#1917 – złość

Czasem dopadnie cię złość i bezradność.

Bo czegoś nie dopilnowałeś, albo nie zauważyłeś.

I się coś zesra, tak bardziej niż ktoś po pijaku w gacie.

Bardziej niż ty sam byś się zesrał po pijaku w gacie.

Chciałbyś się może odegrać, albo odgryźć, bo to nie całkowicie twoja wina. I zaczynasz się nakręcać i szukać, mniej lub bardziej uzasadnionej zemsty.

Stop.

To ślepy zaułek. Jeśli pociszniesz za słabo, wróci to do ciebie ze zdwojoną siłą.

Jeśli jebniesz z dzidy, okaże się prawdopodobnie, że przegiąłeś i rozjebałeś za mocno porcelanową baletnicę na pozytywce.

Odpuść. Bądź jak czarna dziura. Nie słuchaj brzęczenia much. Nie denerwuj się komarem gryzącym cię w ucho. Wchłoń złość i wyciągnij rękę (ostrożnie) oferując szczerą pomoc i wsparcie.

Nic tak nie denerwuje, jak brak negatywnej reakcji.

Pomyśl. Czy Wielki Czerwony Naród przejmuje się piszczącą w kącie myszą?

Nie działaj pochopnie, dopóki nie masz pewności, że zakończysz konflikt tu i teraz. Przytakuj. Potakuj. Poklep po plecach. Podziękuj. Podziękuj i bądź wdzięczny za każdy kolejny dzień.

Wszak jesteś ponad to. Twoja reakcja jest kluczowa i nad nią masz kontrolę.

A jak nad czymś już masz kontrolę, to masz kontrolę.

Masz kontrolę.

Pamiętaj masz kontrolę i pozory wolnej woli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *