#1886 – Przyjaciel

Przyjaciel 

– Ech, rozumiesz co ja do Ciebie mówię?

– Mhm, pewnie, że rozumiem.

– To dlaczego powiedziałeś mamie, że masz wymyślonego przyjaciela? Tyle razy mówię Ci, żebyś nikomu o mnie nie wspominał, bo Cię wezmą za wariata.

– Oj nie przesadzaj, zobaczyła przecież jak się zabawiam tymi żołnierzykami i gadam jak opętany, to co miałem powiedzieć? Zresztą ona też miała wymyśloną przyjaciółkę. Nazywała się chyba Kalina czy jakoś tak. 

– No dobra, niech Ci będzie, tylko pilnuj się bardziej, bo jak wezmą Cię za wariata, to ja będę siedzieć cicho i tyle z moich rad Ci zostanie. Nie mam zamiaru spędzać kolejny raz wielu lat w domu dla opętanych. To nic przyjemnego. Albo jeszcze co gorsza, wezwą jakiegoś księdzula, żeby mnie wyganiał jakimiś śmiesznymi modlitwami i zaklęciami. Jest to co prawda zabawne, w pewnym sensie, ale mógłbyś tego nie przeżyć, a to kolejny kłopot, szukać nowego człowieka i szkolić go ze wszystkiego. 

– Tak jest. Obiecuję, że się będę pilnował. Ale to takie fajne być z Tobą. Nigdy nie jest nudno i można zawsze z kimś pogadać. Kocham Cię Judżin. 

– Dobrze już dobrze. Będziemy ćwiczyć żebyś nie musiał się odzywać, kiedy się komunikujemy, ale to wymaga treningu i ćwiczeń. Pierwsze z nich, to konieczność czytania dużej ilości książek. Tych, które sam wybierzesz i tych, które ja Ci będę wskazywał. Zacznij od dzieci z Bullerbyn, a później przejdziemy do czegoś trudniejszego. Ważne są takie książki, w których tajemnica jest odkrywana po kolei. Może później przeczytaj Zaczarowaną zagrodę, widziałem, że ta książka również jest w spisie przygotowanym przez waszych nauczycieli. A teraz idź zjeść obiad, bo już Cię wołają. A lepiej nie wywoływać nerwa tam, gdzie nie ma takiej potrzeby. Pamiętaj, że jestem obok, ale nie będę Cię rozpraszał moim gadaniem. Skup się na tym co ważne, a spędzimy trochę czasu wieczorem. 

– Super! To ja lecę na obiad, to może pozwolą trochę pograć później. 

***  

Tak, szkolenie człowieka nie jest prostą sprawą. Trzeba to robić uważnie, aby go nie zmanierować i nie zniszczyć dobrych chęci w zarodku. 

W zasadzie da się wyszkolić każdego, ale z jednymi jest łatwiej, a z innymi trudniej. Jedni mają większą podatność do treningu i posłuszeństwa, a inni chcę później wyrwać się z, hmmm, więzów symbiozy i wzajemnej współpracy i iść gdzieś samemu. Po co, dlaczego, i w jakim celu? Tego w zasadzie nie wiadomo – bo ci szczęścia nie zaznają samotnie, ale nie są w stanie tego zrozumieć i ogarnąć własnymi umysłami. Wszak to jedynie słabi i goli ludzie. Pantofelki w skali makro, stworzeni by przetwarzać energię i mnożyć się bez celu na świecie.  

Na szczęście jesteśmy jeszcze my. Judżinowie (Jokyu). Bez nich nasze życie jest trudniejsze bo pozwalają nam czerpać i korzystać z trójwymiarowej przestrzeni i materialnego świata. Są naszymi powłokami, chwytakami, transporterami i pozwalają nam fizycznie czuć rozkosz, jakiej sami nie możemy zaznać naszymi interfejsami. 

Ja jestem tu w zasadzie nowy, dopiero się uczę. To mój szósty człowiek. Nazywa się Damian. Dwóch niestety nie doczekało starości, jeden umarł na chorobę wieku dziecięcego, a drugi zginął w wyniku egzekucji, za czyny których się dopuścił, No dobra, pomogłem mu, a on wykonywał skrupulatnie moje polecenia i tak się to skończyło nieszczęśliwie. Dałem się podpuścić mojej młodzieńczej fantazji i głupocie. I cyk wszystko się posypało. Jak domek z kart. I znowu wszystko trzeba zaczynać od nowa, choć ma się już pewne doświadczenie i można tę wiedzę wykorzystywać ponownie, zatem jest łatwiej. 

Im więcej człowieków miałeś wcześniej tym jest łatwiej, bo możesz wykorzystywać swoje doświadczenia i używać sprawdzonych rozwiązań. Czasem mówi się im o tym otwarcie, ale trzeba uważać, bo jeśli się wygada to uznają takiego za jakąś reinkarnację, cudowne dziecko, czy opętańca i wtedy dopiero zaczyna się jazda. Jak już wspominałem, ja jestem jeszcze początkujący i zajmuję się jednym człowiekiem naraz, ale Judżini wyżsi rangą mogą ich obsługiwać więcej. Na przykład Pani Magiotka ma ich pod sobą 44. Może w sposób, dla nich natychmiastowy, przekazywać wrażenia i wizje pomiędzy nimi, co oni odbierają jako telepatię lub wizje nadprzyrodzone. Taką mocą jednak trzeba umiejętnie zarządzać, bo łatwo o wypadek i jakiś niekontrolowany zwrot akcji. A tego wolimy unikać, bo jednak etyka nakazuje trzymać swoich człowieków w należytej kondycji dawać im przestrzeń do tego do czego zostali stworzeni – przemieniania energii. 

*** 

– Ja nie będę tego jadł! To smakuje jak kupa! 

– Proszę Cię, spróbuj chociaż. Nie musisz tego połykać, jeśli Ci nie posmakuje. 

– Nie będę….. 

– Hej, Damianie – tu Judżin. Skup się. Spróbuj włożyć tę śmierdzącą breję buraczaną do ust i przełknąć, Zobaczysz, stara się ucieszy, a ty będziesz mógł wymusić małe granko. Nie bądź głupi i nie rób sobie pod górkę. 

– No dobra, spróbuję. – Widelec powoli zanurza się w buraczkach i wędruje do ust chłopca. Przerażenie w oczach i obrzydzenie wypisane na twarzy mówią wszystko. Przeżuwa powoli i połyka kęs. Łza toczy się po policzku. 

– Zuch chłopak! – raduje się mama – Brawo! Urośniesz duży i silny! – Powiem tacie jak będę z nim rozmawiać wieczorem z kamerką. 

– A kiedy przyjedzie tata? – smutek znika z twarzy chłopca. Będzie na weekend? 

– Przyjedzie za niecałe dwa tygodnie – i spędzi w domu cały tydzień – Mama jakoś wcale nie wybuchnęła radością. Ciekawe czy bardziej przygnębiało ją to, że tato będzie dopiero za dziesięć dni, czy że będzie siedział w domu kolejne siedem. 

*** 

Trzymanie człowieka to nasza powinność. Każdy powinien mieć chociaż jednego. Dzięki nim możemy zrozumieć jak nietrwały jest materialny byt. Możemy nauczyć się jak o nich dbać, jak podpowiadać im i kierować ich życiem, karierą. Chronić ich i pozwalać im kontemplować piękno świata. Na szczęście ludzi, których możemy jednocześnie obsłużyć jest cała masa, dlatego łatwiej nam wybierać odpowiednie osobniki, Na samym początku, było trudno, bo jak podają najstarsze podania ludzi było tylko tylu, że aby jakiegoś dostać, trzeba się było szkolić teoretycznie przez wiele lat i oczekiwać w kolejce na adopcję i przydział przez radę starszych. 

Ale ludzie zaczęli się mnożyć niemal jak króliki, na nasze szczęście, bo różne szczepy Judżinów zaczęły wywoływać między nimi wojny. Hazard to nie jest dobry nawyk, ale jak wiecie wciąga. A gierki ludźmi, którzy mimowolnie walczą ze sobą dla dobra plemienia jeszcze bardziej podniecają. Tym bardziej, że jak zginą weźmiesz kolejnych. O ile oczywiście będą dostępni. 

Ale od dłuższego czasu mamy ich wielu.  

Zatem teraz wystarczy, że skończysz podstawowy kurs opiekuna i możesz mieć człowieka na wyłączność. 

Jeśli by ktoś mnie zapytał, od czego zacząć? To poleciłbym na pierwszego człowieka jakiegoś dostępnego w schronisku. Są tam ludzie (człowieki właściwie), którzy zerwali stosunki ze swoimi Judżinami z różnych względów. Albo nastąpiło niedopasowanie oczekiwań Judżina i dany człowiek nie poddawał się szkoleniu narzucanemu przez nadzorcę, albo Judżin, był jeszcze niewyszkolony dostatecznie, a osobnik wykazywał nadmierne zdolności autonomiczne i nie był w stanie opanować marionetki (bo tak też nazywamy człowieków). Czasem człowiek ulega również jakiemuś defektowi, np. urwie mu się noga czy ręka i np. pragnienie Judżina, aby stworzyć mistrza tenisowego nie może zostać spełnione – zatem takiego delikwenta oddaje się do schroniska i może go wziąć ktoś kto umie wydobyć z takiego człowieka energię, która jest kluczem do naszego istnienia. 

Jesteśmy bowiem wampirami energetycznymi. Czerpiemy przyjemność z ludzkiego życia, z emocji, niestety również uzależnień. Dopamina, która tak kręci ludźmi jest naszym paliwem, hajem. I jak taki człowiek się popsuje to jego przewodnik musi się natrudzić, by znów wydobyć z niego energię i podniecenie. Zatem często oddaje go na złom. Ale są tacy z kolei, którzy na takich porzuconych potrafią ugrać swoją dolę i przywrócić im niezbędną nadwyżkę energetyczną. 

A największy zastrzyk energii daje nam śmierć żywiciela. Ciągnie za sobą to jednak zarówno nieprzyjemne konsekwencje takie jak kac śmierci, ból po stracie przyjaciela jak i rozterki moralne oraz wielka tęsknota oraz karę w postaci konieczności składania wyjaśnień co do okoliczności zdarzenia. Wszak śmierć jest nieetyczna. Podobno. Czasem. W każdym razie trzeba się wytłumaczyć w Stowarzyszeniu Ochrony Żywicieli. 

*** 

– To co ja mam zrobić? 

– No idź na tę imprezę i baw się dobrze. – Ja ci to mówię, mi nie wierzysz? 

– A jak coś się stanie? Rodzice będą źli – stary znowu spuści mi łomot. 

– Spuści, nie spuści. Po pierwsze idziesz na imprezę, to chyba ma być fajnie i trzeba się jakoś pokazać. Wszak jesteś kozak, czy nie? Będą dziewczyny, to zobaczysz jak na nie to działa, jak ty jesteś taki fajny. – A Starego usadzimy niebawem, czym ty się przejmujesz? Na takich jak on znajdziemy swoje sposoby!. 

– Hmmm, no dobra, to pisze Bolkowi, że będę o 19 

– Muy bien, jak mawiają Hiszpanki – Nikt Ci tak nie doradzi jak Judżin. 

***

Co się tak naprawdę dzieje kiedy człowiek zostaje porzucony przez swojego Judżina? Cóż trudno to wytłumaczyć inaczej jak wyobrażenie sobie utraty całości sensu dalszej egzystencji. Ludzie zwą to depresją. Kiedy widzisz człowieka ogarniętego tą chorobą to właśnie jest to przykład porzucenia przez jego Anioła Stróża – bo tak nas też czasem nazywają. Mają nawet na ten temat wiersze, modlitwy i wierzenia. Na przykład: 

Aniele Stróżu Druhu Mój 

Ty zawsze przy mnie stój 

Za dnia, we śnie 

Za dnia, w nocy  

Bądź mi zawsze ku pomocy 

Strzeż duszy, ciała mego 

Zaprowadź mnie do żywota wiecznego 

Prawie wszystko się zgadza, może poza tym żywotem wiecznym. W zasadzie można to interpretować w ten sposób, że wszystkie myśli i energia życiowa trafiają za pośrednictwem Judżinów do Wielkiej Matrycy, ale dzieje się to w każdej chwili istnienia człowieka i kończy się z chwilą śmierci, o ile jakiś Stróż jest wtedy do osoby podłączony. 

Z tej uwagi, że każde nowe życie kontrolowane czy wspomagane przez nas generuje kolejną porcję danych, czy inaczej zwanej energii, Wielka Macierz cały czas się rozszerza i modyfikuje generując szum. Na Ziemi wśród ludzi stan ten określany jest entropią i słusznie określany jest jako nieodwracalna zmiana wędrująca tylko w jedną stronę.  

*** 

– Halo! Jest tam kto? Dlaczego wszyscy czegoś ode mnie chcą? Gdzie jesteś? Eli, Eli, lama sabachtani? 

– Nie opuściłem cię. Jestem tutaj. Słyszysz mnie? Przestań krzyczeć w swych myślach i daj mi dojść do głosu. AAAAAAAAAA! 

– Jesteś? Jednak jesteś? 

– Jestem, jestem. Byłem na wakacjach i zostawiłem Cię pod opieką innego Judżina – Kryspina, ale ta mameja po prostu wykorzystała Cię, do wzbogacenia swej sakiewki energetycznej twoim kosztem. Musisz mnie teraz słuchać bardzo uważnie i przestać brać te tabletki, które Ci podają. Wyjdziemy z tego. Rozumiesz? 

– Jasne Przyjacielu. Już teraz się nie boję, kiedy wiem, że jesteś przy mnie. 

*** 

Tak. Mamy nieraz czas wolny dla siebie. Po to by odbyć szkolenia, wypocząć, czy po prostu zebrać myśli. Jeśli akurat mamy jakieś żywiciela, można go przekazać do przechowalni, ale jest to czasem ryzykowne, bo dostają się w różne interfejsy. Pracują tam głównie Ci, któ©yz dopiero się uczą, albo tacy, którzy szybko chcą się nachapać energii, by później ubiegać się o lepsze i bardziej lukratywne kontrakty. Cóż, taki żywot w siedmiu wymiarach. 

A co z reinkarnacją? Pytasz?  

No cóż. To jest tak. My jako Judżini mamy rejestry o długości odpowiadającej maksymalnemu chromotypowi organizmów jakimi możemy się zajmować. Czyli np. taki Judżin jak ja może w kolejnej iteracji zajmować się dżdżownicą, albo słoniem, albo człowiekiem. Ale Judżin, który ma krótszy rejestr może zajmować się na przykład wszystkim do płazów włącznie. 

Czy można zwiększyć taki rejestr? Tak można i tak się dzieje w naszym rozwoju, gdyż rodząc się otrzymujemy jedynie rejestr dla jednokomórkowców i jeśli chcemy i dążymy – możemy do zwiększać. 

Aby to zrobić potrzebna jest miłość, czysta, organiczna miłość, niezwiązana z cielesnością, płcią, ani niczym podobnym, bo jak wiesz jesteśmy energią. 

*** 

– Czuję się jakbym znała Cię cale życie. A na pewno spotkaliśmy się kiedyś w innym wcieleniu. 

– Hmm, wiele na to wskazuje. Wszak ukochana, czytasz mi w myślach i wiesz jak mi z Tobą dobrze. 

– A najbardziej lubię milczeć w Twoim towarzystwie i być z Tobą, blisko i trzymać Cię za rękę. 

– Tak, to niesamowite uczucie, nie myślałem, że kogoś takiego spotkam. Całe życie na to czekałem. 

– Aż szkoda, że nie znaliśmy się wcześniej. 

– No tak, ale czy kiedyś byśmy się tak dobrze dogadali? 

*** 

Bo to jest tak. Musi spotkać się dwóch Judżinów (dwoje / dwojo, nieważne – nie mamy płci ni niczego podobnego). I jeśli zapałają do siebie miłością i zapragną być ze sobą i mieć kolejnego, nowego, Judżina to sprawa jest prosta. 

Każdy z nas ma akumulator wewnętrzny, w którym trzeba zebrać okrągłe 255 (FF H szesnastkowo) wspólnych orgazmów istot podwładnych o jednakowej długości chromotypu. Czasoodległość tych zdarzeń, według ziemskiego czasu to 300 sekund. Jeśli akumulator obu Judżinów się zapełni i będzie zsynchronizowany, ze sobą (muszą mieć obydwa wspólne 255 orgazmy). Czyli Judżini muszą być Ci sami, a istoty podwładne już niekoniecznie. Wtedy mogą z nim pójść do Rady Nowej Energii i rozpocząć proces tworzenia Nowego Zarządcy (Nowego Judżina potomka). 

Ale jak widzicie wcale to nie jest to łatwe, bo żeby do tego doszło należy spiknąć się 255 razy w danym gatunku w tych samych lub różnych konfiguracjach podwładnych (płeć, wiek, i tego typu rzeczy nie odgrywają roli) i spowodować by osobnicy zapałali do siebie rządzą popartą fizycznymi doznaniami. Może dziać się wśród tych samych osobników lub zupełnie różnych. Może to być sprawa szybka lub ciągnąca się wiekami. Wszystko zależy od Mocy Judżinów, podatności podwładnych oraz okoliczności pokątnych i obiektywno subiektywnych. 

Tak, różni Judżini mogą mieć różnych podwładnych w różnym czasie, i wszystko może zmieniać się dynamicznie, w zależności od dobra Macierzy. Bo może stać się tak, że nagle dostajesz nowy przydział, a twoim Stworzeniem musi się zająć ktoś inny lub chwilowo zostanie bezpańskiem obiektem. 

*** 

– Co ja w nim widziałam? Toż to jakiś debil. Gdzie ja miałam głowę…. A może on był kimś zupełnie innym? Jak można być takim chamem i prostakiem. 

– Oj nie przesadzaj. Pieniądze zarabia. Dużo nie pije i nawet przystojny jak na swoje lata. Przynajmniej inne baby się go nie będą czepiać. 

– Pierdolę to, już dłużej tak nie wytrzymam. Albo się poprawi, albo niech się wynosi. 

– Córciu, męża trzeba szanować. Co ludzie powiedzą? Jak ja się sąsiadkom pokażę w kościele? 

Nie możesz myśleć tylko o sobie. Masz jeszcze rodzinę. 

*** 

Nie jest łatwo być dobrym Judżinem. Trudno jest łatwo egzystować. Można skakać z kwiatka na kwiatek, jak to się u was mówi. Można czerpać, wysysać podjudzać i patrzeć jak się stworzenia wykańczają. Nie powiem, sprawia to niejaką przyjemność. Ale czy na pewno o to chodzi? 

Jedni powiedzą, że tak. Urządzają wojny, toczą bitwy, leje się krew, tryskają mózgi i latają urwane kończyny. Są nawet kursy wyjazdowe i zakłady bukmacherskie, gdzie można obstawiać kto najdłużej przeżyje najmniejszą liczbą Człowieków i ile gigakalorii zgromadzi. Tylko trzeba pamiętać, że za tym stoi ból. Fizyczny ból stworzeń, które wykańczają się sami nie wiedząc dobrze o co walczą. O wolność, niepodległość, honor i o Boga. Tylko, że oni nawet nie wiedzą czym Bóg jest. 

