Jedną ze strategii przeżycia jest unikanie.
Planowanie, analiza i unikanie zagrożeń. Wycofywanie, kluczenie i schodzenie z linii strzału.
Jeśli jest to skuteczna metoda, to dlaczego z niej nie skorzystać? Tu się obrócisz, tam odsuniesz, tam przeskoczysz i cyk, jestes znowu prawie w całkiem, dobrej formie.
Tylko jakby trochę czegoś brakuje w takim przypadku – możliwości celebracji zwycięstwa. A dla dużych chłopców ten smak jest jak witamina D – buduje odporoność, pewność siebie i rozpala ego, przyćmione więzami i barierami narzucanymi przez Innych.
Dlatego przychodzi taka chwila, że kluczący z glizdami nieświadomie lub wprost przeciwnie, z pełną intencją, stara się odgryźć lub wsadzić kija w szprychy. Przy tym nieraz wychodzi na to, że koło w które został włożony, należy do jego właściciela.
Życie jest nieustannym knuciem. Myśleniem. Kontemplacją. Gonitwą za marzeniem, a właściwie ich iluzją odbitą w szybie jadącego pociągu. Tylko nie wiadomo do końca czy ten pociąg zbliza się czy oddala. Czy jesteśmy na peronie, czy w toalecie poruszającego się wagonu? I czy nie spadnie nam na głowę walizka niefrasobliwie umieszczona , bez zabezpieczenia, na półce znajdującej się tuż obok przełącznika zepsutej klimatyzacji.
I czy to w ogóle nasz pociąg?
I ile ma opóźnienia?
W sumie wszystko już było:
Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż nie dbać o bilet
Ściskając w ręku kamyk zielony
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle.
A później musisz się obudzić, wyjąć rękę z nocnika, wstać, założyć chomąto i robić swoje.
