#1803 – nic nowego

Wszystko jak wiecie bazuje na tym co możemy wymyśleć lub odkryć. Stąd nasza pozorna nadzieja, że jeszcze będzie lepiej. Nie będzie lepiej, bo człowiek niczego nie stworzył z pustki. Wszystko co osiągaliśmy i osiągamy to transformacja energii w coś innego, na różnych poziomach egzystencji. A to przerabiamy ziemniaki w kał, czasem w c2H5OH, a później w chore wymysły, czasem ktoś zmieni wodę w wino, przy użyciu mocy lub iluzji, które również wymagają dostarczenia energii z zewnątrz. Nic nowego się nie zadzieje, po prostu łączymy kolejne kropki, liniami naszego życia. Tak jak znajdują się na naszych dłoniach, tak w niewidzialny sposób łączą się z przeszłością i przyszłością, angażując nas w teraźniejszość. Co by było gdyby? Gdyby widzieć w trochę innym paśmie, nadawać na innej częstotliwości i mieć możliwość innego spojrzenia na odbicia fal i energii wokół nas? Na czym się skupić i jak porzucić wrażenie, że ktoś wrzuca nam kłody pod nogi, kiedy nam się coś należy, bo odpowiednio to wizualizujem i chcemy do siebie przyciągać.

Tak więc, aby przetworzyć energię, musimy mieć paliwo, maszynę która je wykorzysta i element, na którym trzeba pracować. No i pomysł jak to zrobić lub chociaż chęć by robić, bo czasem pomysł objawia się w trakcie. Bo tak naprawdę czy my wiemy w którą stronę płyniemy? Coś tam nam się wydaje, czymś nas mamią, obiecują dyskonty i promocje, ale pod spodem ktoś na tym zarabia.

A my mamy być wdzięczni. Działać możemy jak chcemy, pod warunkiem, że działamy w dobrej wierze, a jak robimy to zgodnie z kursem i czasem, to łapiemy wiatr w żagielek. Raz za razem, dopóki się ucho w dzbanie nie urwie. Albo lina w żagielku, albo zawias w laptopie, albo podeszwa nie odpadnie.

Bo w końcu puści najsłabsze ogniwo. I skręcimy gdzieś kierując się na jakiś kolejny obiekt. Co z nami będzie?

To tajemnica.

#1802 – przyzwyczajenie

Tylko przyzwyczajenia i nawyki mogą pomóc żyć. Jakoś żyć w tym świecie. Bo przecież gdzie się nie obejrzysz, to wszystko jest zabudowane gipskartonem i dopiero pod tą warstwą jest opoka, na której zbudowano trójwymiarową mozaikę napędzaną i napędzającą ludzkość. Z daleka i z pozoru, wszystko jest piękne – frontend błyszczy i pachnie niczym rosiczka dla much na łące. Ale tylko gdy się oprzesz o tę ścianę, czujesz jak zapada się ręka a zapadnia okazuje się sprytnie zastawioną pułapką.

Nie można dać się zwariować. Zawsze gdy coś się dzieje, tam ktoś obrywa, prawda znana odkąd wynaleziono siekierę i rozpoczęto trzebienie borów i lasów.

Tak źle i tak niedobrze. Szukamy spokoju, który jest wszak nienaturalny i im bardziej go doświadczamy, tym bardziej bolesne będzie to co się za chwilę wydarzy. Bo przecież zawsze zwiastuje burzę, wojnę lub kataklizm. Pokój i porządek jest pozorny, gdyż wymaga niespożytych nakładów energetycznych aby utrzymać go na zadowalającym poziomie.

Im mniej masz do utrzymania, tym mniej cię to wszytko kosztuje. Pytanie – czy jesteś wtedy bogatszy czy biedniejszy?

Nawyki pozwalają się od tego wszystkiego odciąć i poczuć wyraźnie pustkę, która jest pełnią oczekiwań i daje radość z tego, że coś się kiedyś kończy, bo zaczyna się coś nowego. Kolejna pułapka, która się za tym kryje to to, że nawyki często zmieniają się w nałogi i na szczęście jest to odwracalne przy odpowiednim nastawieniu i zapłaceniu haraczu krwi, potu i wyrzeczeń wielu. Harmonia i cykl. Droga i nieuchwytny cel. Obietnica, której nikt nie spełni, a na pewno nikt tego nie zweryfikuje.

Przekażmy sobie znak pokoju. Pokój Nam wszystkim.

Im nie.

#1801 – jestem

Myślę, więc jestem? Czy myślę, bo jestem? Nikt tego nie wie tak naprawdę. Czy jak przestaję myśleć, to już mnie nie ma? Czy medytacja wprowadza w nieistnienie? A czy w nieistnieniu jest czas? Jeśli nie ma to przy przemieszczeniu w czasie nieistnienia doznamy teleportacji lub choćby migracji duszy w fazie niematerialnej koagulacji niewidzialnych cząsteczek nieznanego bytu?

Jesteśmy mądrzy, zaawansowani technologicznie, mentalnie, moralnie i duchowo, a jednak niewiele wiemy o tym co nam bliskie. Nie wiemy nawet jak funkcjonuje nasze ciało i umysł, ani nie znamy prawdziwego celu przetwarzania przez nas energii.

Nie wiemy niczego, jeśli porównamy to do ogromu i złożoności świata, w którym przyszło nam żyć.

A ty wiesz po co jesteś? Po co wszyscy jesteśmy? Po co my to robimy i dokąd zdążamy? W końcu możesz robić co chcesz i co ci tylko przyjdzie do głowy.

Więc na co czekasz? Idź to zrób. Teraz.

Zaraz, zaraz. Najpierw obowiązki, potem zabawa. I podatki najpierw, i takie tam inne pierdoły. Reszta przyjdzie z czasem.

Albo nie przyjdzie.

#1800 – korporacje

Niestety jesteśmy wdrożeni w mniejsze i większe komórki społeczne. Dlaczego? Bo jak ostatnio już rozważaliśmy, nie możemy zrobić wszystkiego samemu. Dlatego aby żyć potrzebne nam: pieniądze, władza, kontrola i sprawczość. Aby rozszerzać gatunek, zostaliśmy jeszcze wyposażeni w pożądanie, co objawia się skłonnością do seksu, używanego często również do osiągania powyższch zasobów. Żeby nie było nam nudno, wyewoluowała w nas (bądź została zaimplementowana przez naszych stwórców) zdolność do snucia marzeń (z ang. dreams) – i tu mamy trzy ich rodzaje – te we śnie, te na jawie i te wspomagane zewnętrznymi środkami – np. hipnozą, manipulacją czy substancjami chemicznymi. Mając z jednej strony te narzędzia, z drugiej potrzeby ludzkie do zaspokojenia (piramida Maslova) można spokojnie szukać i tworzyć sztuczne problemy i dawać i jednostkom i masom poczucie, że mogą znajdować i stosować różne środki zaradcze, które mogą im zapobiegać lub je mitygować.

Cały ten tort niespożytych fikcyjnych i prawdziwych pojęć jest podzielony pomiędzy różne organizacje zrzeszające ludzi podobnych sobie pod pewnymi względami. Co więcej wszyscy ci ludzie znajdują się jednocześnie w wielu tych korporacjach na przeróżnych stanowiskach i funkcjach: a to jako prezesi, klienci, osoby z obsługi, petenci, usługodawcy, dostawcy, żołnierze, ofiary, prorocy, doradcy czy blokerzy i hamulcowi. Jednym płacą inni im płacą, a jeszcze inni dymają tych ludzi na lewo i prawo dając w zamian niespełnione obietnice lub ukazujące strach, wojnę i kataklizmy. I tak kręci się ten sztuczny wytwór, aranżowany przez najzjadliwszego pasożyta Ziemi, tej Ziemi – nazywającego się dumnie Homo Sapiens.

Czy jesteś dumny, że jesteś człowiekiem? A może trzeba zapytać, czy się nie wstydzisz być człowiekiem?

Tak, tak, my tacy nie jesteśmy. Mamy nasze tradycje, wiarę i państwowość.

Tylko czy to serio jest nasze? Czy zostało nam siłą narzucone, podobnie jak ludom innych kontynentów, poprzez ogień, miecz i potop złudnych obietnic narodzonych na bliskim wschodzie a wdrożonych przez zachodnich braci. Chciałoby się dodać, że i siostry, ale jakoś o nich w tej historii nie za bardzo słychać.

Dojne krowy, baranki, owieczki. Paście się dobrze i służcie nam. Nam? Im? No właśnie – komu i po co?

#1799 – niezależność

Jesteś niezależny. Od wszystkich, od siebie od wszystkiego.

Bzdura totalna, podobnie jak ta, która mówi, że możesz wszystko.

Jesteś zależny i musisz to zaakceptować, bo nawet jak nie zaakceptujesz, to zostaniesz do tego zmuszony siłą. Oczywiście masz pozostawioną małą dozę możliwości wyboru, często zupełnie złudnego i obarczonego milionem zasad, obostrzeń, tekstów spisanych małym, druczkiem i innych takich, które mają sprawić wrażenie, że ktoś nad tym panuje. A nawet, że ty nad tym panujesz.

Wszystko to zmierza w kierunku zapewnienia cię, że coś wiesz. Ale czy wiesz jeśli uważasz, że coś ci się wydaje? jeśli coś ci się wydaje, oznacza to tylko, że coś ci się wydaje. Nic więcej. Możesz mieć rację w jakimś zakresie, mniejszym lub większym. Twój punkt widzenia jest tak bardzo subiektywny, że bardziej się nie da, nawet pomimo empatii i dążenia do wejścia w buty innych.

Co możesz tak naprawdę wiedzieć, co ktoś czuje w tym momencie, co czuł kiedyś, kiedy tak naprawdę ciężko przypomnieć sobie własne odczucia sprzed lat. Czy innym było kiedyś łatwiej? A może wprost przeciwnie, było im tak ciężko, że nie możesz sobie nawet tego wyobrazić.

Zmieniamy się każdego dnia, jesteśmy bombardowani (świadomie i nieświadomie) bodźcami, środkami chemicznymi, kierowaniem uwagi w różne strony i manipulowani / perswadowani (niepotrzebne skreślić) aby robić rzeczy, które robimy, bądź nie robimy. Niezależnie od tego wszystkiego, możesz sobie myśleć to co chcesz, pytanie jak to wpłynie na ciebie? Na twoje zdrowie, na przepływ energii i komunikację między narządami wewnętrznymi? Własny jad może zatruć nas bardziej niż zewnętrzne przeciwności i obwarowania. Nasza reakcja na świat i nas samych jest kluczowa, zatem warto spojrzeć prawdzie w oczy i zorientować się jakim rodzajem trybika jesteś i w którym miejscu machiny się znajdujesz. Trybik słaby i zaprzęgany ponad miarę zostanie zmielony, zatem obudź się, zanim będzie za późno.

#1798 – marzenia i plany

Był kiedyś chłopiec. A właściwie go jeszcze nie było. Był w planach Bogów sprawujących władzę nad tym, kto i kiedy pojawi się na świecie. No i właśnie pojawiło się zapotrzebowanie na jego materializację. Tu i teraz, by sprostać problemom, które już za 33 lata zaleją świat, bo na koniec 2019 jest planowana pandemia strachu. Zostało przygotowane ciało i duszyczka została wytypowana do implementacji w krystalizującym się organizmie. Starszy Specjalista Aniołowstrzykiwacz załadował strzykawę protonową i gotów był podjąć procedurę, ale pani Marysia z Centrum Kreowania Emocji zaprosiła go na szybką kawę do automatu. Odłożył więc urządzenie na stół i oddalił się w stronę komnaty socjalnej.

-Witaj Homobonusie – rzekła korpulentna blondynka uśmiechając się w sposób tak szczery, że było widać błyski diamentów na jej aparacie nazębnym. – Co tam dzisiaj ciekawego robisz? – wyciągnęła ku niemu rękę z kubkiem białej kawy.

-Hej Maryjko – dzień, jak co dzień. Już marzec za pasem, więc musimy wyrobić normę kwartalną. Wstrzykujemy ile wlezie, żeby wskaźniki dla Najjaśniejszego osiągnęły zadowalający poziom – radośnie wytrajkotał i puścił do niej oko.

-Dzisiaj mam zmianę z Ekspedytem, więc nadrobimy wszystkie zaległości z ostatniego tygodnia, kiedy byli u nas stażyści z Purgatorium. – kontynuował i wziął łyk napoju. – Ależ smaczna kawa! Z takim kokosywym posmakiem. Moja ulubiona. A co tam słychać u Ciebie, w CKE?

-A szykuje się właśnie impreza integracyjna poziomu trzeciego i chciałam zapytać czy nie zechciałbyś z mną pojechać? Będziemy chodzić ciemną doliną i leżeć na zielonych pastwiskach. Planowane są również zadania grupowe i fiesta dwudniowa na zakończenie – co ty na to? – To pod koniec maja będzie, jak już wiosna zawita na dobre! – również puściła do niego oko i lekko się zarumieniła.

-No cóż, brzmi jak plan. Pod koniec maja akurat mam wolne weekendy, zatem nie przewiduję problemów czasoprzestrzennych w tym okresie. – Rzucił okiem na naścienną klepsydrę i kontynuował – Azaliż nie zajdzie Słońce jutro, a dam Ci opdowiedź jednoznaczną, żeby nie trzymać Cię w niepewności. Teraz jednak muszę już wracać do pracy, gdyż tiket otwarty zostawiłem i zmuszony jestem dotrzymać terminów. Miło było Cię obaczyć i dziękuję bardzo za niebywały napitek!

-Okej Drogi Kolego! Będę oczekiwać z niecierpliwością i również wracam do pracy, gdyż musimy umieścić daszbordy na kamiennych tablicach. Wszak jutro weekly i podsumowanie sprzedaży! Terminy gonią, a praca sama się nie zrobi, niestety! Trzeba się starać bo znowu mają być przeglądy kompetencji nim przyszły Księżyc nastanie! – uśmiechnęła się jeszcze raz i skinęła głową.

Rozstali się przeciągając wymianę spojrzeń i wrócili do swoich codziennych zadań.

W tak zwanym międzyczasie, który występował w tym miesjcu dosyć często, przeskoczyły trzy zęby koła rozrządu ciał, ale Homobonus, wspominając rozmowę ze znajomą zamyślił się i przeoczył ten drobny, acz brzemienny w skutkach szczegół. Systemy zabezpieczeń powinny wykryć taką pomyłkę, ale niestety, jako że oszczedności nakazały wykluczyć z wdrażania fazy testów omyłkowych, działania zostały, bez niezbędnej, w tym przypadku, weryfikacji, wykonane i zatwierdzone.

I cyk, duszyczka została wstrzyknięta trzy milmetrosekundy później na północ niż powinna. Niby żaden problem, bo w obrocie było około 8 miliardów dusz, a błąd na poziomie 1.25e-10, nie wydaje się zbyt wielki, ale patrząc z poziomu duszyczki co można jej powiedzieć? Jak to się dalej potoczyło? Duszyczka wypasiona, 48-bitowa, z multifunkcjonalnym przetwarzaniem niskopoziomowym z wyższej półki, z pozłacanymi stykami i chlodzeniem siedmiowymiarowym została wtłoczona do mizernego, embrionu niszczonego alkoholem, nikotyną i brakiem chęci życia jego matki.

Cóż można począć, kiedy jesteś tam gdzie nic nie można zrobić? Gdzie nicość spotyka się z pustką, a niemoc wzmacniana jest depresją samotności, ciemności i nieprzeniknionego zimna i mroku.

Serce bije tak mocno jak może, pompuje krew przez małe i kruche naczynia, ale nie ma żadnej nadziei, że rozwinie się istota, która sprosta problemom rzeczywistego świata. Ktoś kto mógł stworzyć wynalazki, które dotąd śniły się jedynie nielicznym, nie jest w stanie opanować odruchu poprawnego oddychania i przetwarzania pokarmu i bodźców.

1728 godzin ziemskich trwała walka dobra ze złem i jak w wielu podobnych przypadkach dobro wróciło do poziomu zera bezwględnego, dokładnie tam, gdzie czas pyta się sam siebie, po co zegar tyka, skoro nikogo to nie interesuje.

20 gramowe serce powiedziało dobranoc, po wykonaniu 17 milionów uderzeń, a mały mózg, nie mogąc zapanować nad niesfornymi organami, poddał się, nie dokonując żadnego cudu.

Czy była to słabość ciała? Przecież to ciało było wytypowane do zatrzymania tego co złe? A może duszyczka była niekompatybilna? A może zawiodła wiara, że to wszystko potoczy się tak jak planował Papet Majster? A może do problemów w rozwoju tego człowieka przyczyniła się katastrofa w Czernobylu, kiedy biedny embrion właśnie budził się do życia?

Tego niestety nie dowiemy się z tej historii, ale jedno jest pewne, że Adaś nie jest temu winien. Zrobił co mógł i odszedł w ciszy, spokoju i smutku, który pogrążył jego nieświadomą niczego rodzinę.

#1797 – artysta

Czy łatwo być artystą? Oczywiście. Do bycia artystą nie potrzeba nam w zasadzie niczego. Wystarczy człowiek i jego zaangażowanie. I już. Tyle.

Gorzej, jeśli chcesz być znanym artystą, ciągnącym za sobą falę lub nawet fale odbiorców. Wtedy może być trudniej, choć w dzisiejszych czasach, jest to, dzięki ogólnodostepnym środkom przekazu, łatwe technicznie i dostępne dla większości z tych, którzy chcą. Czy przez to jest łatwiej? A może trudniej, bo każdy może zaistnieć i ciężko wypłynąć na powierzchnię?

Na pocieszenie możemy powiedzieć, że najbardziej cenieni artyści, już nie żyją, a obecnie żyjący i tak za kilkadziesiąt lat będą jedynie historią, wzbogaconą o multimedialne przekazy i naśladowców.

#1796 – scenariusze

Dobrze mieć wiele scenariuszy w zanadrzu. Mogą żyć i rozwijać się w zakamarkach umysłu dostarczając emocji, ożywiających nasze nieustanne potrzeby i pragnienia. Mogą rozgałęziać się i kluczyć w meandrach równoległych światów wypełnionych wyimaginowanymi stworami. Bawią nas ucząc, uczą bawiąc, ale czy posuwamy się dzięki nim do przodu w naszej czterowymiarowej czeasoprzestrzeni ograniczonej naszym materialnym bytem?

Czasem trzeba wyjść z Matrixa i sprostać przeszkodom i bodźcom zewnętrznym kreującym naszą drugą nić – tę odbieraną przez nasze ciała i umysły. Nie jest łatwo ruszać przedmoiotami z użyciem fizyczności jeśli nasze myśli skupiają się jedynie na wewnętrznych potrzebach mogących zostać zaspokojone przez chemię i fizykę mózgu lub co gorsza, poprzez elektroniczne interfejsy wykorzytsujące, póki co nasze nieliczne zmysły. Wszystko się zmienia, za chwilę oprócz wzroku, słuchu, dotyku, będziemy stymulowani na poziomie fal mózgowych i dopiero wtedy okaże się, jak nasz prawdziwy świat może być nudny.

A on wcale nie jest nudny, ale wymaga wysiłku, zaangażowania i poświęcenia energii psychofizycznej na realizację marzeń poprzez doświadczanie trudności w ich zdobywaniu. A ta gra nie ma autosejwa, ani możliwości przywracania stanu, w większosci przypadków. Zegar tyka, realny czy nie, nie zatrzymamy go póki co, pora więc wykonać kolejny ruch w naszej partyjce, którą rozgrywamy głównie ze samym sobą.

#1796 – być innym?

Czy lepiej się wyróżniać czy lepiej wtopić się w tłum i kiwać w tę stronę co wszyscy?

To zależy. Zawsze ktoś kto jest inny, podobnie jak w japońskim przysłowiu: jak odstający gwóźdź, zostanie wbity, aby nie siał zamętu i wzburzenia. Bo jak już jest jeden, to zaraz pojawią się kolejne osoby, które postanowią wspierać wywrotowca i zmieniać rzeczywistość. A ludzie boją się zmian, bo będą mieli gorzej, już przez sam fakt, że inni będą mieli lepiej. Bo tamci dostaną coś za darmo, coś co im się przecież nie należy. Jak chcesz być inny to siedź w domu i nie obnażaj się ze swoimi głupimi poglądami.

No właśnie. Czy to jest sprawiedliwe? Dlaczego nie można myśleć inaczej? Dlaczego trzeba się słuchać, niczym w eksperymencie z małpami, prądem i bananami, wiedzy sprzed pokoleń i niczym nie uzasadnionych nakazów, które dawno się zdeaktalizowały …. Wszak zawsze można się powołać na tradycję, religię i dogmaty… A i naturę, która w sumie jest inna, jak się temu dobrze przyjrzeć.

A prawda?

A prawda leży gdzieś indziej. Pewnie bliżej środka, a na pewno nie jest po żadnej ze stron, bo przecież każdy myśli trochę inaczej, a na pewno inaczej wszystko odbiera i bierze do siebie.

Bądźmy zdrowi, szanujmy się i dbajmy o siebie wzajemnie, a wszystkim będzie lepiej.

#1795 – jak bardzo ci zależy?

Coraz częściej zadaję sobie pytanie – jak bardzo ci zależy na tym co robisz? Ile kawałka duszy za to oddasz i czy jak przyjdzie wróg, którym cię straszą zewsząd, staniesz do walki, by własną krwią, godnością i życiem bronić tego w co powinieneś wierzyć?

Bo przecież od dziecka nie uczą nas jak kochać każdego jakim jest (niby to powtarzają co niedziela, ale ….), tylko pokazują wszędzie jak można zadawać zło. Innym ludziom. Nam podobnym. Z którymi, chcąc, czy nie chcąc mamy najwięcej wspólnego na tej planecie. Ci są tacy, tamci są inni, jescze inni są źli bo się czymś tam wyróżniają. Albo cechami osobowości, albo wiarą w coś czego się nie da ani udowodnić, ani pomierzyć, poza dogmatami. Albo ilością posiadania dóbr materialnych, na które, tak czy inaczej zarobili chłopi, niewolnicy lub robotnicy sprzed pokoleń. Oni mają inny emblemat i już są wrogami. Nieważne jest w co wierzy jednostka, bo została ukształtowana na modłę…. A może jest tam w środku zagubiony człowiek? Szukający po prostu akceptacji, spokoju i przestrzeni do normalności?

Tylko komu tu wierzyć i ufać, jak na koniec i tak jest tak samo, tylko się inaczej nazywa.