Miód leje się z ust twych o boski. Miód, który niestety jest miodem z uszu.
Gorycz jego żółcią przechodzi i stanowi rozwinięcie złych pragnień i kłamliwych zapowiedzi dobroci i pokoju.
Gra na czas, staje się grą o tron, o złoża i technologie mające na celu wzmocnić jednych a zniszczyć drugich.
I nie da się tego odwrócić i wyhamować, gdyż mojsza racja jest równie ważna jak ichsza.
Mani mani mani (Money money money).
Czerń, czerwień, czy już wspominana żółć. A na tym uczą się kolejne pokolenia wypaczane przez narracje i niekończące się historie o wielkości, dobroci i słuszności jedynego ludu. Jedynego i wybranego z wielu podobnych. Każdy z nich wybrany, przez najjedyńszego.
Ludzie są dziwni. O tym wiadomo od bardzo dawna, tylko nic rozsądnego nie da się z tym zrobić. Tu pociągniesz, tam wylezie ci paluch spod kołderki. Tu podkopiesz dołek, tu w niego wleziesz wracając nocą z wychodka. A chodzenie w cudzych butach, jakoś nikomu nie przychodzi ni łatwo, ni przyjemnie.
Przecież bliższa koszula ciału, każda pliszka swój ogonek chwali, a dla każdej matki, własne dzieci najpiękniejsze.
