#1914 – jak sobie radzę z prokrastynacją?

Cóż ciężki temat, jak się ma tyle zadań, pomysłów, projektów, pasji chęci i niechęci.

Żeby coś osiągnąć trzeba po pierwsze wiedzieć co, kiedy, za ile itd. itp., parę razy już o tym pisałem. (m. in. Metodyka kiss 12 pytań i takie tam)

W każdym razie już to wiesz i chcesz coś zrobić – i co dalej?

Pytam się wtedy – na jakie najmniejsze klocki mogę to podzielić. Najlepsze (dla mnie) są takie, które mogą działać oddzielnie od siebie. Szatkuję po prostu tego słonia na części, przerabiam go na mięso mielone.

I tak kawalunio, po kawaluniu, dzień po dniu – „po troszku” trzeba to popychać.

Krok po kroku. Jeśli te małe kawałki się zaczynają składać, daje to zajebistego kopa – prawie jak przeglądanie tyktoków.

Dobrze jest też wiedzieć co na końcu będzie nam potrzebne – np. są to dane za rok wstecz, to wtedy muszę zacząć je gromadzić rok wcześniej lub mieć pewność, że ktoś to robi. A pewne rzeczy można wymyślać i robić później.

StepByStep.

Pewne kroki mogą być większe, pewne można robić równolegle.

Ważne żeby mieszać w garnuszku cały czas, żeby się zbytnio nie przypaliło.

I jak kroczki są małe – to można je dowozić od początku do końca, bo czasem te większe ciężko spiąć, szczególnie jak się ma taką rozpraszalną uwagę jak ja.

Tyle rzeczy ciekawych na świecie jest przecież. I wszystkiego chce się spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *