#1974 – wyrzekamy się cz. II

Z pamiętników Pewnego Pozytywnego Przybysza (3P)

No i zaczęło się liceum. Tutaj już szanse na spróbowanie alko były większe i więcej się o tym rozmawiało. W drugiej klasie liceum chyba, była wycieczka do Szczawnicy i już większość z chłopaków zaopatrywała się w jakieś piwo i wino. Ja, póki co trzymałem się na uboczu i stroniłem. Wtedy, z tego co pamiętam, jeszcze się wykpiłem, ale później już było trudniej. Podobnie „na placu” też już zaczynał się złoty wiek picia na ławce. Wytrwałem gdzieś tak do 17 roku życia, mniej więcej. A wiecie – kto nie pije ze wszystkimi – to kapuś. No i zaczęły się pierwsze imprezy, z których nie sposób się było wykręcić, jeśli chciało się być chociaż kimś w towarzystwie. A ja chciałem być „chociaż kimś”, bo dla mnie to nie było łatwe, oczywiste ani proste. No i już poszło – pierwsze osiemnastki, wyjazdy nad jezioro, obozy, sobotnie wypady po knajpach. Picie w garażu, na ławce, w plenerze. Na studniówce, przed studniówką, po studniówce. Na studiach, na wakacjach. Z okazją, bez okazji. Zazwyczaj mniej i z umiarem, ale czasem więcej. Za dużo i za często. Piwo, wóda, spirytus z targu, wino itp. itd. jak to młodzież, kiedyś to było inaczej ….

Koledzy moi różnie skończyli. Jedni się zaćpali. Inni zachlali. Jeszcze inni chlają do dzisiaj. Są też tacy, którzy wyszli na ludzi i mają się całkiem dobrze.

I tak się to kręciło. Weekendziki, popołudnia, wieczory, po troszeczku, po malutku.

Trwało to latami. Od wesela do wesela. Od imprezy do imprezy. Po trochę bo to nie szkodzi. Po więcej, bo czasem trzeba, a chłop się napić musi.

Później przyszło trochę opamiętania, ale jak to bywa i wrost częstotliwości po spotkaniu odpowiednich ludzi. Było parę wpadek gdzieś tak do 2016 roku. Wtedy znowu było wycofanie i zmniejszenie picia okazjonalnego do „mniej okazjonalnego”. Później przyszła pandemia i znowu piwo dało o sobie znać. Parę imprez i znowu stop w 2023 na parę miesięcy.

I potem znowu parę piwek tu, parę tam, niby nic specjalnego.

Aż do połowy sierpnia 2024. Teraz przestałem się zatruwać. Czasem piwo bezalkoholowe bo lupulina jest dobra i smaczna 😉 .

Nie liczę godzin ni lat, to życie mija, nie ja.

Nie da się zatrzymać czegoś co budowało się jako nawyk przez ponad 30 lat, tak z dnia na dzień. Trzeba do tego czasu, chęci i determinacji. Co ma być to będzie – jednak prawda jest taka, że AL nie toleruje innych bogów przed sobą.

Masz o nim pamiętać i unikać go jak bardzo tylko możesz, bo jak się zdekoncentrujesz i dasz się zwieść na manowce, to popłyniesz lepiej niż Michael Felbs na Igrzyskach Olimpijskich w 2004, 2008, 2012, 2016…

Czy wyolbrzymiam?

Z powodu picia zmarli (nie z dnia na dzień ale miało to jednak wpływ i nie pomogło im dłużej żyć) moi dziadkowie, moja mama, jej brat, siostra, dalszy stryjek, koledzy z podwórka, koledzy z pracy, sąsiedzi, pierwszy teść …..

Tak, są też ludzie, którzy umierają nie pijąc, ale po co prowokować niepotrzebnie los, wydawać pieniądze i samodzielnie robić z siebie kretyna, udając przy tym świetną zabawę?

Jest mi dobrze ze sobą, nie potrzebuję sztucznie oszukiwać się, że jestem nagle fajniejszy, zabawniejszy i bardzij błyskotliwy. Niestety to jedynie złudzenie.

Cieszę się, że to do mnie dotarło i dostrzegłem to w momencie, kiedy nie jest za późno. Co będzie dalej? Którz to wie – życie wszak pisze swoje scenariusze i nie ogląda się na nikogo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *