#1090 – jak się podnieść na duchu?

Czasem się cieszysz, kiedy jesteś w stanie odnaleźć w sobie dziecko mające czas na zabawę i wiarę, że będzie zawsze dobrze. A później dzieje się coś co sprowadza cię na Ziemię. I może nie byłoby w tym nic złego, bo Ziemia, podobno, to miejsce bliskie rajowi, tylko jakoś tak nie zawsze i nie do końca.

I jak jest źle, to chciałoby się z tego marazmu wyleźć, nie robiąc przy tym nikomu, w tym sobie krzywdy. A często właśnie to jest najtrudniejsze – nie działać na swoją i innych niekorzyść. Jest to o tyle trudniejsze, że często nie wiadomo do końca co jest dobre, co złe, a co neutralne. Stanąć komuś na odcisk jest wyjątkowo łatwo, a klucząc między nogami innych można się potknąć i wybić sobie zęby. Dlatego czasem jest też pokusa by sobie siąść, włożyć głowę między kolana i zasnąć. I mieć święty spokój. Raz na zawsze.

Życie to nie film. Życie to nie bajka. Życie to raczej pseudo-interaktywna zabawka posiadająca sprzężone ze sobą elementy mające za zadanie pobudzać twoje receptory nerwowe w najmniej oczekiwany sposób, powodując przy tym spektrum odczuć negatywnych przemieszanych z pozytywnymi. Dzięki tej zmienności wielkości bodźców i czasów ich trwania badana jest twoja zdolność do adaptacji, reakcji oraz stymulacji działań zwrotnych.

Tylko ty jesteś w stanie nad sobą zapanować, bo jak nie ty to kto to zrobi?

Co ci się należy jak psu zupa? Co musisz zrobić bo to twój zasrany obowiązek, który sam na siebie wziąłeś?

A gdzie leży prawda? I jak to jest w rzeczywistości?

Chciałoby się rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady – tylko tam tyle śniegu, że człowiek by chyba umarł jakby miał odśnieżać…. I weź se tu dogódź.

#1089 – wiara

Jedną z ważniejszych rzeczy w życiu jest wiara.

Tylko nie chodzi tu o wiarę, że ktoś za nas coś zaplanował i niby wszystko jest ustalone i zorganizowane, a ty jesteś kukłą, która realizuje ten chytry plan.

W życiu chodzi o wiarę w siebie i w szczęście. I znowu tutaj nie chodzi o szczęście w sensie odczuwania satysfakcji i radości z życia (to jest raczej efektem końcowym naszych rozważań), a szczęście w wymiarze pojawiania się przypadków pomagających nam w mniejszym i większym stopniu zbiliżać się do naszych celów.

Wiara we własne siły, możliwości jest kluczowym elementem rozwoju i chęci do stawiania kolejnych kroków na ścieżce życia. Jeśli nie wierzysz, że dasz radę coś zrobić, będzie bardzo ciężko by to zrealizować, gdyż podświadomie będziesz działał tak, by spełnić swoje myśli – w tym przypadku negatywne.

Z drugiej strony wiara to nie wszystko. Możesz wierzyć i robić co możesz i mieć szczęście do pewnego momentu, a na samym końcu obecnego planu pojawi się coś, co go zniweczy. I wtedy jest ukłucie i poczucie goryczy. Każdy z nas to kiedyś przeżyje. I będzie go to bolało inaczej, na swój własny sposób. I każdy z nas będzie musiał to sobie jakoś solidnie i prawidłowo wytłumaczyć. I zapewne jednego wytłumaczenia nie będzie. Nie szukajmy wtedy winnych, a raczej pozbierajmy to co się da i ruszajmy dalej w podróż naszego życia. Bogatsi o kolejne, trudne, ale wartościowe doświadczenia.

Wtedy pozostaje nam wiara. Wiara w to co prawdziwe. Wiara, że odmieni się los i szczęście się do nas uśmiechnie.

Zatem jeśli ktoś mnie pyta czy jestem wierzący, śmiało odpowiadam: Tak, wierzący i praktykujący. … … … W siebie i w szczęście.

#1088 – kim jesteś?

Kiedyś pisałem, że warto grać w szachy (jakieś 461 odcinków temu) – #627 – Szachy . Życie trochę jest jak szachy. W różnych sytuacjach przyjmujesz funkcje różnych figur. Czasem jesteś Królem, czasem Hetmanem, Skoczkiem, Gońcem, Wieżą, czy po prostu Pionkiem. Wszystko zależy od sytuacji i funkcji jaką w niej masz przyjąć. Nie zawsze jesteś szefem, jak również nie zawsze jesteś popychadłem, wszystko zależy od kontekstu, czasu, miejsca i oczekiwań, które nakładasz sobie zarówno sam, jak i otoczenie. Każdy ma jakąś funkcję i już jeśli znalazłeś się w danym zdarzeniu, musisz zrozumieć co jest twoją rolą i jak ją najlepiej zrealizować. Być może jesteś tylko Pionkiem, ale gdy osiągniesz przeciwległą krawędź staniesz się Hetmanem?

Oczywiście życie nie jest takie proste i nie przypomina zwykłej partyjki. To raczej symultaniczny cykl wielu partii rozgrywających się w twojej głowie w każdej chwili. Zatem w jednej sytacji jesteś wielkim i chronionym Królem, a w innej walą cię po głowie niczym jakiegoś Konia 😉 .

Czy ktoś za tam wszystkim stoi? Wszak figury na planszy są poruszane mózgami Graczy, których z poziomu szachownicy nie widać. Cała gra odbywa się właśnie w ich umysłach i to dzięki nim w życie wdrażane są wszelkie posunięcia i walka!

A ponad tym wszystkim był Twórca gry. Nieznany i niezbadany Ktoś, kto czelność miał ustalić zasady, reguły i całą otoczkę tej zabawy.

Bo to wszystko to zabawa, gra mająca umilić nam czas i usystematyzować działania intelektualne w pewnych ramach pozwalających na bezkrwawą rywalizację.

I o to chodzi w życiu – mieć radochę i nie szkodzić innym.

Szkoda, że o tym zapomniano…

#1087 – myślenie i udawanie

Nóż się w kieszeni otwiera kiedy patrzy się na działania i myślenie ludzi. Znowu spychologia, zwalanie winy na innych, wykręcanie kota ogonem i odwracanie uwagi od rzeczy oczywistych, prostych i naturalnych. Już nawet nie chce się przytaczać przykładów, bo po prostu wystarczy wyjść na ulicę i popatrzeć na kierowców. Jeśli nie chce ci się nawet wychodzić to wystarczy uruchomić jakąś przeglądarkę i popatrzeć w dowolnie wybrany portal czy media społecznościowe (a może aspołecznościowe).

Tak owszem, można udawać, że się tego nie widzi lub odciąć się od tego tpu zachowań poprzez zaciągnięcie się do jakiejś organizacji, która może ci wyprać mózg i powiedzieć, że tylko tamci ONI robią źle. A my dobrze. I rób jak my to też będzie dobrze. I jest dobrze dopóki nie dostrzeżesz,  że powierzchnia pod którą wszystko się odbywa, to szambo.

I jak żyć?

Metod jest wiele i każda na swój sposób przyciągnie swoich wyznawców. Jedna z nich to homeopatia – trzeba tego szamba troszkę uszczknąć i łudzić się, że się uodpornimy na większą ilość.

Zagrożenia są dwa – jedno jest takie, że się od tego gówna uzależnisz i będziesz potrzebować więcej i więcej, a drugie takie, że ci to nie pomoże, a będziesz się łudzić, że kiedyś poprawa nastąpi i nie doczekasz się rezultatów, zamiast poszukać innej, własnej drogi. A pływanie w szambie, podobnie jak chodzenie po bagnach, wciąga niesamowicie.

#1086 – rozglądasz się?

Gdzieś mi umknęły blisko dwa lata.

A to pandemia, zmiana modelu pracy, a to kłopoty zdrowotne i osobiste.

A to problemy rodzinne związane z chorobami a także śmiercią bliskich osób.

A to pobliska wojna, która otworzyła oczy na to co daleko i na to co tuż za miedzą.

A to szkoła i nowe wyzwania.

A to znowu zwykła rzeczywistość.

A to konieczność zmierzenia się z własnymi demonami.

Świat się zmienia w tempie, które z poziomu kolejnych 24h ciężko zauważyć, ale jeśli spojrzeć kilka czy kilkanaście miesięcy za siebie to okazuje się, że jednak wiele szczegółów pojawiło się, inne zmieniły miejsce, a jeszcze innych w ogóle już nie ma lub co gorsza, są nieistotne.

Niby to wszystko jest wiadome, wszystko można wiedzieć i łączyć punkty każdego dnia, a jednak koło fortuny toczy się gdzieś za oknem. Czas przemija, a my w nim płyniemy gdzieś w poprzek, ni to z prądem, ni to pod prąd, a zawirowania rzeczywistości sprawiają, że nagle pojawiają się wątki, których nie zauważaliśmy, a były tuż pod nosem. Zatrzymać się nie można, bo okaże się, że odjedzie peron, a my zostaniemy w polu jak Himilsbach z angielskim i nawet nie będziemy mieli mieć do kogo pretensji, że „znowu w zyciu mi nie wyszło”.

No nic to – jeszcze wiele wyzwań przed nami i trzeba rozglądać się uważnie by skręcić w odpowiednim momencie, by nie wypaść z trasy.

Dobrze, że ja odbywam tę podróż w dobrym towrzystwie, czego i wam życzę!

PS. Dzisiaj poprosiłem sztuczną inteligencję (CHAT AI – https://chat.openai.com/chat) aby napisała mi wiersz o życiu.

Oto co otrzymałem:

Życie jest jak rzeka płynąca,
Pełne wzlotów i upadków,
Lecz mimo wszystko warto żyć,
Bo to co daje, jest niezwykłe.

To droga pełna wyborów,
Niektóre łatwe, inne trudne,
Lecz każdy krok nas prowadzi,
Do miejsc, w których czujemy radość.

Nie bójmy się zmian i wyzwań,
Bo życie to nieustanna podróż,
I choć czasem może być ciężko,
To zawsze warto iść naprzód.


Judgement Day is comming soon 😉

#1085 – rozmowa ze św.Irem

Gospodarz [G]: Dzień dobry Irze. Gorąca prośba byś w kilku słowach przedstawił się słuchaczom oraz czytelnikom, gdyż skrypt z naszej rozmowy ukaże się na łamach najmniej poczytnego blożka, „O zielonej stronie życia”, z którego dochody, a właściwie straty, nie są przeznaczane na żaden cel.

Ir [I]: Sława! Drodzy słuchacze i czytelnicy. Jestem Ir, po prostu Ir. Dla niektórych Świetny Ir, a dla bliższych znajomych po prostu Świr. Możecie w zasadzie używać którego kolwiek z tych określeń, bo nie ma to w zasadzie większego znaczenia. Czym się zajmuję? Cóż, głównie życiem. Jako dziecko byłem mały i podobno mądry. Jak większość dzieci. Ciekawy świata i pełen wiary, że to będzie zajebista przygoda! Później poszedłem do szkoły, co już przestało być zabawne i rodziło we mnie pierwsze pytania w stylu: „kto to wszystko tak spi… ?”. A następnie już było z górki: nieudane przyjaźnie, pierwsze pasje ukazujące mój słomiany zapał i zazwyczaj chęć robienia czegoś, do czego się nie nadaję, pierwsze zatrudnienie ukazujące wyzysk bliźniego przeciwnie niż siebie samego, kolejne studia pozwalające na gromadzenie w pocie czoła kwitów, równie niezbędnych co nieprzydarnych (co w zasadzie w pełni uzasadnia chęć ich gromadzenia – na wszelki wypadek), praca w młodym dynamicznym i ciągle zmieniającym się zespole. Jak sięgnę pamięcią, ta dynamika objawiała się głównie Wizją strachu przed zwolnieniem i Misją przetrwania w organizacji oraz Celem wyższym, którym było szukanie Wyższego Celu życiowgo. I póki co ten cel pozostał.