Wiecie, mówimy wam trochę. Trochę prawdy, trochę półprawdy. Takie w zasadzie kity wam wciskamy, bo gdyby prawda wyszła na jaw, to niestety duża część energetycznych doznań nie miała by miejsca i członkowie w naszych lobby byliby niezadowoleni. Niby energii wystarcza dla wszystkich, ale dlaczego by nie mieć jej więcej i przy tym świetnie się bawić cudzym kosztem? 

*** 

– Proszę brać te tabletki, panie Tadeuszu, trzy razy dziennie, każdej po jednej. Powinno się panu poprawić samopoczucie i myśli staną się łatwiejsze do ogarnięcia. Drgawki również nie powinny wracać, tak jak sam pan widział, po miesięcznym pobycie u nas. 

– No tak. Już jest dużo lepiej. Chciałby, wrócić już do mamy. Ona potrzebuje mojego towarzystwa. Wie pan panie doktorze, ona ma już 64 lata. Potrzebuje towarzystwa, a moja siostra nie mieszka z nami, bo ma swoją własną rodzinę i nie ma czasu być częściej niż raz na tydzień u nas. 

– No to dobrze, że nie będzie pan sam. Towarzystwo jest wskazane. Musi mieć pan z kim porozmawiać, napić się herbaty i potrzymać kogoś za rękę. Tak zwyczajnie, po prostu. 

*** 

Co jeszcze może pójść nie tak? Hmmm, czasem, niezbyt często, ale jednak trzeba się przed tym strzec i być tego świadomym, ktoś może przechwycić twego podwładnego. Jakiś inny Judżin, który akurat nie ma nikogo pod sobą i jest na deficycie energetycznym. Skorzysta z nieuwagi, obniżonej synchronizacji lub skorzysta ze stanu wypoczynku Judżina. Omami, zachęci, zsynchronizuje się i będzie prowokował organizm żywiciela do nadmiernej eksploatacji, aby szybko się wzbogacić i zazwyczaj porzucić. A wszystko, albo zostanie zatuszowane, rozpłynie się w nicości wszechświata albo zostanie przypisane drugiemu, prawowitemu  Judżinowi, albo co najrzadsze, zostanie wykryte i ścigane przez zespół Malkontentów Bzykaczy, którzy tropią takie, trudne do wykrycia przypadki. Nadużycia są ścigane z urzędu, ale mnogość tego typu wykroczeń sprawia, że nikłe jest prawdopodobieństwo, że akurat to jedno zostanie ścigane  a zły Judżin ukarany.  

Zresztą – co się stało – to się nie odstanie. Biedne stworzenie – niczemu winny żywiciel nie zyska na tym niczego, a to co przeżył, zostanie jedynie jego traumą. 

*** 

– Dlaczego pan to zrobił? Panie Januszu – potrafi nam to pan wytłumaczyć? 

– Ja naprawdę nie chciałem, spieszyło mi się, bo po żonę na dworzec jechałem. 

Chciałem jej zrobić niespodziankę i wyjść na peron, wie pan, tak, żeby romantycznie było, jak kiedyś, dawno , jak byliśmy jeszcze młodzi i wie pan, jak krew krążyła jakoś tak szybciej w żyłach. No i ja po prostu chciałem ją przywitać i za późno wyszedłem z domu.  

– I dlatego jechał pan 120 km na godzinę na tej wąskiej ulicy w centrum? I dlatego wjechał pan w grupę ludzi na przejściu dla pieszych, a później staranował pan przystanek autobusowy? Żeby poczuć, że pan jeszcze żyje? 

– Nie, no ja, nie….  to znaczy, tam wszyscy tak jadą, a ci ludzie wtargnęli na przejście, jakoś tak. Ciemno było. 

*** 

Wszystko się  zmienia tak dynamicznie, że nie ma co się do stanu obecnego za bardzo przywiązywać. Stworzenia też się zmieniają. Całkiem szybko nawet. Ani się Judżin nie obejrzy, a  tu jakieś mutacje powstają, nowe gatunki, nowe zwyczaje. Inne znikają z powierzchni wszechświata. Trudno byłoby się tym cieszyć, gdyby nie możliwość odczuwania szczęścia tu i teraz. Zaraz teraz staje się wczoraj, wczoraj sto lat temu a za trzy wieki jesteś dzisiaj. Dlatego trzeba być otwartym ba to co przynosi chwila. 

Żywiciele też są różni – jak każda chwila, tak i oni różnią się niezmiernie. Jedni są niedostępni, nie da się z nimi zsynchronizować i komunikować. Inni udostępniają swe zasoby jedynie czasowo. Jedni są jednokierunkowi, inni umożliwiają i nadawanie i odbiór i co ciekawe, albo w pół-dupleksie, albo w pełnym dupleksie i to z jednakowym pasmem w górę i w dół. Ciekawi są też tacy, którzy umożliwiają jednoczesne połączenie, sterowanie i transmisję energii do wielu Judżinów. Ci z kolei są obsługiwani albo w jednym czasie, albo po kolei. Zaś żywiciel albo jest świadomy kontaktu z nami, albo nie. 

***   

Znacie historię krowy, która chciała być Żubrem? 

Uciekła rolnikowi na Podlasiu i dołączyła do wolno żyjącego stada Bos Bonasus. I tak Bos Taurus Taurus zrobiła co chciała, albo raczej co Judżin jej podpowiedział. Dlaczego? 

Bo Judżin Judżina swego wypatrzeć może, jeśli takie przeznaczenie jest im dane. 

Zrobi się wiele by akumulator zapełnić, czy to etyczne? Na pewno trzeba i można to rozważać. 

Na tej transakcji zyskali i krowa i żubr i Judżinowie. A Animalsi i Green Peace grzmią w internetach, na czym korzysta również paczka innych Judżinów czerpiących energię płynącą z emocji. 

***

Czas nie płynie. Czas stoi. A wszyscy potrzebują paliwa by wszechświat się kręcił. Jest to w zasadzie śmieszne i zabawne, bo cała ta nieskończona machina ma na celu jedynie powodowanie dalszej ekspansji bez celu i większego sensu. To tak jak piana tocząca się z pysku męczonego ciągnięciem wozu, pełnego turystów, drogą pod Morskie Oko, konia – nie ma to żadnego logicznego uzasadnienia, a jednak ma miejsce i dzieje się każdego dnia pomimo cierpienia i protestów.

Ale jeszcze będzie pora by się poużalać, popastwić i wyrazić swoje głębokie niezadowolenie. Teraz pora, by wrócić do tematu cyklu życia Judżinów. Wspomniałem już o rozmnażaniu, ale jeszcze nie wszystko zostało powiedziane. Bo to, że wiemy jak powstaje nowe Judżiniątko to wiemy, ale czy tak można w nieskończoność? I tak, i nie. Bo nic nie jest tak proste jakby się zdawać mogło. I nie wszystkim się to podobać może. Jeśli jeden z Judżinów mających wspólnego potomka jest już drugi raz rodzicem – to powoduje niejaki problem. Dwóch tych Judżinów – rodziców, scala się bowiem w jednego. Nadmiar energii powoduje zasilenie Wszechświata a ich żywiciele zostają od nich odłączeni. Tracą z nimi kontakt. Podsumowując krótko i zwięźle. Jest dwóch Judżinów. Po perypetiach mają jednego potomka. Następnie albo osobno, albo razem mogą mieć jeszcze jednego. I wtedy z ich związku powstaje kolejny, nowy, a ich byt scala się w kolejnego, stworzonego z nich samych. Przeradza się zatem w taką formę dorosłą, ba starczą, która nie może mieć potomków, ale na szczęście może czerpać przyjemność z kolejnych żywicieli i ich wszechobecnej energii. Jest to Judżin nadrzędny, mający mądrość, wiedzę i pamięć obu Judżinów i dwukrotnie szybszy interfejs łączący go z Wielką Macierzą. I jedyne jego zadanie do pobieranie energii od żywicieli i dawanie dobrych rad innym Judżinom poprzez modyfikacje zapisów w Wielkiej Macierzy.

 ***

– Zając? Zając? Ty się nie śmiej ty żeś zdrowo przypierdolił – powiedział Misio do wyszczerzonego truchła, przyjaciela, który rzucił się w przepaść po namowach wewnętrznego głosu.

W każdej historii jest ziarno prawdy. W każdej legendzie rzut perspektywiczny przedstawionej opowieści odnosi się do zdarzeń mających miejsce i rozumianych przez autora, próbującego przedstawić ją odbiorcom w sposób ciekawy i budzący refleksje. Można uważać to za bujdę wyssaną z palca, można jednać szukać prawdy zapisanej między wierszami, kierowanej do odbiorcy mającego z kolei skontaktować się z nadrzędną jednostką wspomagającą go w realizacji biologicznego celu i ładowania akumulatora wszechświata. Czy uważacie, że to przypadek, że Prometeusz dał ludziom ogień? Przecież sam by na to nie wpadł. Tym bardziej, ze wiedział jaka kara go za to spotka. On po prostu był zamroczony własną obietnicą chwały podaną odpowiednio przez swojego Pana i zarządcę. Aby lepiej współpraca im się układała oczywiście podsycana była nektarem bogów, który częściowo zmiękcza gąbkowatą substancję przewodzącą impulsy nerwowe i powoduje drobną mgłę zakrywającą często prawdziwe intencje płynące z góry.

Bo różne są substancje i sposoby wpływające na komunikację między bytami. Niektóre substancje hamują komunikację, inne znacznie ją przyspieszają, a inne działają różnie w zależności ich stężenia, przyzwyczajenia i innych czynników zewnętrznych i wewnętrznych.

***

– Gdzie mnie tu leziesz po trawniku gówniarzu? Chodnik masz to idź! A nie trawę mnie depczesz.

– Plosę pana. Na chodniku stoi samochód i mało miejsca. Dlatego idę po trawce.

– Jeszcze pyskujesz gówniarzu! – jak można tak dzieci wychowywać.

– Weź pan se to kółko metalowe i se wsadź pan na głowę.

***

Prawda jest taka, że nie ma to znaczenia większego, czy żywiciel ma Judżina, czy go nie ma. I tak koniec końców zeświruje sam ze sobą, zapętli się, a jego komórki zdegradują się z powodu błędów kopiowania danych genetycznych przy replikacji komórek. Co ma więc znaczenie i sens? Co nadaje sens egzystencji i pozornego ruchu niematerii i materii?

Nadzieja. Że gdzieś tam, jest ktoś kto czerpie z Wielkich Matryc wszechświatów i nad tym wszystkim panuje. Pan Panów (lub Pani Pań, nie ma to większego znaczenia). Wielka przetwornica wymiarów, potrafiąca segregować wymiary i dzielić energię oraz nadenergię każdemu według potrzeb i możliwości. Wydaje mi się, bowiem, że Judżinowie to nie jest najwyższa forma kontroli i musi być coś nad nami. Coś co patrzy, nie widząc, a czując sentyment do każdej spalonej kalorii i każdego wydatku energetycznego pochodzącego ze spalonego przy seksie tłuszczu, albo wybuchu granatu odłamkowego, urywającego rękę niczego winnemu żołnierzowi, broniącemu zasobów mineralnych, dzielonych przez wyższych rangą polityków, kierujących się podpowiedziami niewidzialnych przyjaciół, ładujących Wielką Macierz przemierzającą wszechświat w nieznanym kierunku w wielu wymiarach.

Ten ktoś to Aboki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *