#1945 – GSB 5/I/2025 – drugi najcięższy dzień

Rano wstaliśmy i tak za późno bo około 06:30. Wypiliśmy kawę w schronisku i około 07:30 rozpoczęliśmy zejście z Hali Miziowej. Jak sie po kilku godzinach okazało nasza opieszałość popłaciła jak zwykle. Bo gdy o 10:10 byliśmy na przełęczy Glinne (do której dojście nie było proste i kilka razy wywinąłem orła na błocie – ze dwa razy w pieknym stylu) okazało się, że jest tam świetna i tania restauracja, otwarta właśnie od 10:00.

Zjedliśmy zatem wczesny, pyszny obiad i szliśmy dalej. Padało, świeciło słońce, ja się wywracałem i ślizgałem na błocie jak na lodzie. Gdyby nie kijki chyba nigdzie byśmy nie doszli.

Szliśmy i szliśmy, noga za nogą i robiło się już coraz zimniej.

Tuż przed zachodem słońca dotarliśmy na szczyt Mędralowej i wypatrywaliśmy z utęsknieniem, zaznaczonego na mapie szałasu.

BYŁ TAM!!! Słońce chyliło się już za horyzont, zimno było jak cholera a my w tej budzie rozbijaliśmy nasz namiot, bo zimno było jak cholera i wiał przenikliwy wiatr. W górnej izbie szałasu już ktoś spał zatem zajęliśmy dół. Zjedliśmy żarcie z z kubka i w zimnym namiocie poszłiśmy szybko spać, żeby rano ruszyć jak najwcześniej, w kolejną trudną drogę.

W namiocie było w nocy 11 stopni, w szałasie znacznie chłodniej, a na dworze, na pewno około 5 stopni.

Ten dzień, choć niezbyt długi dał nam w kość.

18,5km, 10:33 h aktywnego marszu. Przejebane 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *