Otwieram oczy. Leżę gdzieś. Chyba leżę. Co to w ogóle znaczy leżeć? Coś wydaje mi się, że takie coś słyszałem. Słowo? Co to słowo?
Gorąco. Chyba gorąco. Tak mi się kojarzy, choć nie wiem w ogóle po co to wszystko. Rozpacz, rozkosz, rozleniwienie, rekomendacja, rozwolnienie – słowa (tak to już ustaliliśmy) to słowa, przechodzą przeze mnie. Coś mi świta. Coś miałem zrobić, coś ważnego. Kiedyś, teraz, dzisiaj, nieskończoność. Od tego zależy dalszy los świata.
Przecież jak nie zrobię, zrobiłem, robię tego co mam zrobić to będzie koniec.
A może początek? Czy na końcu nie jest początek? Czy początek nie jest końcem czegoś innego? Poprzedniego.
Franek. Tak pamiętam. On miał na imię Franek. Franio znaczy. Przypomniałem sobie to imię. Ale po co mi było potrzebne? Bo nie mogłem sobie przypomnieć, jak wtedy zastanawiałem się kim był ten gość, z którego córką się ożeniłem….
Hmmm, to jak z tym światem? Będzie czy nie będzie? Jest guzik. Trzeba nacisnąć ten guzik, choćby nie wiem co się działo.
Cyk. Jest. Światło i sygnał. Bip bip, bip bip…..
– Dzień dobry dziewczynko. Czy jesteś aniołem?
– Aniołem? To ja Barbórka – twoja wnuczka.
Ja mam wnuczki? Co to wnuczki? Czy anioł może być wnuczkiem? Bo coś ta mgła gęstnieje, a w ogóle to miło was widzieć.
Jak byłem mały to biegałem boso po łące na wiosnę. Pachniała skoszona trawa. Było ciepło i przyjemnie. Dużo pracy dzisiaj, ale zaraz niedziela i będzie można pójść na spotkanie z chłopakami po kościele. Pójdziemy na cmentarz odwiedzić groby dziadów i może będą lody, bo to odpust.
Ech. Ciężko. Się myśli. Bolą nogi, ręce. Gorąco.
Dlaczego jest tak gorąco?
Co ja miałem zrobić? Aniele. Co ja miałem zrobić, gdzie jest ten guzik?
Ciekawe czy ja żyję? Skoro jest mgła i anioł to może to już piekło. Niebo?
Koniec.
Początek.
Otwieram oczy. Ciemność. Zamykam oczy. Ciemność. Taka ciemna ciemność jak podczas nowiu w piwnicy pod stodołą, tam gdzie zakopane karabiny z wojny.
Ciemność. Spokój. Chłód.
