Z zapisków parapolityka Mac-Ieja:
[…]
Czasem strach się do czegoś dotknąć. Działa to , działa, nie wnikaj i korzystaj.
A tu zaraz przyjdą wymyślą nowy kraj, wojna, kaizen, lean, automatyzacja, autonomiczość i „para w gwizdek temu kto rzuci kamień jako pierwszy” [sic].
Wszyscy zachwalają, cieszą się, klaskają i przymykają oko na drugie dno.
Na początku wypieramy z siebie chęć do zmiany i ci co o tym wiedzą, tym prędzej przyklaskują praktykom zmiany i odganiają to uczucie wyparcia.
Dlaczego?
Bo każdy odstający gwóźdź zostanie wbity i pozostaną jedynie:
a) przodownicy
b) część związkowców czynnie działających w obronie mas.
c) mniejszość
Mas już nie będzie, zatem i związkowcy staną sie później zbędni a także będą obarczani winą za zaistniały stan rzeczy.
Jest jeszcze mniejszość, ale wiadomo – mniejszość to mniejszość, trzyma się ją po to aby pokazać wtedy, gdy ktoś przyjdzie zapytać: „a macie mniejszość?”
Mniejszość nigdy nie będzie równa z „dobrość”. I nie będzie jej za dużo – bo to już nie mniejszość…
Zatem, jeśli masz chęć na kontynuację to zostań przodownikiem, jeśli masz być hamulcowym to i tak cię obejdą na gazomierzu i wystrychną na Dudka.
Jak masz co brać to bierz i spylaj, a jak nie, to zasuwaj w rytmie słynnego już; „hop hop hop”.
Hej, kto Polak, na bagnety!
