary, ile fikcji? Ile Przetworzeń informacji i filtrów? Ile chęci manipulacji, polityki i pragnienia by przeciągnąć ma swoją stronę? Której czasem nie sposób znaleźć jednoznacznie?

Ile chwytliwych tytułów widziałeś w sieci, które miały skłonić Cię do kliknięcia w link? A później zwykłe okazuje się, że prawda i „gówno prawda” są ze sobą porównywane na mocy paktu, płynącego z kontraktu.

Powiedzieć coś by nie powiedzieć. Powedzieć coś by na początku gówno wydawało się miodem.

Metoda kanapki lub psychoanalityka. Wybierz dowolne, by poczuć się bardziej komfortowo.

Jak się z tym czujeszesz?

Zjebałeś, ale masz świetnie zawiązane sznurowadła. Hmm, ale w kapciach to nie jest już takie istotne.

Act – Monitor – Decide – Repeat…

Ile razy można powtarzać ten sam błąd i ujdzie Ci to na sucho? Czy to już Opatrzność, czy jeszcze błąd systemu, albo Anioł Stróż macza w tym palce, ociekające krwią Winiątek?

Granica jest krucha i nienamacalna. Na nasze szczęście lub co też możliwe – NieSzczęście.

#1858 – historia

Każdy z nas tworzy jakąś historię. Niezależnie od tego czy nam się to podoba czy nie. Godzina za godziną, dzień za dniem, zapisują się karty naszej książki. Przytłaczające dla jednych, a zadowalające dla innych jest to, że do większości z nich nikt nie zajrzy i nie będzie ich czytać. Ale wiele sytuacji będzie wspominanych, zarówno przez nas (autorów), bohaterów, statystów, jak i postronnych obserwatorów. Bowiem obserwowani jesteśmy nieustannie przez wiele par oczu, praktycznie przez cały czas. Wynik tych obserwacji w większości przypadków przepada bezpowrotnie, ale czasem zostanie coś. Ziarno prawdy lub łyżka dziegciu, albo cała beczka żółci.

Czasem jest dobrze lub bardzo dobrze, ale czasem zdarzenia przybierają niezbyt zadowalający obrót. Ba! Nierozłączną częścią życia są problemy, które pojawiają się ciągle. A to jesteśmy głodni, a to sraczka nas goni i nie wiadomo czy zdążymy do ubikacji, a to nie zdamy jakiegoś ważnego egzaminu, albo mamy jakąś stłuczkę lub zepsuje się nasz ulubiony gadżet gadżet. Są też choroby i wypadki oraz krzywdy wyrządzane przez innych ludzi.

Pytanie, co z tym wszystkim zrobić? Ano to co trzeba i to co można. Na spokojnie. Najbardziej pewną rzeczą na świecie jest to, że nic nie jest pewne.

Inni mają gorzej. To jest pewne.

Zawsze na świecie jest ktoś kto ma gorzej od Ciebie i ktoś kto ma lepiej od Ciebi.

Część ludzi cierpi głód, są narażeni na codzienną przemoc, walkę z nieuleczalnymi chorobami, tracą dorobek życia w wyniku katastrof, czy działań innych.

Zatem nie ma się co rozczulać nad sobą, a raczej rozejrzeć i obserwować, jak można pomóc innym, chociaż w małym stopniu. Być może są o krok od załamania nerwowego czy innej osobistej tragedii, która może się potoczyć gorzej niż wydaje się postronnym obserwatorom.

Mamy tendencję do wyolbrzymiania własnych problemów, choć z drugiej strony możemy doprowadzić do bagatelizowania objawów wskazujących na rzeczy istotne i kluczowe. Dla nas, dla innych, dla otoczenia.

Raduje się serce, raduje się dusza, że wszystko się kręci i człowiek jest w czepku urodzony. Grunt to mieć szczęście, a szczęście do kwadratu – umieć je zauważać i dzielić się nim z innymi. A to jest twardy orzech do zgryzienia.

Wibruj pozytywnie, obserwuj niezauważalne i czuj co wszechświat chce ci powiedzieć.

Cuda są wokół nas.