Wstaliśmy przed 08:00. Zjedliśmy ciepłe śniadanie w schronisku i przed 09:00 już dziarsko maszerowaliśmy. Taaa. Leźliśmy.
Pogoda w końcu jak na koniec lata przystało (19 września 2025). Temperatura rosła z godziny na godzinę i po południu było około 30 stopni. Beło w końcu gorąco.
Wędrowaliśmy spokojnie, głównie z góry, choć było jeszcze kilka miejsc pod górę.
Mijaliśmy jedną fajną wiatę i jeden schron turystyczny, niedaleko Bystrej Podhalańskiej. Fajne miejsca na nocleg, ale dla nas były nieprzydatne ze względu na porę dnia.
Od wspommnianej już Bystrej, trochę asfaltu, później szutr, znowu asfalt i dotarliśmy do Jordanowa. Dzień wcześniej Kapitanka naszej drużyny zarezerwowała nam nocleg w jedynym dostępnym miejscun na bókingu (bardzo fajne mijesce i korzystna cena). Musieliśmy drałować od szlaku blisko 2km i pomimo, ze dystans dnia nie był porażający, to już mieliśmy serdecznie dosyć. Po drodze wstapiliśmy na obiado – kolację do gospody U Lipy, nasyciliśmy się i odpoczęliśmy i już rzut beretem, był nasz nocleg.
Przed 18 już byliśmy gotowi na dalsze uciechy na kwaterce. Tak minął ten gorący letni dzień.
Dzień 7: 19 km, 8,5 godziny

