#1975 – looking back over my shoulders

Święta. Chwila zadumy i radości bo rodzi się Jezusek i Gwiazdor wbija na kwadrat z prezentami pod pogańskie drzewko szczęścia. Bóg Słońca znowu budzi się do życia i ponownie wraca nadzieja, że przetrwamy do Wiosny, choć wiadomo, że najgorsze jeszcze przed nami. Wszak Zima dopiero otwiera oczęta.

Czasem wracam do wspomnień, bo wspomnienia są ważne, ale wiadomo, że są to twory subiektywne, wzbogacone tym co nam się wydaje i z rzeczywistością mogą mieć tyle wspólnego co nasze sny. Wspomnienia innych na temat tych samych zdarzeń i osób mogą być diametralnie różne i równie dalekie od stanu realnego.

Dzieciństwo to ciekawy etap w życiu, moment, który jednak trwa dosyć długo i tworzy z nas kogoś kim później jesteśmy. I wtedy mamy dwa wyjscia: albo nam się to podoba, albo szukamy odpowiedzi na pytanie, kto nam to życie tak pięknie sp#$@%. Jeśli trafiamy na drugą opcję, co nie jest znowu tak rzadkie, szukamy i drążymy, starając się odnaleźć w sobie poszlaki i dowody, aby przedstawić je sobie i innym, w świetle dociekań i usprawidliwień zastanej sytuacji. Wszak winni powinni zostać osądzeni, skazani i ukarani.

A może to nie tak? Może szukamy drogi, którą należałoby podążyć, aby takich sytuacji nie powielać? I w razie konieczności i możliwości, zrobić coś lepiej niż poprzednicy? Tylko zazwyczaj, zanim do tego dotrzemy, to okazuje się, że popełniliśmy już inne błędy, które wpłynęły na innych i spowodowały traumy i konsekwencje na ich istocie, w sposób równie silny, a niekoniecznie związany w oczywisty sposób z naszymi doświadczeniami. Koło życia się zamyka, a my możemy spokojnie zgłębiać kolejną iterację tego, co leży nam na sercu, duszy i uciska organy wewnętrzne.

Czy inni serio chcieli dla Ciebie źle? Może sami byli sfrustrowani i obciążeni tak bardzo, że nie wiedzieli co począć ze swoim życiem? Nie wiedzieli nawet, że potrzebują pomocy i jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby, dzięki innemu splotowi wydarzeń potoczyłoby się w odrobinę innym kierunku?

Zmiana zwrotu wektora o kilka dziesiątych stopnia może powodować, że docelowy kierunek oddali nas od początkowego celu o setki kilometrów, co nie zmienia faktu, że my możemy ten ruch korygować nieustannie, jeśli tylko wiemy, że zbaczamy z kursu.

Badźmy zatem tu i teraz. Każdego dnia i w każdej chwili. Nigdy nie jest za późno, by ropzocząć działanie, choć wiadomo, że pewnych spraw nie sposób cofnąć. I wtedy nieważne są intencje czy okoliczności. Pewne blizny zostają i nawet wyszukana terapia nie spowoduje, że znikną. Pamiętajmy jednak, że dzięki nim jesteśmy tym kim jesteśmy tu i teraz, i na pewno możemy być jeszcze silniejsi niż nam się to wydaje. Najtrudniejsze jest to, że nie możemy sami wyciągnąć się z bagna za włosy jak baron Münchhausen i potrzebujemy dźwigni, którą możemy zaprzeć o jakiś nieruchomy przedmiot lub ideę.

Wystarczy się rozejrzeć, poprosić i ponownie złapać wiatr w żagle. Nawet jeśli to niewielki zefirek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *