#979 – historia fantastyczna

A może by tak pofantazjować trochę – napiszmy scenariusz apokaliptycznej historii przyszłości, powiedzmy lata 20 XXI wieku…. Może tak…:

Jako gatunek ludzki niczego nie nauczyliśmy się z historii. Od dwóch tygodni tj. od 24 lutego 2022 trwa wojna wywołana przez Rosję, której celem jest ludność Ukrainy. Giną ludzie, żołnierze, cywile, atakowane są budynki mieszkalne, szpitale, szkoły… Naloty trwają z przerwami na przegrupowanie sił.

Oblężenie kilkunastu miast trwa, ludzie są pozbawieni prądu, wody – siedzą w piwnicach i na stacjach metra. Stworzenie korytarzy humanitarnych dla uchodźców nie jest możliwe, gdyż Rosja ostrzeliwuje proponowane trasy na zachód – zapewniając jednocześnie, że chętnie przyjmie uciekinierów na swoim terytorium oraz terytorium swojego lennika – Białorusi. Pozostałe państwa europejskie i nie tylko, przyglądają się temu z boku, wprowadzając powoli sankcje gopodarczo-ekonomiczne na agresora. W elektrowni w Czernobylu odcięto prąd, a brak zasilania może doprowadzic do katastrofy ekologicznej i napromieniowania dużego terenu.

Wydaje się, że przywódcy EU, NATO i innych krajów, jedząc popcorn i popijając piwo, obserwują rozwój wypadków. Putin (taki Rasputin bez ras) przejechał się na swoim (?) pomyśle szybkiego przewrotu na Ukrainie i brnie w to gówno coraz bardziej. Teraz nie pozostaje mu nic innego jak zrujnować co się da, gwałcić, mordować, łupić a na koniec albo użyć broni jądrowej, albo palnąć sobie w łeb. Nad Rosją wisi przecież wizja separacji od całego świata. No poza bratnimi Chinami.

Bo Chiny przyklaskują Rosji, Korea póki co siedzi cicho, Japonia śle humanitarną pomoc Ukrainie…

Pofantazjujmy jeszcze bardziej:

W Polsce, sąsiadce Ukrainy, uchodźcy przyjmowani są do domów, jak przyjaciele, prawie jak rodzina. Porzucono w kąt wszelkie waśnie sprzed dziesiątek lat, wzajemną, wpajaną przez Rosjan nienawiść między tymi narodami. Wszyscy wzajemnie w Polsce się wspierają, cały kraj się zjednoczył, ponad podziałami politycznymi, ponad wszystkim. Oczywiście poza polskim rządem, który chciał na tym wszystkim jeszcze upiec kilka pieczeni…

Historia całkiem niezła, taka nawet trochę z niespodziewanymi zwrotami akcji, tylko szkoda, że prawdziwa.

Tylko jak tak szczerze sięgam pamięcią, to w szkole, na historii, na lekcjach języka ojczystego 90% tematów dotyczy wojny, bohaterstwa, okrucieństw, martyrologii, poświęcenia życia, głównie w imię boga, honoru i ojczyzny. Jeszcze czasem przejawia się w tych wojnach motyw władzy, pieniędzy i kobiet, ale za niemal wszystkimi wojnami stoją faceci. Jakoś o kobietach tyranach mało się słyszy.

Czyżby „Seksmisja” nie rozwiązała by pewnych problemów ludzkości?

Druga prawda, która boli równie mocno, to to, że jak wojna za rogiem to wszyscy w trwodze, a jak giną ludzie tysiące km dalej to już wszystko jest cacy,

Trzecia prawda jest taka, że ludzie jak dotąd nie mogą sobie ze sobą poradzić i bez nich Ziemia byłaby o wiele lepszym miejscem, pełnym równowagi, harmonii i spokoju. Takim rajem na Ziemi.

I jak tu żyć normalnie? Jak spojrzeć w oczy rodzicom i własnym dzieciom? Wszak z pokolenia na pokolenie gotujemy sobie wspólnie taki los.

#978 – koniec świata

Z pamiętnika starszego pana:

[…]

Kiedyś myślałem, że wszystko to co mi mówią rodzice, nauczyciele, katecheci, ludzie w TV, koledzy, to prawda. Wierzyłem w to i starałem się wykorzystywać tę wiedzę w sposób zgodny z przekazywanymi mi też wartościami – głównie świata „zachodniego”, chrześcijańskimi, proludzkimi itp. itd. Pomimo tego, że testy psychologiczne jakim byłem poddawany w szkole podstawowej (głównie z obawy, czy sobie dam radę w życiu z moją wadą wzroku) wykazywały, że moja inteligencja i wiedza jest na ponad przeciętnym poziomie, długo nie doszedłem do dalej idących wniosków, że większość z tego to jedynie polityczna rozgrywka, manipulacja i konieczność odwrócenia uwagi i stworzenia iluzji celu wyższego istnienia gatunku ludzkiego.

Czymże jesteśmy by tak pomiatać otaczającym nas światem? Czymże jesteśmy by niszczyć inne gatunki na naszej planecie? Czymże jesteśmy by godzić w nasze wzajemne życie? Jeśli ktoś twierdzi, że zostaliśmy świadomie stworzeni przez jakiegoś boga na jego podobieństwo i on (ten wszechmogący) to widzi i pozwala na to, to ja jakoś w to nie wierzę. Nawet jeśli on to stworzył, to już go tam nie ma.

[…]

Smutne, ale patrząc na to co się dzieje na świecie od wieków, to już chyba pora powiedzieć dość. Być może to głupie, ale z drugiej strony na co czekać jeszcze? Na Chiny? Na Koreę? Na putina (sic.)? Może to pora by dokonać wielkiego resetu planety i zrównać z ziemią i oceanami dorobek pokoleń, który stworzył megalomanów, polityków i masowych morderców. Może trzeba powiedzieć dość! Zrównać to wszystko i obrócić w pył?

Czy gatunek ludzki zasługuje na dalsze cierpienia jednostek, ba całych społeczeństw, które żyją w głodzie, inne w starchu, w niewoli, w przymusie i zakłamaniu? Przecież jako całość mamy potencjał aby wyżywić wszytskich! Podobno sama Ukraina ma możliwość wyżywić 400mln ludzi! Co się z nami dzieje? Gdzie są prawdziwi liderzy świata, patrzący na naszą wspólną przyszłość?

Nigdzie.

Dupa.

Jesteśmy w dupie jako ludzkość (miało być w czarnej dupie, ale usunąłem, aby nie być posądzony o rasizm).

Szkoda słów. Wstyd, dla nas wszystkich.

#977 – rachunek sumienia

Co by nie mówić, pora zrobić rachunek sumienia. Wojna tuż za kominem, jak się to dalej potoczy? Jak przewidują od dziesięcioleci naukowcy, pisarze i fantaści, kolejna po nadchodzącej, wojna światowa, będzie na kije i kamienie. Wiadomo, żyjemy w trudnym miejscu Europy i Świata i tutaj znajduje się arena ścierających się wpływów Wschodu i Zachodu. Mamy trochę pecha żyjąc właśnie w tej części Eurazji, ale równocześnie możemy mieć paradoksalnie szczęście gdyż coraz bardziej stanie się realna wizja dotrwania do końca naszej cywilizacji. Na pewno nie mamy tutaj do czynienia z kryzysem wieku średniego przywódcy naszych byłych sąsiadów, tutaj rozchodzi się o megalomanię, samczą zachłanność i irracjonalną chęć bycia Zjednoczycielem czegośtam w imię własnego Ego… Dlaczego jako ludzkość nie możemy tego powstrzymać i się temu przeciwstawić?

Znowu zginą tysiące, a być może miliony czy miliardy ludzi… Aż nawet strach o tym myśleć, ale skoro szaleniec ma dostęp do przycisków uruchamiających nieodwracalne zniszczenie, to możemy się spodziewać najgorszego. Tu już nie chodzi o nic. Tu chodzi o wszystko.

Ale może rozejdzie się po kościach i niepodległość straci jedynie kilkadziesiąt milionów osób, a cała sytuacja przyschnie i będzie kolejnym zakrętem historii, na którym wypadnie tylko kilaset tysięcy istnień ludzkich, a reszta się jakoś ułoży. I reszta  świata odtrąbi sukces i znowu będzie co świętować…

#976 – o co chodzi

Mija kolejny tydzień. Jutro znowu poniedziałek. Tym razem będzie to ostatnie pożegnanie mamy mojej żony. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, w głowie mam chyba jakąś galaretę, a to co dzieje się wokół wydaje się być mało śmiesznym żartem, farsą czy eksperymentem. W ciągu 103 dni straciliśmy 3 ważne w naszym życiu osoby i cokolwiek nie powiemy, czy nie pomyślimy, wydaje się być niedorzeczne, oderwane od rzeczywistości i nieracjonalne.

Pomimo tego, że w swoim życiu przeżyłem już wiele i mam dosyć otwarty umysł, nie mogę sobie tego należycie poukładać i naprawdę nie wiem jak to zrozumieć, wytłumaczyć sobie i jak się zachować.

Mam wiele nowych przemyśleń, historii i snów, którymi podzielę się ze światem, ale na to przyjdzie jeszcze pora. Teraz jest czas na przemyślenia, kontemplację i na ciszę.

#975 – droga

Dzisiaj był kolejny trudny dzień. Pogrzeb mojej mamy. Możnaby wiele rzeczy powiedzieć, snuć wiele opowieści, rozpatrywać jeszcze więcej scenariuszy z przeszości, ale w gruncie rzeczy nie o to teraz chodzi. Chodzi o to by się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, popatrzeć za czym tak gonimy?

Kurz opadnie, Ziemia wykonuje kolejny obrót, koła zębate kręcą się dalej mieląc czas.

Łza popłynie, w myślach zagoszczą też ciepłe wspomnienia, marzenia jak mogoby być a nie będzie. Kolejny krok i kolejny. I tak do końca świata. Naszego świata, wszak każdy ma własny.

#974 – ciężko

Jeśli jest ci ciężko, to musisz pamiętać, że kiedyś będzie jeszcze ciężej. Kiedyś będzie też lepiej. Wszystko jest względne i wszystko jest tym jak to odbieramy i jak odczuwamy. Inni tę samą sytuację czują, widzą i rozumieją inaczej. Inaczej również odczuwaliby, gdyby byli na naszym miejscu.

Dla mnie osobiście najgorsza jest świadomość braku wpływu, braku możliwości pomocy innym, bo przecież to co czuję jakoś kiedyś przerobię. Kolejna choroba, kolejna wizja nieuniknionej śmierci… Po raz kolejny widać,  że kitem jest to, że ktoś tam na górze to sobie zaplanował, kontroluje to i jest to najlepsza rzecz jaka nam, ludziom, może się przydarzyć. Mega fake news, na który dało się nabrać miliardy wyznawców różnych religii i wierzeń.

Tragedia jednego człowieka, tragedia i ból dla rodziny i bliskich. Tłumaczenie niewytłumaczalnego i próba zrozumienia bezdusznych działań i procedur. Komu ma to służyć? Komu ma pomóc? Czyj ból to ukoi?

Czy jest jakaś nadzieja? Światełko w tunelu? Szansa na happy end?

Chce się siąść i płakać, drapać pazurami ściany i krzyczeć do księżyca. Wiadomo jednak, że nie ma to najmniejszego sesnu i nie przyniesie ani ukojenia, ani nikomu nie pomoże.

Tak mija kolejny tydzień, kolejne straszne wydarzenia dzieją się tam daleko, a jednocześnie tak blisko. W naszych sercach.

#973 – kolejna minuta ciszy

Ech. Możesz wszystko. Padłeś, powstań!

Nie ma wafla. Nadejdzie taki dzień, że to ostatni. Wcześniej lub później, często niespodziewanie, inni będą myśleć, że to jeszcze nie pora. Że to było zbyt wcześnie, że można było jeszcze chwilę pożyć.

A czy ja mam już wszystkie sprawy pozałatwiane? Poukładane na tip top? Powyjaśniane? Odpuszczone?

Czy jestem w zgodzie ze sobą na wszystkich płaszczyznach? Czy stare wątki są już zamknięte?

Ćśśśśś…. nie pora na myślenie. Pomilczmy trochę. To sie już nie wróci.

#972 – neverland

Każdy ma jakiś sekret, krainę z dzieciństwa, do której chciałoby się dotrzeć. Wyspę Skarbów, podwodną lub podziemną krainę, miejsce gdzie kosmici i postacie mityczne upodobały sobie byt. Niektórzy o tych przestrzeniach zapominają, inni marzą by tam kiedyś na chwilę zajrzeć, a jeszcze inni cały czas tam tkwią. Tych ostatnich można podzielić na osoby oderwane od rzeczywistości i nieudolne życiowo (bez negatywnych skojarzeń) lub twórców, artystów, pisarzy i wizjonerów. Niektórzy z nas pomimo tego, że światy te są im bliskie, pozostawiają je w tajemnicy tylko dla siebie, bojąc się ośmieszenia, osądów lub po prostu nie czują potrzeby do uzewnętrzniania swoich marzeń, kształtujących się od dzieciństwa. Jedne z tych miejsc są magiczne i niekonwencjonalne, inne wydawało by się zwyczajne i oczywiste, a jednak dla wielu niedostępne. Na przykład życie w kochającej rodzinie, pełnej sprawności fizycznej, czy miejscu gdzie ma się co zjeść i z kim w spokoju i bez wstydu pobawić. Marzenia są duże i małe, dla każdego inne i nie każdy jest w stanie sam sobie z nimi poradzić. Nie osądzajmy innych pochopnie i nie porównujmy każdego z nas do siebie. Świat jest pełen stereotypów i naszych wyobrażeń o innych, które nijak się mają do stanu faktycznego i odczuć innych ludzi. Zatem Ci co wypowiadają się o innych, mogą się po prostu mylić. Twoje marzenia są twoimi marzeniami i tylko ty możesz się chcieć nimi dzielić i ty możesz interpretować to ci się w nich znajduje. To tak jak z oceną interpretacji i ekranizacji dzieł książkowych do tego pisanych często w innych językach. Nie da się tego obiektywnie ocenić nie czując i nie znając zamysłu twórcy i jego wizji.

Bardzo się cieszę, że tak jest, bo dzięki temu jesteśmy niepowtarzalni. Możemy się od siebie uczyć i widzieć różne rzeczy patrząc na ten sam obraz.

Tak jak każdy ma inne wyobrażenie o Piotrusiu Panie czy Małym Księciu.

#971 – z górki

Kiedy się rodzisz, najtrudniejsze już za tobą. Prawdopodobieństwo, że ty to ty i że się urodziłeś, to szczęście niebywałe, a nie jakiś grzech.

Teraz to już z górki. Musisz przeżyć to co ci dane, poczuć to co masz do poczucia, dać od siebie to co możesz i obrócić się w proch. To tylko chwila, więc nie ma co się rozczulać, a trzeba chłonąć co jest do wzięcia i oddać to co masz w zanadrzu, wszak jesteś cudem i wyjątkową, niepowtarzalną istotą.

Nie wiem jak wy, ale ja często mam doła, poczucie bezradności, bezsensu, wykorzystywania przez innych i braku sensu czegokolwiek. Ale idąc tropem motywatorów biegowych – nie liczy się nic innego jak kolejny krok, kolejny metr, a po nim następny i następny. Za zakrętem kolejna prosta, górka, z górki. W końcu meta. I myśl – już nigdy więcej.

I po 5 minutach, kolejna – następnym razem dam radę zrobić to lepiej.

W sumie w życiu niczego nie trzeba. Można, ale nie trzeba. Rób co robisz dla siebie. Nie dla innych, bo i tak wszystkich nie zadowolisz.

Pisząc to wszystko, wcale się nie wymądrzam, tylko staram się dotrzeć do siebie, do tego ja, które jest niezadowolone z wielu aspektów mojego życia – braku kontroli, możliwości zrobienia czegoś co by się chciało.

Że niby możesz wszystko co sobie wyobrazisz? Nie bluźnij i otwórz oczy. Możesz dużo więcej niż ci się wydaje, ale po pierwsze nie wszystko, a po drugie jakim kosztem?

Ale nie jest tak źle – jest bardzo dorze i tego się będę trzymał. Do samego końca i jeszcze troszkę.

#970 – światełko w tunelu

Zawsze jest jakieś światełko w tunelu. Nawet wtedy kiedy to nadjeżdżający pociąg. Nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Kto by (poza planującymi te zdarzenia) przewidział cały ten lockdown, globalny kryzys, nadchodzące wojny i inne rzeczy, które rasa ludzka sama sobie ukręca i pieczołowicie przygotowuje. Czasem jest po prostu ciężko i trudno wybrać drogę boczną, która również doprowadzi nas do celu, ale może wolniej i w mniej komfortowych warunkach. A może jednak warto? Może będą jakieś piękne widoki? Może jakaś przygoda, ciekawsza niż wizyta w przydrożnym Maku.

Jak to zrobić? Jak się odważyć? Odpowiedź jest prosta – Nie mam pojęcia. Jedni czekają na znak od siły wyższej, inni dostają środkowy palec przed nos, a jeszcze inni czekają, aż miarka się przebierze.

A jeszcze inni nie robią nic i czekają, aż denerwujący się przeciwnicy zejdą na zawał czy wylew jakiś.

Najważniejsze w życiu to nie przeszkadzać szczęściu działać i tworzyć pięknych dzieł. Cóż ma zrobić kamień na dnie przepływającego potoku? Szlifować swoje krawędzie i stawać się kształtem idealnym… Japońskie przysłowie mówi – Gwóźdź, który odstaje, musi zostać wbity.

Jaki z tego morał? Albo musisz być wbity gwoździem, albo młotem , który te gwoździe wbija.

Możesz się złościć i szarpać, możesz też użyć mocy spokoju, perswazji i logicznego myślenia. I w każdym z tych przypadków może się okazać, że nic nie wskórasz. Czasem wstarczy się zatrzymać, pomyśleć i zmienić perspektywę. Wykręcić kota ogonem, użyć drugiej strony kija, czy mieczy, których mamy pod dostatkiem.

I pamiętaj, żeby docenić tych co trzeba i mieć ich po swojej stronie. Bo ci po tej drugiej stronie są na pewno źli i się mylą. 😉