W końcu dotarło. Nie Wszystko Złoto Co Się Świeci. Będzie czasem lepiej, czasem gorzej, ale, jak to starzy ludzie mówią: „Zdrowie najważniejsze!”.
Może nie starzy, a doświadczeni.
Jak mnie kilka dni temu zaczęło rypać w plecach tuż nad lędźwiami, z lewej strony, to wszystkie nieistotne problemy egzystencjalne ulotniły się w oka mgnieniu. Zeszły na jakiś boczny i nieistotny tor. Już nie ma po nich śladu.
Jest nadzieja, że te bóle, to coś, co minie i nie stanowi większego problemu, ale serio już wiem, o co kaman. Nie mam już rozterek i rozdzielania włosa na czworo. Lekki cios w pysk, czy inny policzek potrafi zdziałać cuda. Niechętnie, ale nastawię drugi, jeśli życie mnie do tego skłoni.
Wszystko jest zajebiste i niezależnie jak nam idzie, ważne że piłka w grze, bo zawsze znajdą się Lojalni Kibice śpiewający: „Nic się nie stało! Polacy Nic się nie stało!”. Samo.
Sukces ma wielu Ojców. Porażka ma tylko Matkę. Albo jest Sierotą.
Ważne jest też odczarować pewną półprawdę. Kiedyś słyszałem, że jak przebiegniesz maraton (tak ten maraton na 42.195 km) to możesz zdziałać cuda. Może tak, może nie. Ważne jest żeby zdrowie było, bo jak jego zabraknie, to nic nie zdziałasz. Kompletnie NIC.
Z kolejnej strony nie ufajmy tym maratonom i ultra maratonom, bo są tacy, dla których to jest „szit” (z ang. shit – gówno (szit kopa gówno)), w którym się odnajdują Ci, którzy biegać szybko nie potrafią.
Czy to dobrze? Czy to źle? Ile przebiegłeś jakichkolwiek dystansów i z jakim czasem? Masz rekord Polski?
Nic nie jest do końca istotne, jeśli do czegoś tego nie przyrównamy i nie poznamy funkcji celu.
Be Quick Or Be Dead. Jak śpiewała Iron Maiden.
Bycie tu i teraz jest bardzo ważne, chyba że jesteś cząstką nieokreśloną. Wtedy musisz być wszędzie naraz.
