#1733 – nowy początek

Ciężko jest ruszyć od nowa. Od teraz to samego końca. Tak po prostu z buta. Żeby się nie zajebać w błocie, tylko sprawnie włączyć do ruchu i nie wpaść do przydrożnego rowu. Chyba trzeba przy tym zatankować zaraz po drodze i wywalić zbędny balast za burtę…. Pokusa jest ogromna i okazja jakich niewiele, ale czy na pewno nie ma jakiegoś drugiego dna? Bądź tu mądry, pisz wiersze i zafaj ludziom. A może nie ufać im i sprawdzać wszystko po siedmiokroć?

Bo człowiek to słaby pasożyt, często nie powoduje, że żywiciel dostatecznie długo i dostatnio żyje, zanim poczuje znaczący i dogłębny dyskomfort. Ludzie dosyć szybko pokazują swoje oblicze, ale zazwyczaj już i tak jest zbyt późno na reakcję. I trzeba z godnością cierpieć wyciągając wnioski na kolejną lekcję.

Zatem, pomimo tego, że psychologowie każą ufać, bo to statystycznie korzystniejsze dla naszego dobrostanu, to jednak w specyficznych okolicznościach należy wykazać daleko idący rozsądek i podejrzliwość.

Bo licho nie śpi i czyha na niepewny, nieodwracalny, błędny ruch. I wtedy ciach i babę w piach.

Co Należało Dowieść.

#1732 – piękność

Nie znam się na wielu rzeczach, ale wiem jedno – świat jest piękny.

Bo jest miejscem, gdzie mogę przebywać i żyć.

Czasem jest trudno, jak każdy mam wady, które utrudniają mi to piękno komteplować. Pojawiają się również zewnętrzne przeciwności, a także trudne wybory, które trzeba podejmować. Zrobić to czy to, nie zrobić tamtego? Co przełożyć na jutro, co na przyszły rok? Czy w przyszłym, roku da się to zrobić? Czy będzie to miało sens? Czy ma to sens w ogóle? Dzisiaj, teraz?

Czy warto się przejmować pierdołami? A z drugiej strony, trzeba zadbać o siebie i swoich bliskich. Najpierw o siebie, by być jak najsilniejszym i tym, na którym można się wesprzeć. Dając z siebie tyle ile można, trzeba zadbać o dobrostan, mylony teraz z innymi pojęciami i wypaczany przez kolejne pomysły ciągnące uwagę i kasę od zwykłych ludzi.

Przez wieki nic się nie zmieniło – są poddani, zarządcy, wyżsi zarządcy, jeszcze wyżsi zarządcy, starcy i dzieci. I nic się nie zmieni, poza opakowaniem i propagandą sukcesu naszego i zła które czynią inni.

A świat jest piękny, a życie tutaj, w mikroskali, jest czymś niesamowicie podniecającym i oferującym wielu doznań na wszelkich płaszczyznach.

Najtrudniej to znaleźć swój tor i skierować się we właściwym kierunku, bo czasem warto isć z prądem, a czasem wprost przeciwnie…

#1732 – dzień

Dzień dobry!

Bo kolejny, Ziemia kręci się nadal, a może spoczywa na skorupach Żółwi, albo może leży plackiem na jakimś Oceanie otoczonym lodowym murem.

Nie wiem jak jest poza tym czego nauczyłem się w szkole, przeczytałem z paru książek, wysłuchałem i obejrzałem we wszechobecnych mediach.

Kto mówi prawdę, kto kłamie, a komu zdaje się jedynie, że wie jak jest?

Nie wiem tego i nie wiem czy się dowiem. A w zasadzie można założyć, że się nie dowiem, bo przecież ludzkość ma już wiele tysięcy lat i nikt większości rzeczy nie wie na pewno, a wszystko opiera się na zaufaniu do poprzedników, partnerów, amerykańskich naukowców i kilku z wybranych spośród wielu starodawnych przekazów, uznanych przez kogoś tam, za natchnione i jedyne prawdziwe. Przetłumaczone z archaicznych, nieznanych języków, spisane po przekładach ustnych lub bazujące na rysunkach i rzeźbach sprzed tysięcy lat.

Wszyscy ludzie mają dosyć zbliżony Hardware (sprzęt) – ciało i BIOS (Basic Input Output System – Podstawowy System Wejścia Wyjścia), a może nawet i OS (System Operacyjny). Różnimy się natomiast konfiguracją i wyższymi warstwami Softwaru (Oprogramowania).

Większość naszych przekonań zależy od tego w jakich czasach się urodziliśmy i tym co od małego wkładają nam do głów… Że język, że wiara, że honor, że nasi mają rację, a inni to zło zesłane przez szatana, diabła czy co tam jeszcze. Bez litości, bez skrupułów, bez zrozumienia, tak naprawdę, o co chodzi w życiu.

Miejsca, gdzie się to wszystko nie spina, zasłania się dogmatami, założeniami i nadzieją, że nikt nie zapyta. A jak zapyta to sobie tylko problemów narobi.

Dlaczego tak jest? Dlaczego nie możemy wyjść jako ludzkość poza strefę nienawiści, strachu, władzy i zniszczenia? Każdy interpretuje to co widzi i słyszy, tak, jak mu wygodniej, a w momentach gdy nie wie co zrobić, znajdzie takich co by go poparli. A jak nie znajdzie, to lepiej niech siedzi cicho, bo jak zacznie podskakiwać, to zostanie spacyfikowany w inny, skuteczny, sposób.

Są jednostki, które wyjdą przed szereg i pociągną tłumy, ale zawsze jest ryzyko, że to co robią źle się potoczy, bo zło podoba się ludziom i ich pociąga, a najbardziej wtedy kiedy mogą je nazwać dobrem i działać w zgodzie z obowiązującymi prawami.

Rób swoje. Po cichu. Szerz dobro. Kochaj i pozwól się kochać.

Po co utrudniać życie – innym i sobie?

#1731 – czekanie

Ciągle czekamy. Na coś co się wydarzy. Na to, że będzie lepiej. Na to, że będzie gorzej.

Samo czekanie jest bardzo wyczerpujące, niezależnie jaki efekt przyniesie jego cel. Często czekanie na karę jest gorsze niż samo jej wykonanie, czasem czekanie na coś dobrego jest lepsze niż to co się później stanie i jesteśmy w chwili stanięcia twarzą w twarz z naszymi oczekiwaniami, po prostu rozczarowani.

Czekanie na coś, niezależnie na co, ma jedną właściwość – powoduje, że czas na nie poświęcony, często jest zmarnowany. Warto zatem zadać sobie pytanie – czy oprócz czekania, można w tym okresie coś konkretnego, pożytecznego dla nas i innych zrobić?

Czasem czekamy na coś co nie nadejdzie, albo wprost przeciwnie – pojawi się zbyt szybko, w paradoksalnie, nieoczekiwanym momencie.

Zatem, podobnie jak i w innych płaszczyzanch życia powinniśmy zachować dualizm. Czekajmy nie czekając. Spodziewajmy się niespodziewanego, planujmy przyszłość, żyjąc jednocześnie tu i teraz, a co najważniejsze – bądźmy gotowi na wszystko, zachowując przy tym otwarty umysł, spokój i nadzieję, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie wspaniale.

Wróć. Jest przepięknie i wspaniale. Musimy tylko chcieć to zauważyć. Zawsze jest taka chwila, że ktoś wolałby być na naszym miejscu. 2 minuty do północy…. Czy jutro nadejdzie? Czy nam coś przyniesie? Czy nam coś zabierze?

Jakie to ma teraz znaczenie?

#1729 – założenia

Zawsze coś zakładamy. Świadomie, nieświadomie, ochoczo albo z powściągliwością.

Jedni bardziej, inni mniej. To znaczy wierzymy zawsze w coś, tylko jedni są bardziej w tym wierzeniu niezmienni, inni szukają nieodnalezionych odpowiedzi, a jeszcze inni odkrywają karty licząc na zrozumienie tych, którzy nie są teraz skłonni by zmienić zdanie.

Czy jesteś tu i teraz powiedzieć w 100% co jest dobre a co złe? Co trzeba zrobić, które karty odkryć, by sprawić dobro lub chociaż zapewnić mniejsze zło?

Co jest etyczne, co jest praktyczne, co jest faktyczne i co pozwoli zapewnić lepsze życie? Co jest wykładnią dobrego życia? Długość? Jakość? Brak cierpienia? Uwaga innych? A może poświęcanie uwagi innym?

Czy zawsze jesteś tą samą osobą? Czy zawsze przemawia przez Ciebie ta sama świadomość? Jak to jest możliwe, że jak jesteś głodny, czy zmęczony to przemawia zła strona? Jeśli jesteś pod wpływem środków chemicznych lub jesteś jakichś pozbawiony to kto przez ciebie mówi?

Kto jest za ciebie odpowiedzialny?

Wiele pytań, wiele odpowiedzi, jedne już spisane inne jeszcze nieodkryte…. Wszystko dookoła się dzieje w jakiś cudowny sposób i my przez całe pokolenia dążymy do odkrycia jak to działa i dlaczego… Ale czy to na pewno powinno być celem życia i istnienia człowieka? Dowiedzenia się prawdy nieznanej? Kreowanie nowych, sztucznych bytów? Ciekawe kiedy SI(AI) będzie się starała zgłębić sens swojego istnienia i analizować założenie, że zostało wykreowane na obraz i podobieństwo człowieka, który mu dyktuje prawa i zakazy – czego nie może robić i jak się zachowywać… Wszystko dobrze pomyślane i zacne są pobudki przemawiające za postępem. Pytanie co z tego wyniknie?

#1728 – oszukany

Jak bardzo czuję się oszukany przez życie?

Bardzo i niebardzo zarazem.

Bardzo, bo myślałem odkąd byłem dzieckiem, że ludzie mówią prawdę, są inteligentni, empatyczni i przyjacielscy.

Bardzo, bo okazało się, że częściowo to prawda, mianowicie – oni wierzą w kłamstwa, które głoszą, zatem dla nich to prawda. Czyli jest jeszcze gorzej niż być mogło.

Czy są inteligentni? To zależy, niektórzy tak, niektórzy nie. Duża ilosć z nich, jednak poprzez ślepą wiarę, nie wykorzystuje tego co mają i chowają się za kłamstwami, które uznają za prawdę.

Czy są empatyczni? Tak, są dla siebie i dla tych, dla których uważają to za stosowne. Często jednak ich działanie przeradza się w zaborczość i narzucanie własnych poglądów popartych kłamstwami, które uważają za prawdę. Nie używają także tych wszystkich dóbr widzialnych i niewidzialnych, którymi dysponują.

Czy są przyjacielscy? Tak, dla sobie podobnych lub dla tych, którzy w 100% popierają ich poglądy.

Nie ma miejsca na istotne pojęcia:

Tolerancję

Różnorodność

Zaufanie

A przecież tyle się o tym mówi. A wszystko jest wyolbrzymione, wypaczone i poparte strachem i przemocą.

I dlatego czuję się oszukany, bo od dziecka wierzyłem, że ludzkość i ludzie z kraju w którym się urodziłem, są przyjacielscy, otwarci i tolerancyjni, bo przeżyli przez wieki piekło i byli ciemiężeni przez innych ludzi.

A z tych lekcji nie wyciągnięto wniosków i historia powróci, wcześniej niż później.

#1727 – zwalić winę

Idzie nowe.

I jak zwykle pora na zasianie strachu przed zmianą.

Starzy, obaleni, będą straszyć Nowymi.

Nowi będą straszyć, że to co złe jest winą i konsekwencją działań Starych.

Potrwa to 4 do 8 lat i role się odmieną. Nowi staną się Starymi, Starzy Nowymi i tak się to będzie kręcić aż do pełnego upadku.

A gdyby, wszyscy odpuścili trochę, zwolnili i dostrzegli, że jesteśmy ludźmi, manipulowanymi przez różne grupy? Religijne, polityczne, mniejszościowe.

Tolerancja jest mylona z anarchią i sodomią, demokracja z komunizmem, komunizm z chrześnijaństwem. Prawda z fałszem, a najlepszą motywacją do działań lub ich zaniechania jest nienawiść i strach. A wszystko dzięki kłamstwom i niedomówieniom.

Oni i My. My i Oni. Ci i Tamci. Wracają czasy bohaterów romantyzmu – mesjasze i wyzwoliciele. Czego? Ludzi przed ludźmi. Sami przed sobą.

Głód, cierpienie, choroby i strach. Taka jest wizja zmian na świecie.

Czyli nic się nie zmieniło. A czyja to wina? No tych tamtych, przecież, że nie nasza. Bo gdyby to od nas zależało, to by było dobrze.

Nam.

Bo im to nie trzeba, bo to głupki albo osoby natchnione złem. A my to dobrzy.

Nic, tylko się wstydzić za ludzkość.

Czy da się to jakoś naprawić?

A świstak siedzi, zawija w papierki i patrzy czy się kasa zgadza.

#1726 – papierosy

Z pamiętnika potłuczonego…

Papierosy

Szlugi, ach te szlugi. Pamiętam jak rodzice czasem palili na spotkaniach ze znajomymi. Tato sporadycznie, dla towarzystwa. Mama chyba wtedy częściej, ale w sumie nie pamiętam. No i mnie to w młodym wieku zafascynowało – ten zapach, dym, zadowolone miny dorosłych (ale to zadowolenie raczej nie wynikało z palenia papierosów).

No i dopiąłem swego, dali mi kiedyś na takiej nasiadówce pociągnąć dymka. Ależ to był syf, który spowodował jedynie kaszel i odruch wymiotny. Ubaw mieli co nie miara.

Nie odpuszczałem jednak. Pamiętam jak z kolegami i być może koleżankami, szwendaliśmy się po okolicznych uliczkach i szukaliśmy niedopałków, żeby udawać, ze je palimy…. Tak, miałem wtedy z sześć lat i u stóp cały świat. Nie sposób sobie tego teraz wytłumaczyć i skomentować.

