#1879 – czytanie

Czasem lubię popisać sobie. Coś. Tak trochę, sami wiecie, bo widzicie, a niektórzy nawet tu zaglądają i czytają. A wiadomo, jak się chce coś napisać, mniej czy bardziej sensownego, to trzeba czytać. I tak czytam i czytam (słucham często, przyznaję, korzystając z dobrodziejstw technologii) i zastanawiam się coraz bardziej, co jeszcze można wymyślić. W zasadzie wszystko już było, kręcimy się zjadając własny ogon i tylko trzeba te spisane idee zamieniać w materialne byty. W zasadzie nie trzeba za bardzo się zmóżdżać – co? Tylko -> jak? I ile to będzie kosztowało i czy już ludzie są gotowi na taką zmianę.

Zabawne jest to, w zasadzie, nie zabawne. a straszne, jak dajemy się rozgrywać i wciągać w wir samozaciskowej pętli (trytrytki ?). Kolejne istnienia ludzkie są poświęcane w ofierze walk, w zasadzie nie wiadomo o co. O bogów? honory? dobro ludzi? Na koniec i tak spotka się kilku panów i przybijając piąteczki z uśmiechem ugadają się na kolejną rundkę.

A ci biedni ludzie? Ci co giną? Ci co są tarczami strzelniczymi? Ci co są workami na kości i królikami doświadczalnymi?

A cala reszta, która ochoczo pracuje by zarobić pieniążki, aby ta cała machina kręciła się bez oporów?

Ja tam w tym sensu nie widzę. Nienawiść i różnice. Wspólny wróg jedynie może zjednoczyć, co jest haniebne dla rodzaju ludzkiego. I nie ma tu żadnego rozsądnego rozwiązania, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto się wyłamie i będzie naginał umowy i granice zdrowego rozsądku, aż znowu pękną i sytuacja się powtórzy.

Od wyborów do wyborów. Od dyktatora do dyktatora. Od religii do religii.

Chciałoby się wpaść na jakieś rozwiązanie, ale ono nie istnieje, póki na Ziemi są ludzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *