#1968 – różnice

Czy więcej nas dzieli czy łączy jako członków i członkinie społeczeństwa?

Czy bardziej chcemy się zbliżyć do siebie i zrozumieć co nami kieruje, czy chcemy zostać posegregowani i zwektoryzowani aby emanować naszą odrębnością i zajebistością tkwiącą w szczegółach?

A może chcemy 2 w 1 i pragniemy, żeby było po naszemu i wszyscy jednakowo przestrzegali tych zasad, które NASI narzucają i każą się do nich stosować by spełniać warunki dopustu SIŁY WYŻSZEJ (jako SIŁĘ WYŻSZĄ – wpisz sobie, co tam aktualnie uważasz) ?

A może to, tak czy inaczej bez sensu? Żadna z tych dróg, jeśli się je zrówna, nie prowadzi do sensownych celów i wniosków. Bo pomimo wielu podobieństw, o naszej tożsamości świadczą różnice, dzięki, którym jesteśmy indywidualnościami. Często siatki centylowe mogą nam pomóc zorientować się gdzie jesteśmy, ale mogą również dać poczucie obcości, separacji oraz wykluczenia z grupy, w której się aktualnie znajdujemy – przypadkowo, intencjonalnie i zgodnie z nasza wolą lub zostaliśmy do niej wtłoczeni siłą.

To co normalne tu i teraz, tam czy siam, wczoraj lub za kilka lat będzie czymś chorym, nienormalnym lub zboczonym. I nie chodzi tu o żadne konkretne zachowanie, ale o całość możliwości, które tylko mogą na przyjść do głowy.

Jako przykład można podać jedzenie pierogów (klusków) leniwych na słodko lub słono. 😉

Tolerancja, zrozumienie, akceptacja i empatia. Dziwne słowa, których, pomimo że więcej w naszych rozmowach, to jeszcze daleko do stanu, który pozwoliłby na otwarte powiedzenie tego, czego niekórzy się boją wypowiedzieć, pomimo tego, że nie robią nikomu krzywdy ni namawiają do złego.

Być czy być sobą, a może nie być? – Oto jest pytanie.

#1967 – nostalgia za przyszłością

Jest taki czas, kiedy chcemy być gdzieś indziej. Tęsknimy za czymś nieuchwytnym, co wypełni lukę w naszym jestestwie. Spowoduje ulgę w egzystencjalnym bólu spowodowanym paradoksem życia.

Być i mieć.

Chcieć i móc.

Wojna i spokój.

Pokój i chaos.

Strategia, taktyka i operacja.

Dobrze wiedzieć dokąd się zmierza, jak to osiągnąć i co robić, żeby się w tym wszytkim nie pogubić…

Mamy wiele odpowiedzi na pytania, do których jeszcze nie dotarliśmy. Mamy wiele rozwiązań do których nie mamy stworzonych odpowiednich zadań, ani teorii, które dopasują się do praktyki.

I co? I trzeba stanąć i pomyśleć. Nie za dużo. Nie bądźmy filozofami, bo to nic nie da. Skoro tylu mędrców przed nami nie zdołało znaleźć jednej i sensownej odpowiedzi na to pytanie, to czy należy zakładać, że jest takowa dostępna, adekwatna, akuratna i wystarczająca dla wszystkich? Wydaje się, że nie zatem możesz wymyśleć własną ścieżkę lub wybrać jedną z dostępnych. Co więcej – jest ich prawdopodobnie nieskończenie wiele, a każda jest trochę inna, w zależności od tego kto ją prześwietla, analizuje i na jej podstawie wyciąga wnioski.

Twoja ścieżka jest twoja – wolna i darmowa – (free, slow), możesz podczas kreowania jej zarysu prosić i zadawać pytania (ask and ask), a zadzieje się tak czy inaczej to co zadziać się ma, przy odpowiednim ułożeniu konstelacji gwiezdnych, ułożeniu elektronów czy splątaniu DNA i powstających błędów przy jego replikacji.

Będziesz też pewnie zmieniać zdanie i pragnąć zrobić inaczej niż można było w danym momencie. Ale co tam. Raz się żyje ten sam raz. A to co pozostawisz po sobie może i tak zostać zmanipulowane w odpowiedni sposób i tak przedstawione potomnym, że jedni będą Cię kochać, inni nienawidzieć, a jeszcze inni nie będą mieli pojęcia o Twoim istnieniu.

#1966 – naprzód

Czas to nasz największy przyjaciel. Leczy rany, pozwala nabrać dystansu, uspokoić się…

Ale jest to również na największy wróg – ucieka z nim nasze życie. Chwila nieuwagi i dostajemy w kość, bo zaniechaliśmy odpowiednich działań lub zrobiliśmy to zbyt późno…

Prawie idzie zwariować od tego jednego gagatka, którego pochodzenia i dokładnego znaczenia nie jesteśmy w stanie pojąć.

No i tutaj rodzi się kolejne pytanie – skoro nie jesteśmy w stanie pojąć tak podstawowych konceptów, jaki jest głębszy sens rozkminiania tego wszystkiego, wchodzenia w szczegóły i nieudolnej próby naginania rzeczywistości do naszych, często nieuzasanionych i sztucznie wykreowanych, potrzeb.

Kwestionuj wszytsko (np. 5xWHY), pytaj, szukaj, goń za mamoną i przekonuj innych, że mają robić to czy tamto, żeby jakiś Yanoosch mógł sobie kupić nową brykę. I ty też chcesz mieć nową brykę! Tylko tak patrząc realnie i obiektywnie – po co nam to wszystko? Złote łańcuchy, japońskie ogrody, falbany i fajerwerki strzelające w górę mające pokazać naszą pozorną władzę nad żywiołami.

Czytamy, oglądamy, robimy, myślimy… Bezmyślność również nie jest nam obca, wzmacniana środkami chemicznymi podkreślającymi naszą świetność, indywidualizm i energetyczną doskonałość.

Nie mamy czasu na bycie tu i teraz. W pełni świadomości ogromu i perfekcji tego co nas otacza i działa, bez naszej ingerencji.

Pytanie czy to zmierza w dobrym kierunku? Jak bardzo musimy iść naprzód, szybciej niż inni, by to zahamować?

Jakie znaczenie ma to co robimy? Dla nas? Dla naszych dzieci? Dla kolejnych pokoleń i dla planety?

Ciekawe czy takie rozkminy ma mrówka działająca jako wysłannik kolonii i realizująca plan naprawczy w oparciu o „kapiaje”, „esela” oraz inne wytyczne kierownictwa wyższego szczebla? Nie ma. Bo jakby miała to już dawno mrówki by wyginęły lub rządziły światem.

A czekajcie, przecież i o tym już były ksiażki SF – https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4970117/o-mrowkach-i-dinozaurach

I weź tu coś wymyśl oryginalnego… Na szczęście, pomimo EJAJA nadal mamy problem z predykcją prognozy pogody… Zatem bądźmy czujni i ruszajmy w dalszą drogę…

#1965 – wszystko się ułoży

Nic nie jest potrzebne w życiu tak, jak wiara.

I nie mówię tu o wierze w wyimaginowanego i oczekiwanego „Cosia”, który nagle zmieni wszystko na lepsze, ale o wierze w to, że wszystko się ułoży. W końcu. Tu i teraz.

Bo patrząc z perspektywy spokoju i oczami zewnęrznego, niezależnego i obiektywnego obserwatora, jest dużo lepiej niż nam się wydaje, a większość problemów to nasze odczucia.

Co gorsza, albo co z lepsza – wszystko to już zostało powiedziane, napisane i wyśpiewane, a my borykamy się, z pokolenia na pokolenie – z tymi samymi rozterkami.

Powinno być nam teraz łatwiej, bo mamy coraz łatwiejszy i szerszy dostęp do informacji, ale coraz trudniej przełożyć ją na język własnej duszy, gdyż ginie ona w szumie pozostałych informacji. Coraz łatwiej się ze sobą komunikować, ale wychodzi na to, że łatwiej dogadać się z maszyną niż z drugą, trzecią, czwartą, pierdylion jedenastą osobą.

Dobrze mieć bratnią duszę, która daje poczucie bezpieczeństwa i wsparcia, pomimo wrażenia bezsensu i samodestrukcji społeczeństwa.

I wtedy można spojrzeć z radością na obraz z dzieciństwa wiszący na ścianie i przypominający rodzinny dom. Ten obraz może mieć różny tytuł. U jednych to „Widok na dwór Murgrabiego i Białą Damę”, „Hołd Pruski”, „Sielankowy Poranek” czy po prostu „Obraz Nędzy i Rozpaczy”.

Wspomnienia mogą być dobre i złe. Nie odzwierciedlają rzeczywistości, a jedynie to co nam się wydaje i mogą zasugerować nam kierunek dalszej podróży.

Czy chemy iść w tą stronę? A może w zupełnie przeciwną? Jak daleko wektor naszego położenia koreluje z tym co chcemy osiągnąć, albo z tym czego chcemy uniknąć?

Kap, Kap, Kap – coś stuka, pika, tyka. Czy to ucieka z nas życie? Czy to tyka zegar? A może kapie kropla po kropli doświadczenie i nauka, którą mamy możliwość zdobywać każdego dnia.

Łatwo jest uwierzyć, że coś jest odpowiedzialne w 100% za to co się zadzieje. Łatwo zgonić całą winę na innych i równie łatwo można całą przyjąć na siebie.

A prawda? A prawda jest taka, że leży gdzieś pomiędzy, niekoniecznie w połowie drogi, bo raczej nie ma co tu mówić o jakiejś przestrzeni, a raczej o wielowymiarowej macierzy. Grunt, żeby do kodowania i odkodowania rzeczywistości i komunikacji używać tych samych modeli, protokołów komunikacyjnych oraz szybkosci transmisji.

Jakoś się ułoży. Koniec końców i tak wyżej, tego niż możesz, nie podskoczysz. Pytanie – czy się podejmiesz sprawdzenia jaki jest twój potencjał?

#1965 – wybaczanie

Niby żyjemy w tradycji chrześcijańskiej.

Niby mówi się w szkołach, od małego, o wybaczaniu, nastawianiu drugiego policzka i przykazaniu miłości.

O empatii i różnorodności

O komunikacji

O możliwości popełniania błędów.

O tym czy warto „być” czy „mieć”.

A w głowach zostaje, w więksozści przypadków, tylko:

O, O, O, O, mniej niż zeroooo, mniej niż zeroooo…

#1964 – nauka

Uczymy się całe życie. Każdy to ma tołkowane od małego w szkole.

I co? I jak krew w piach…

To , wspomniane już, tołkowanie oraz sposób przekazywania wiedzy, powoduje, że z każdym dniem, tygodniem, rokiem nabieramy wstrętu i niechęci do tego procesu.

Tak, wiem, nie wszyscy i nie każda szkoła jest taka sama, ale w większości przypadków wspomnienie nauczania powoduje wizualizację sprawdzianów pisemnych, testów, wkuwania, wstydu przed klasą oraz nielicznych indywidualistów, którzy się w tym odnajdują i brylują. I na tych odwrotnych wyjątkach jest budowana reguła metodologia skutecznego nauczania i życia w społeczeństwie.

A jakby zmienić słowo __nauka__ w __zabawa__? I to nie tylko w sposób opatrzony cudzysłowami i przymrużeniem oka? (coś jak łódka bols czy inne takie). Gdybyśmy potrafili przemienić zdobywanie wiedzy i informacji w coś co jest prawdziwą przygodą? Zabawą? Można rzec – „funem”?

Z tego co wiem, „nawet stary się lubi czasem zabawić”, więc może tak dalibyśmy rade odmienić cokolwiek i przekuć zdobywanie wiedzy w proces praktycznego i teoretycznego wzbogacania życia w doświadczenia, które zostają z nami na dłużej?

Mamy XXI wiek, wchodzimy w jego drugą ćwiartkę, a większość, zarówno państwowych, jak i prywatnych metod jak za pruskiego zaboru…. ZZZZ – Zakuć Zdać Zapić (+18) Zapomnieć ….

Pomyśl zatem o sobie i spraw, żeby życie było zabawą – bo życie to ciągła nauka.

Czego dowiedziałeś się wczoraj? Czego dowiesz się dzisiaj, co sprawi, że olśnienie otworzy przed tobą widok na nowe ścieżki?

Każdego dnia mamy możliwość dołożyć cegiełkę, do tego co wiemy, możemy przebudować naszą strukturę wiedzy i zauważyć, jak bardzo można jeszcze to wszytsko ulepszyć, stosunkowo niewielkim kosztem – dostęp do wiedzy mamy przeogromny, musimy tylko do niej sięgać ciagle, nieustająco i w powtarzalny sposób!!!

Jest to podobne do sprzątania po sobie – nigdy się nie skończy, przez całe nasze życie i chwilę po…

#1963 – miłe złego początki

Jest takie powiedzenie – miłe złego początki.

Ale jakoś nie przychodzi mi na myśl odwrotne, które sugerowałoby, że będzie lepiej, po „niezadobrym” początku. Na przykład, kiedy leżysz twarzą w kałuży, a błoto pryska na wszystkie strony, bo się właśnie potknąłeś.

Czy to oznacza, że za chwilę dadzą ci order za zwycięstwo? Czy raczej ktoś nadepnie na twoje plecy i powie tonem listopadowego popołudnia:

– „Leżysz, to leż. Korzystaj z chwili przerwy…”

No i nie wiesz czy korzystać, bo to dopiero preludium tego co czeka cię za chwilę, czy po prostu wstać i powiedzieć:

-„Przepraszam, ja służbowo, na statek” (film Rejs – przyp. tłumacza) I zrobić to co sobie wymyśliłeś na początku, i udoskonaliłeś w trakcie – pójść na całość po to, co należy ci się jak psu zupa.

Drobne potknięcia się zdarzają i zdarzały najlepszym przywódcom i zwykłym ludziom: a to wymordowali nie ten naród co trzeba, a to zdrajca okazał się uczciwym człowiekiem (co prawda dopiero po spaleniu na stosie), a to okazało się, że ten grzyb, od babci Halinki, to był jednak muchomor, a nie kania. Biedny dziadek Józek…

Cóż pozostaje, jak nie ruszyć dalej z nadzieją na lepsze chwile.

Nie ma co czekać dla czekania, bo okaże się, że że ta czynność lub lepiej powiedzieć – bezczynność spowoduje, że to na co czekamy okaże się mniej istotne niż to, co możemy zrobić teraz.

Tu i teraz się liczy. Ta chwila, którą dysponujesz. Możesz ją zmitrężyć na bezmyślne klikanie lub zyskać umiejętność klikając z uwagą i dowiadując się nowych ([istotnych / nieistotnych] [niepotrzebne skreślić]) informacji.

Możesz też zajrzeć w głąb siebie i odseparować wątki biegnące w twojej głowie – popatrz na nie i staraj sie zrozumieć przyczynę i skutek swoich działań. Czego tak naprawdę ci brak? Ukojenia? Odrobiny szaleństwa? Radości z bycia tu i teraz? Euforii? Endorfin /morfin? Wypełnienia poczucia pustki, czy odnalezienia sensu w pustce.

Jak nie wiesz czego chcesz, to znaczy, że nie wiesz czego chcesz. Czy lepiej siedzieć w miejscu? Czy pójść w lewo czy w prawo? Dlaczego akurat w tę stronę? Kto może zdecydować gdzie iść i czy warto?

Zawsze jesteś w jakimś miejscu i czasie.

Zawsze może być lepiej lub gorzej.

Zawsze będzie ktoś, kto chętnie by się z tobą zamienił na miejsca.

Może tej osoby nie znasz – może to wariat, ale może masz lepiej niż myślisz.

Jeśli uważasz, że masz zły dzień, pomyśl co czują ludzie w Gazie, Sudanie, czy po prostu na onkologii, w innym miejscu na naszej kochanej planety, która jest zarządzana i eksplorowana przez najmądrzejszy gatunek – Homo Sapiens.

I co z tego wynika?

Pokój i Miłość? Wojna i Pokój?

A może tak jak zwykle: Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć?

Wszystko jeszcze przed nami.

Głowa do góry!!!! Razem zmieniamy rzeczywistość lub to co rzeczywistością się wydaje.

#1962 – tradycja…

Ach jak my kochamy tradycję.

W sumie to czasem jej nie lubimy, ale podążamy, bo co ludzie powiedzą…

Zupełnie jak te małpy z bananmi, drabiną i prysznicem….

https://michalpasterski.pl/2012/11/malpy-drabina-i-banany

A co więcej często działamy wbrew sobie i temu co nam się wydaje.

Dajmy np. taki przykład ekologii i słusznej idei ograniczania emisji dwutlenku węgla. Dążymy (w dobrej wierze), żeby tę emisję utrzymać na niższym, niż obecnie poziomie, by ograniczyć ocieplenie, ale wciąż palimy znicze na cmentarzach, czy to w wybrane święta czy codziennie, a wyprodukowanie jednego znicza emituje 300-500g CO2 . Spalenie tego dziadostwa, (oczywiście w dobrej wierze i dobrymi intencjami) to kolejne 100-200 CO2 . Jeśli do tego dołożymy wiązaneczkę, (bo żeby się rodzinie i „somsiadom” podobało) to generujemy kolejne 1,5-3 kg CO2 . A później to trzeba wyrzuć, wywieźć na wysypisko i rozkłądać przez setki tysięcy lat.

Zaraz powiecie, hola, hola, rośliny to zużyją bo jest im to niezbędne do fotosyntezy. Tylko mała paprotka w domu zjada 5-10g CO2 rocznie, drzewo liściaste 10-30kg rocznie, a hektar lasu 10-20 ton.

Podobnie inne czynności, domowe kosztują naturę wiele zniszczeń – np. ja osobiście z lenistwa praktycznie nie prasuję (i nikogo z domowników do tego nie zmuszam, żeby nie było) ograniczając się jedynie do prasowania koszul, których używam rzadko. Wyprasowanie jednego T-shirta to około 70-120g CO2 – jakaś masakra… Także z lenistwa, przyczyniam się do ekologii, żeby nie było.

I teraz nie wiem czy się napić kolejnej gorącej kawy, bo zagotowanie na nią wody to kolejne gramy CO2 , czy może lepiej jakiego prompta zapuścić zamiast tego do EjAja co jest proównywalną wartością….. (tak z 10g CO2)

A na koniec i tak przywódca lub przedsiębioraca lecąc odrzutowcem przez pół świata by załatwiac brudne interesy nas wszytkich, między wschodem i zachodem, produkując ze 3T CO2 na jeden przelot.

Ech ta tradycja i biznesy, a i ciągła walka o pokój ….

#1961 – sens życia

Każdy z nas poświęca jakąś część czasu szukając odpowiedzi na pytanie co jest sensem życia.

Jedni poświęcają na to większą część świadomości, inni nie bardzo się tym przejmują i po porostu żyją.

Jedni tę odpowiedź znajdują i są z niej zadowloeni, inni mają wiele odpowiedzi nie pasujących do pytania.

A jeszcze inni mają to w dupie.

Są też tacy, którzy pomimo braku odpowedzi i namacalnego sesnu – po prostu chcą żyć i cieszyć się chwilą, pomimo trudności wyłaniających się zza zakrętów życia. Nie będziesz mieć więcej w danej chwili, niż masz w danej chwili, a to co miałeś lub będziesz mieć zależy od wielu różnych czynników. W każdym jednak przypadku, liczy się co ty czujesz wobec tych wszystkich okoliczności, bo to co jest w tobie jest jedynie projekcją tego co cię otacza, przetworzoną przez twój umysł na podstawie informacji dostarczonych przez zmysły i obrobionych przez twój mózg bazując na analizie dostępnych informacji historycznych, przeczuć i wrażeń, wzmocnionych lub osłabionych przez stan psychofizyczny i równowagę chemiczną twojego organizmu.

I tyle.

Możesz się złościć, na siebie i innych, ale tak na prawdę co to da? Korzystaj z życia i ciesz się nim, bo prawda jest taka, że z każdą minutą zostało ci go o minutę mniej, a nie wiadomo ile tych minut jeszcze w koszyku jest.

Jak śpiewała sfora Wilków:

Nie ma miejsca żeby płakać
Nie ma miejsca na strach
Każda chwila jest wiecznością
Jeśli tylko zechcesz być

Więc bądź i już.