#1998 – przewróciło się ….

Prawie jak w klasyku Piersi – Suka ciemna :

Szedłem sobie ulicą, to był poniedziałek, albo całkiem inny dzień, nie zapamiętałem.

Nagle błysnął lód i błysnęły ślepia, kostka złożyła się w pół, a dupa na glebę.

Pomóż mi, pomóż mi, złamałem kooości,

Pomóż mi, pomóż mi… Pliz. Pliz. Pliz.

***

Śmieszne jest to, że nie ważne, czy to tłusty czwartek, nie zajedzony odpowiednią ilością pączków, czy piątek trzynastego, czy znasz pady karate i widzisz lód na chodniku. Może zdarzyć się coś, co przewidujesz i jest prawdopodobne, że wystąpi, i w zasadzie jesteś na to przygotowany, a nagle idzie coś ciut-ciut (po rosyjsku: чуть чуть) nie tak, jak byś sobie życzył. I dupa zbita. A raczej kostka zbita. Połamana wręcz.

Noga się złożyła – w zasadzie stopa, siadłem na niej ciężarem moich 8x kg, coś chrupnęło – i już wiedziałem, że piątkowy, niedzielny i pewnie jeszcze więcej treningów mam już z głowy…

Na SOR elegancko – po niecałych 5h siedzę sobie na wózku z nogą w gipsie i diagnozą, po RTG i CT – złamanie przezstawowe bocznej częsci dalszego końca kości piszczelowej, skręcenie stawu, naderwanie więzadeł i stawu.

Leżeć nie obciążać z nogą w elewacji. Zatem na razie, pora zająć się tym co można – odpoczynkiem pracą nad sobą, odpoczynkiem i nie denerwowaniem najbliższego otoczenia.

Świat musi poczekać na mnie. Wrócę, silniejszy i bogatszy o kolejne doświadczenia. A właściwie, to ja się nigdzie nie wybieram. Robię co mogę i co mi wolno.

Dobrze, że mam zajebiste wsparcie!!!

Za stary jestem, by się tym wszystkim przejmować. Show must go on!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *