#1913 – kto tym steruje

Czy wiesz kto steruje tym co zrobisz dzisiaj? Jutro? Za tydzień? A może za pięć lat?

Kto „pomaga” ci dokonywać wyborów? Tych codziennych i tych ważniejszych, często życiowych?

Czy mamy wolną wolę, czy już jesteśmy prześwietleni, przebadani i przeanalizowani do takiego stopnia, że przy pojawiającym się z nagła bodźcu zareagujemy zawsze w ten sam, przewidywalny sposób?

Czy to jest dobre? Czy to jest dobre dla nas? Czy to jest dobre dla czyjegoś interesu?

Listy, czeklisty, przykazania, kodeksy, wychowanie, tradycja i religijny strach. To jest coś, co pomaga nam szybko iść naprzód, żebyśmy nie musieli każdorazowo analizować zawiłości sytuacyjnych, co mogłoby doprowadzić albo do przegrzania naszych obwodów, albo do śmierci z rąk pojawiających się z nagła oprawców.

Ale pojawili się tacy co postanowili to wykorzystać dla siebie: magnaci, reprezentanci bogów, dyktatorzy i byznesmeni.

Idziesz więc ścieżką i pomimo pojawiających się rozgałęzień trafiasz tam gdzie „gejmplej” prowadzi, choć być może, inna droga zaprowadziłaby cię do lepszego miejsca. Tego nie wiesz, jednak nie masz czasu nawet zbytnio się zastanowić, bo ogrom obowiązków i przyziemnych czynności zaprząta twą głowę tak bardzo, że nad tymi ważnymi wyborami nie masz siły i czasu pochylić się by podjąć przemyślaną decyzję.

Zdajesz się na innych – być może mądrzejszych, być może na chytrzejszych, tych z większą władzą i większą widocznością. Oddajesz im odpowiedzialność za swoje życie.

Wyolbrzymiam? Być może. Może fantazjuję. Może się mylę. Wszyscy na pewno chcą lepiej dla mnie, niż ja sam.

Będą walczyć, żeby mi było lepiej. Pomimo tego, że mi się nie chce samemu zawalczyć o moje.

Tak, to ma sens.

Przekonaliście mnie. Wszystko będzie dobrze. Ktoś nad tym panuje i nie trzeba mu patrzeć na ręce, bo na pewno chodzi o moje dobro i szczęście. Ja tylko muszę więcej pracować, nie domagać się za bardzo wynagrodzenia i płacić daniny.

#1911 – jeb… wszystko i w Bieszczady

Ach jak pięknie, jak wesoło, wszyscy ludzie jadą w koło,

ci z południa na Mazury, ci z północy w nasze góry.

Ci bogaci na Kanary a cebule na moczary.

Cała Polska w korku stoi i nabija kocopoły.

Nie ma jak kontakt z naturą. Dziwne jest to, że sami tę naturę niszczymy, by później szukać jej w odległych zakątkach naszego kraju, albo i świata.

Protestujemy przed napędzaniem produkcji dwutlenku węgla i innych syfów do atmosfery, jednocześnie dążąc do rozwoju technologii, która to powoduje.

A na koniec uciekamy tam, gdzie nas jest coraz więcej a natury coraz mniej.

To tak jak ze zdrowiem, zaharowujemy się, siedzimy całymi dniami i zjadamy gówniane żarcie, żeby wydać później to co zarobimy na leki i cudowne specyfiki, które mają nam przywrócić to co przeszło bokiem i mignęło kątem oka. Przeciekło przez palce niczym woda przez sito nie pozostawiając grudek złota a jedynie wrażenie przeoczenia czegoś nieuchwytnego, delikatnego jak muślin na wietrze.

Nie da się zrobić tak, że staniesz okoniem i uparty jak osioł zaprzeczysz rzeczywistości. Świat się musi kręcić, a kolejne pokolenia zastąpią stare, czy nam się to podoba, czy nie.

Do czasu, aż wszystko jebnie i obróci się w perz, kurz i błoto pośniegowe.

Tylko to będzie trochę później. Na razie żyj pełnią życia. Ciesz się tym jak niekończącą się imprezą – odkrywaj świat każdego dnia, choć czasem wydaje się, że to dzień świstaka, część druga.

Spójrz w lustro. Czy ten leśny dziad to ta sama osoba co 10, 20, 30 lat temu? Gdzie się widzisz za 10 lat? W dżungli? psychiatryku? na Powązkach? czy przed telewizorem?

Trudno jest łatwo żyć – wyświechtany slogan, ale pamiętajmy, że problemy były, są i będą – te małe i te wielkie, przytłaczające, terminalne. Nie wahaj się zatem ani chwili! Wrzuć czasem trochę gówna do wentylatora, wsadź se patyk w szprychy przedniego koła roweru, którym zasuwasz z góry. A co tam, będzie albo gorzej, albo lepiej, albo tak samo.

I nie bój się ufać ludziom – nie wszystkim oczywiście, bo są również szuje i inne uje, ale bycie ciągle podejrzliwym i szukającym dziury w całym może skończyć się zawałem, udarem, wrzodami i innymi bólami. Stres zrobi swoje i załatwi cię, tak, że nie będziesz wiedział kiedy.

Zatem: uwaga, luz, zapierdziel, odpoczynek – wszystko w swoim czasie, rytmie i z odpowiednią równowagą.

Jak zwykle.

Do przodu!

#1910 – do pracy bracia i siostry

Jak to kiedyś dziadkowie mówili:

Pracę trzeba szanować.

I tego się trzeba trzymać, pamiętając o tym, że bardziej niż pracę, trzeba szanować ludzi.

Nie jest to łatwe zadanie, bo często trzeba szanować kogoś, kogo się nie lubi, kogoś kto cię denerwuje, lub jego zachowanie sprawia, że zaczynasz wątpić w sens i logikę istnienia rodzaju ludzkiego.

Każdy z nas ma pewne pole do manewru – do myślenia, działania, mówienia o tym lub co również ważne, nie emanowania własnymi pomysłami.

Wiele rzeczy, często, ciśnie się na usta. Często chciałoby się zadziałać w waleczny, ułański sposób, ale nie warto. Lepiej zachować wstrzemięźliwość, zatrzymać to dla siebie, gdzieś w środku i może przełoży się to na większy szacunek do naszej osoby.

Dajmy szansę szanować nas samych. Szanujmy innych i używajmy mózgu. On bardzo potrzebuje stymulacji i treningu, abyśmy mogli się cieszyć życiem jak najdłużej to możliwe.

Wszystko jest widoczne, wszysko jest połaczone, wszystko ma na siebie wzajemy wpływ.

Bądź najmądrzejszą wersją siebie, zanim będzie za późno.

#1909 – odrzuć ego

Gdzieś to przeczytałem, przecież sam bym tego nie wymyślił.

Wszędzie mówią – odrzuć ego.

Ustąp głupszym, niech idą i giną marnie. Mądrzejsi przetrwają.

Tylko ci inteligentni, widząc co się dzieje na świecie, nie rozmnażają się jak króliki, a ci głupsi (podobno) dopadają ich to tu, to tam i załatwiają strzałem w potylicę, wyłapują do obozów i stosują inne metody uprzykrzające życie i pozbawiające chęci do niego.

Ci inteligentni są często sparaliżowani strachem i sfrustrowani głupotą i bezsensem życia tak bardzo, że:

albo obojętnieją i rzeczywiście odrzucają ego i, mając to wszystko w dupie, zostawiają świat sobie samemo

albo walczą z wiatrakami, poświęcając zdrowie i życie w sprawie, która może przedłuży trwanie planety o parę tysięcy lat.

albo zaczynają realizować swoje gierki, knują i przewodzą rządząc innymi w różnych sprawach, formalnie i nieformalnie, poświęcając swoje życie w imię SpraW WielkicH. Różnych i skomplikowanych, prostych i trudnych. Takich na jakie mają ochotę. I energię. I czas. I zasoby.

Strach i frustarcja może przerodzić się w siłę nieposkromionych miar, która może doprowadzić do destrukcji lub zasilić inne pomysły i inicjatywy.

Licho nie śpi. Licho czuwa. Wyjdzie zza rogu lub z krzaków i dopadnie tych, których dopaść będzie chciało.

#1908 – czystość

Jak zachować czystość myśli, skoro wszędzie dymają nas na każdym kroku.

Ci ze wschodu, ci z zachodu, ci z południa i z północy.

Ci ze środka również.

Jedyna droga to albo niebo, albo piekło i tu („i tu” – użyto w rozumieniu „ale”, bo „ale” nie powinno się używać by nie godzić w negatywne uczucia współrozmówców) i tu napotykamy na kolejne stado problemów: bo nieb i piekieł jest wiele, i wydaje się, że w pewnych przypadkach mogą być rozumiane tożsamo. To znaczy, że dla jednych niebo będzie piekłem. a dla innych wprost przeciwnie.

Jakie wnioski należy zatem z tego wyciągnąć? Ano takie, że nie dajmy się zwariować jednocześnie będąc przygotowanymi na nieznane i nieoczekiwane zwroty akcji. Wszak, jak mawia japońskie przysłowie:

Jeśli miecz ma się przydać raz w życiu, warto wtedy mieć go przy sobie.

Przymróż oczy, czytaj między wierszami i pamiętaj, że wszystko zmierza do wydojenia stada owiec, ogołocenia ich z wełny, złożenia w ofierze, a na koniec spożycia ich pysznego i śmierdzącego mięska.

Cały ciąg przyczynowo skutkowy nie zaczyna się w żadnym, możliwym do zidentyfikowania momencie – trwamy na długo przed narodzinami a nasza śmierć nie kończy spraw, które po sobie pozostawiliśmy. Po prostu to nie my będziemy po sobie sprzątać bałagan, który po nas został.

A co my będziemy robić i gdzie? Tego nie wiemy.

W najlepszym przypadku – nic nie będziemy robić i nic czuć.

A czystość? Cóż – jest pojęciem względnym w zależności od zastosowania konkretnej skali odniesień i tego po której stronie aktualnie się znajdujemy.

Kto ocenia, kto czyści i kto za to płaci.

Czystość jest jednak ważna – wiedzieli już o tym najstarsi menedżerowie w pralniach.

Mózgów.

Pieniędzy.

Dusz.

I dywanów, oczywiście. Krew ciężko schodzi z dywanu.

#1907 – horyzont

Horyzont

Zawsze jest tam gdzie się go spodziewamy. Nie zawsze go widać, bo jest przesłonięty przez różne artefakty. Sam ukrywa przed nami to co nadejdzie, jeśli skierujemy się w jego stronę lub łaskawie zasłoni to czego nie chcemy widzieć jeśli pójdziemy w drugą stronę.

Określa pewne ramy i standardy, niezależnie kim jesteś i w jakim miejscu się znajdujesz, pod warunkiem, że wzrok obserwatorów jest na tym samym poziomie i skierowany w tym samym kierunku z jednakim zwrotem.

I tak właśnie jest z naszą komunikacją. Jeśli nie mamy tych samych współrzędnych oraz wektora, w którym patrzymy, okazać się może, że widzimy różne panoramy. Jedni z nas mogą spodziewać się co się za nim kryje, dzięki swej wiedzy i doświadczeniu, dla innych jest to zupełna tajemnica, którą chcą zgłębić albo przed nią uciec.

Albo udawać, że to co się kryje za nim, zwyczajnie, nie istnieje.

Obrazić się i pokłócić zawsze łatwo. Można znaleźć wiele wymówek i wytumaczeń, dlaczego nie zrobiłeś czegoś, co niby chciałeś.

Na sukces składa się wiele małych klocków, które nie zawsze chcą do siebie pasować. Często jest też tak, że musimy stanąć na nie bosą stopą. Budujmy schody wyrównujące poziomy i umożliwiające ściślejszą współpracę oraz możliwość widzenia szerszej perspektywy. Cały obraz musi być dostępny dla każdego, a jego interpretacja nie powinna być barierą, a możliwością dostrzeżenie szczegółów niedostępnych dla twojej percepcji.

Założenie błędów.

Błędy założeń.

Wywrotki, przewrotki i zmiana prowadząca do wymiany pokoleń i możliwości percepcji.

Weź się w garść i nadążaj za tym, albo giń w czeluściach marudzenia i ciemności żalu.

Świat sobie bez ciebie poradzi, a czy ty umiesz egzystować w tym świecie?

#1906 – niespokojny

Śmierć jednostki to tragedia.

Śmierć milionów to statystyka.

Przysłowie rosyjskie

Jak wytłumaczyć sobie koleje życia. Przypadkowe poczęcie.

Szczęście dotrwania do narodzin.

Walka z przeciwnościami biologicznymi i zagrożeniami życia.

Przeciwstawienie się chęci skrócenia sobie nieprzyjemych chwil z błahych w zasadzie powodów.

Choroby. Wypadki. Trucizny wszelakie. Bezsens Wojny. Przemoc. Działania nadprzyrodzone jak i zwykła głupota.

Dlaczego on? Dlaczego ona?

Dlaczego teraz? Dlaczego tak głupio?

Można było myśleć wcześniej i zrobić więcej dobrego na tym świecie?

Można było się przygotować lepiej?

Można mieć jakąś nadzieję na kolejny sezon życia w innym wymiarze? A może to będzie zupełnie inna para kaloszy?

#1905 – miód

Miód leje się z ust twych o boski. Miód, który niestety jest miodem z uszu.

Gorycz jego żółcią przechodzi i stanowi rozwinięcie złych pragnień i kłamliwych zapowiedzi dobroci i pokoju.

Gra na czas, staje się grą o tron, o złoża i technologie mające na celu wzmocnić jednych a zniszczyć drugich.

I nie da się tego odwrócić i wyhamować, gdyż mojsza racja jest równie ważna jak ichsza.

Mani mani mani (Money money money).

Czerń, czerwień, czy już wspominana żółć. A na tym uczą się kolejne pokolenia wypaczane przez narracje i niekończące się historie o wielkości, dobroci i słuszności jedynego ludu. Jedynego i wybranego z wielu podobnych. Każdy z nich wybrany, przez najjedyńszego.

Ludzie są dziwni. O tym wiadomo od bardzo dawna, tylko nic rozsądnego nie da się z tym zrobić. Tu pociągniesz, tam wylezie ci paluch spod kołderki. Tu podkopiesz dołek, tu w niego wleziesz wracając nocą z wychodka. A chodzenie w cudzych butach, jakoś nikomu nie przychodzi ni łatwo, ni przyjemnie.

Przecież bliższa koszula ciału, każda pliszka swój ogonek chwali, a dla każdej matki, własne dzieci najpiękniejsze.

#1904 – najmniejszy opór

Jedną ze strategii przeżycia jest unikanie.

Planowanie, analiza i unikanie zagrożeń. Wycofywanie, kluczenie i schodzenie z linii strzału.

Jeśli jest to skuteczna metoda, to dlaczego z niej nie skorzystać? Tu się obrócisz, tam odsuniesz, tam przeskoczysz i cyk, jestes znowu prawie w całkiem, dobrej formie.

Tylko jakby trochę czegoś brakuje w takim przypadku – możliwości celebracji zwycięstwa. A dla dużych chłopców ten smak jest jak witamina D – buduje odporoność, pewność siebie i rozpala ego, przyćmione więzami i barierami narzucanymi przez Innych.

Dlatego przychodzi taka chwila, że kluczący z glizdami nieświadomie lub wprost przeciwnie, z pełną intencją, stara się odgryźć lub wsadzić kija w szprychy. Przy tym nieraz wychodzi na to, że koło w które został włożony, należy do jego właściciela.

Życie jest nieustannym knuciem. Myśleniem. Kontemplacją. Gonitwą za marzeniem, a właściwie ich iluzją odbitą w szybie jadącego pociągu. Tylko nie wiadomo do końca czy ten pociąg zbliza się czy oddala. Czy jesteśmy na peronie, czy w toalecie poruszającego się wagonu? I czy nie spadnie nam na głowę walizka niefrasobliwie umieszczona , bez zabezpieczenia, na półce znajdującej się tuż obok przełącznika zepsutej klimatyzacji.

I czy to w ogóle nasz pociąg?

I ile ma opóźnienia?

W sumie wszystko już było:

Wsiąść do pociągu byle jakiego,

Nie dbać o bagaż nie dbać o bilet

Ściskając w ręku kamyk zielony

Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle.

A później musisz się obudzić, wyjąć rękę z nocnika, wstać, założyć chomąto i robić swoje.