Czekać, nie czekać. Odpuścić, czy wręcz przeciwnie wypuścić parę. Albo w tłoki, albo w gwizdek.
Zawsze jest wybór co do reakcji na daną sytuację. A reguła jest taka, że lepiej chwilę się wstrzymać z radością, niż później żałować zażenowania i złudnej wiary we własne siły. Wszak lew nie przejmuje się hienami.
Chyba, że jest sam, stary, chory, a hien całe stado.
A one mają czas.
Poczekają, aby zadać ostateczny cios i napełnić swe łakome brzuchy.
A w kolejce czekają jeszcze sępy, które zawsze mają czas by powiedzieć : „a nie mówiłem?”
Lecz gdy lew jest w sile wieku, otoczony rodziną i sympatykami, wie co mu się od życia należy. Wie to od pokoleń i nie musi nikomu udowadniać, że jest lwem.
I wcale nikt nie powie mu, że jest narcyzem, zadufanym w sobie i w swych wymyślonych kompetencjach.
Miej serce i patrzaj w serce – nie wszystko da się pojać rozumem. Czasem trzeba użyć intuicji, wiary i nadziei.
Nadzieja wszak umiera ostatnia.
Jakoś to będzie. Wystarczy przeczekać jeszcze trochę. I znowu. I znowu. I znowu….
