Czy wiesz kto steruje tym co zrobisz dzisiaj? Jutro? Za tydzień? A może za pięć lat?
Kto „pomaga” ci dokonywać wyborów? Tych codziennych i tych ważniejszych, często życiowych?
Czy mamy wolną wolę, czy już jesteśmy prześwietleni, przebadani i przeanalizowani do takiego stopnia, że przy pojawiającym się z nagła bodźcu zareagujemy zawsze w ten sam, przewidywalny sposób?
Czy to jest dobre? Czy to jest dobre dla nas? Czy to jest dobre dla czyjegoś interesu?
Listy, czeklisty, przykazania, kodeksy, wychowanie, tradycja i religijny strach. To jest coś, co pomaga nam szybko iść naprzód, żebyśmy nie musieli każdorazowo analizować zawiłości sytuacyjnych, co mogłoby doprowadzić albo do przegrzania naszych obwodów, albo do śmierci z rąk pojawiających się z nagła oprawców.
Ale pojawili się tacy co postanowili to wykorzystać dla siebie: magnaci, reprezentanci bogów, dyktatorzy i byznesmeni.
Idziesz więc ścieżką i pomimo pojawiających się rozgałęzień trafiasz tam gdzie „gejmplej” prowadzi, choć być może, inna droga zaprowadziłaby cię do lepszego miejsca. Tego nie wiesz, jednak nie masz czasu nawet zbytnio się zastanowić, bo ogrom obowiązków i przyziemnych czynności zaprząta twą głowę tak bardzo, że nad tymi ważnymi wyborami nie masz siły i czasu pochylić się by podjąć przemyślaną decyzję.
Zdajesz się na innych – być może mądrzejszych, być może na chytrzejszych, tych z większą władzą i większą widocznością. Oddajesz im odpowiedzialność za swoje życie.
Wyolbrzymiam? Być może. Może fantazjuję. Może się mylę. Wszyscy na pewno chcą lepiej dla mnie, niż ja sam.
Będą walczyć, żeby mi było lepiej. Pomimo tego, że mi się nie chce samemu zawalczyć o moje.
Tak, to ma sens.
Przekonaliście mnie. Wszystko będzie dobrze. Ktoś nad tym panuje i nie trzeba mu patrzeć na ręce, bo na pewno chodzi o moje dobro i szczęście. Ja tylko muszę więcej pracować, nie domagać się za bardzo wynagrodzenia i płacić daniny.
