No i trzeba było wracać.
Pobudka przed 06:00. Szybka kawa w apartamencie. Później sześciominutowy spacer na przystanek busów (taak, świetny plan i miejsce kwaterunku), w Krakowie przesiadka w PKP poprzedzona wizytą w Burger King i dalsza podróż w komfortowych warunkach.
W Lublinie byliśmy po 13. Autobus w stronę domu, kilometrowy spacer do naszego mieszkanka w dzielnicy X (Dziesiąta) i prawie laba….
Odbiór psów, dzieci i wizja powrotu do korpo-kołowrotka…..
Oby do następnego wyjazdu, choćby na spacer po lesie….
Ciąg Dalszy Nastąpi.