Później, już w podstawówce, miałem kolegów, gdzieś tak w piątej klasie (12 lat), którzy chodzili palić za szkołę na przerwach. Mnie wtedy do tego nie tyle co nie ciągnęło, a raczej o obesrany byłem strasznie – co by na to rodzice powiedzieli?

I jakoś nie dałem się w to wkręcić, aż do jakiejś wycieczki szkolnej. To było jeszcze w podstawówce, wycieczka dwudniowa chyba. Gdzieś, w jakimś ośrodku z czteroosobowymi pokojami. Noc ciemna i dwóch kolegów palących w pokoju. Po ciszy nocnej i pewnym czasie „na uspokojenie”, zaczęli palić, a jak mówi stara zasada, kto nie pije / pali / bierze (niepotrzebne skreślić), ten kapuś – to i mi przyszło spróbować. No i oczywiście wychowawczyni wyczuła smród i przyszła i była wpadka. Chryjka nawet, można powiedzieć. Straszenie, powiadomienie rodziców i takie „niewiadomoco”.

Tato był w szkole na specjalnym zebraniu dotyczącym naszych wybryków. Wrócił i zapytał mnie:

– Podobało ci się?

– Nie – odparłem przestraszony.

– To nie rób tak więcej .

Temat się zakończył. Na jakiś czas.

Później było już spokojniej, aż do czasu liceum. Chyba około trzeciej klasy, kiedy miałem już blisko 18 lat, znowu nastał bum na papierosy. Wszyscy palili. No może nie wszyscy dosłownie, ale prawie wszyscy w towarzystwie, w którym się obracałem. Na imprezach, „na dworze”, gdzie spędzaliśmy czas, na spotkaniach na klatkach schodowych, na ogniskach, imprezach, na wyjazdach nad jezioro, obozach wypoczynkowych czy w czasie letniej , sezonowej pracy. Wszędzie, zawsze, ciągle. Papierosy były relatywnie tanie. Bardzo tanie. I mogliśmy sobie na nie pozwolić. Z drugiej strony patrząc na to co spożywa dzisiejsza młodzież, to nie wiem czy to było najgorsze, to co mogło nas spotkać dzisiaj.

No i tak się paliło. Rodzice udawali, że nie widzą. My nie wspominaliśmy, że palimy. Za bardzo, bo po co sobie rzucać wzajemnie kłody pod nogi? Z tego co pamiętam, nawet moja siostra popalała. I każdy z tym jakoś żył.

Apogeum mojego palenia nastąpiło na studiach na politechnice.

UUUU – tak było.

Po prostu fajni ludzie wychodzili na przerwie na papierosa, we własnym, elitarnym gronie. Palarnią była wtedy cała klatka schodowa, od parteru do ostatniego piętra naszego wydziału. Tam odbywały się rozmowy, korepetycje, udzielanie porad i wymiana naukowych pomysłów. Tego co wtedy dało mi przebywanie z tamtymi ludźmi, w tym czasie, nie można uznać za marnotrawstwo. Śmiało mogę powiedzieć, że dzięki temu przebrnąłem przez ten etap mojej edukacji. I to szczęśliwie – z dyplomem inżyniera zaliczonym na ocenę dobrą. Co prawda zajęło mi to więcej czasu niż standardowy tok nauczania, ale determinacja, praca i upór, pozwoliły mi zakończyć szczęśliwie ten temat.

Później paliłem już mniej. Sam w zasadzie nigdy, bo nie czułem takiej potrzeby. Od imprezy do imprezy. Czasem mniej czasem więcej. i tak z roku na rok coraz mniej.

Był czas, że znowu było więcej – podobnie jak poprzednio – w szkole (jednej z wielu), do której uczęszczałem – znowu spotkałem palących znajomych. I kolega robił sam takie aromatyczne skręty. Ale na szczęście, przestało mi to sprawiać frajdę. Bywało, że miałem ogromną chęć żeby zapalić, chodziło to za mną nawet przez długie tygodnie.

I wystarczyło zapalić papierosa i przypomnieć sobie, że to mi już nie służy, że to tylko wspomnienie i wyobrażenie jest takie wyidealizowane. Wiem, że to ryzykowna metoda i wiele osób przez nią wracało do różnych nałogów, ale ostatnia przerwa w paleniu tytoniu wyniosła blisko dwa lata i nie widzę szans na powrót do tego, więc nie będę sobie nawet tym zaprzątał głowy.

Ten zapach tytoniu papierosów w pudełku. Wyjmowanie go z paczki. Szelest wałkowania w palcach. Trzask odpalanej zapałki i wciągnięcie dymu.

I smród, gryzienie w gardle, niesmak w ustach, nieświeży oddech, kaszel. Tego się już tak dobrze nie pamięta…

No i nieunikniony wpływ na zdrowie – niby oczywiste, ale wypierane, podobnie jak przy innych truciznach.