A co tam, czasem trzeba coś napisać po angielsku, żeby kręgi były większe. Albo mniejsze, bo nie zawsze więcej znaczy lepiej.
Wracając do tematu sprawy, rozpakowywanie daje frajdę i nadzieję. Szczególnie jeśli prezent daje Ci ktoś bliski, albo kupiłeś sobie coś i przyszło w pięknym, kolorowym pudełku i z wypisanymi, na nim, szczegółowo, funkcjonalnościami. Rozpakowujesz ten piękny pakunek i okazuje się ….
No właśnie. Czego się spodziewałeś? A co przyszło? Czy ten nowy Szajsung czy AjAjaJajfon, jest faktycznie lepszy i wart swej ceny?
Czy ta mega zabawka zapewniająca, według sprzedawcy, niesamowite doznania, da Ci wilgotne przeżycia, lepsze niż te które możesz mieć bez niej?
Czy ten mega fchuuy wypasiony robot kuchenny z tamtemu, na pewno da radę zrobić racuchy jabłkowe bez jabłek na 16 osobowe przyjęcie?
A może ten jebany, zabawkowy, futrzak szprecha zamiast mówić w ludzkim języku i całe oszczędności jak psu w dupę?
…
Czy tu przyjdzie do Ciebie rozczarowanie? Czy zalejesz wyrwę powstałą przez rozminięcie się oczekiwań z rzeczywistością betonem przekonywania siebie i innych, że było jednak warto?
Jedni wiedzą o czym piszę, inni czytają to i zastanawiają się, podobnie jak ja czytając wypociny poetów w liceum – o co kurka blada jego mać chodzi? Co autor miał na myśli i nie potrafił tego napisać w sposób zrozumiały, przejrzysty i jednoznaczny?
Ilu nas na świecie jest tyle opinii i opisancyh faktów. Różniących się od siebie drobiazgami, które porównać do siebie można jedynie kwantyzując ich treść i wrzucając do kategorii, których liczba zmniejsza się z czasem i na koniec pozostają góra trzy. Podobnie jak kolory, z których pomimo milionów odcieni szarości pozostają:
Biały, czarny i „trzy_zgłoskowe_słowo”_wie_jaki.
…
I później na podstawie tych dwóch, góra trzech, wartości chcemy wrócić do opisu rzeczywistości. Chcemy przekonać wyborców, że my to jestetśmy odpowiedzią na ich potrzeby, ochroną przed zagrożeniami, których nie ma i placebo na całe zło.
Ta droga prowadzi donikąd. Tylko nie ma innej drogi. Wszyscy zdążamy „do nikąd”, łudząc się przy tym, że to ma jakiś głębszy sens.
I właśnie chodzi o to, że tego Głębokiego Sensu w sensie nie ma. Brak, NULL – bo jaki jest sens w gonieniu własnego ogona i lizania się po własnych jajach? A do tego dążymy przez całe życie – żeby było mam miło i przyjemnie. I szczęśliwie. I żeby w brzuszku coś było dobrego i żeby było kogo przytulić.
A i żeby ktoś na starość szklankę wody podał. I żebyśmy w zdrowiu do tej starości doczekali. I żeby się marzenia spełniły.
…
No i wtedy jest UNBOXING życia – Każdy dzień przynosi COŚ. Taką brązową maź. Pytanie czy to czekolada? Czy coś zupełnie innego?
Jeśli mamy zbyt wygórowane i nierealne oczekiwania możemy się rozczarować i zdołować, ale patrząc realnie i sluchając odpowiedniego glosu wewnętrznego możemy w tym darze odnaleźć coś pożytecznego. Sęk w tym, że ten węgiel zycia trzeba jeszcze zmienić w diament, a następnie zrobić z tego brylancik.
Co więcej, często nie potrafimy przekonać siebie, że to co mamy jest dobre i wystarczające, a co gorsza nie potrafimy przekonać siebie, ze my jesteśmy dobrzy i wystarczający. Powoduje to frustrację, niezadowolenie i nieodpartą chęć bycia kimś innym, fajnym i takim jak nasi wymarzeni bohaterowie.
….
Dzisiaj na tym skończymy – zadaniem dla nas na każdy dzień, zaczynając od dzisiaj:
Popatrz na to co masz i doceń to. Bo nadejdzie dzień, że nie będziesz mógł wykonać tego ćwiczenia, bo odbierze ci rozum, albo już nie będziesz istnieć w tych wymiarach.
Weź młotek i dłuto, trytrytki, sznurek, klej, trochę drutu oraz humoru i nadziei – i drutujemy naszą rzeczywistość.
Póki mamy siłę! Ale to fajne…