[G]: Czyli Twoim celem nadrzędnym jest szukanie Celu?

[I]: Jak się temu baczniej i dokładniej przyjrzeć, to tak właśnie jest. Szukam, wydaje mi się wielopoziomowo i w różnych kierunkach, ale jednocześnie trzymają mnie pewne więzy, można powiedzieć zawiasy mentalne i materialne, kanalizujące te poszukiwania jedynie w ograniczonych obszarach. A czas mija. Zegar tyka i powoduje to z jednej strony erozję pierwotnej Misji, Wizji i trwałości stopni swobody, ale z drugiej strony strach przenosi się w inne obszary powodując narastanie pytań: co to będzie? czy będzie? jak będzie?

I tak idę, nie idę, biegnę, myśląc co zrobić, żeby się nie narobić nieefektywnie, osiągając przy tym wymierne korzyści materialne i duchowe. Od tego wszak przyjąłem moje imię: Ir: w języku królów Hiszpańskich znaczy właśnie Iść. W tym świecie jest wiele przypadków, ale jednocześnie nie ma na nie miejsca, zatem każdy szczegół może mieć znaczenie, ale jednocześnie większość z tych detali żadnego wpływu na całokształt nie ma.

Więzy ograniczające osłabiają się, podobnie jak więzadła krzyżowe, jak siatkówka w oku i jak kości długie – wcześniej czy później puszczą pod naciskiem długotrwałych lub zmiennych bodźców zewnętrznych, pytanie czy ich zerwanie spowoduje realną możliwość wykorzystania pojawiajacych się szans, widocznych obecnie jedynie z daleka, z perspektywy wykreowanej przez osoby trzecie patrzące przez pryzmat własnych doświadczeń oraz portale wypaczające widok rzeczywistości, jak krzywe zwierciadła? Czy kierując się do punktu B wystarczy nam paliwa by tam dotrzeć, skoro nie wiemy czy po drodze są stacje paliw umożliwiające dotankowanie naszego pojazdu?

Życie jest proste. Życie zaczyna się i kończy. Wszystko pomiędzy jest drogą, po której idziemy. Czasem trzeba się zatrzymać, by odpocząć, czasem można podbiec i mieć z tego radochę. Czasem się przewrócisz, czasem zabłądzisz lub wejdziesz w ślepy zaułek.

[G]: Czyli co – nie należy mieć celu w życiu?

[I]: Ha, ha – i tak i nie, jak mawia kot Schrodingera, z którym siedziałem w jednym pudle, kiedy jeszcze żył: „To zależy od kontekstu! Miau!”. W życiu nie chodzi o to by mieć jeden cel – cel podstawowy życia jest prosty: robić co możesz by przeżyć. Oddychać, jeść, wydalać. Jak jest możliwość, to się trochę pokochać. Jak u zwierząt. Ale wymknęło się to spod kontroli w pewnym momencie, gdyż niektórym wydawało się, że to bez sensu. I zaczęli szukać drugiego dna. Zhackowali system i umożliwili instalację wyższych warstw aplikacji, które trzeba wciąż klikać i coś w nich robić. Coś dodatkowego, gdyż to co automatyzuje czynności pierwotne powoduje jednocześnie wymóg spełniania poprzednich warstw w sposób jawny bądź ukryty. Jednocześnie przy tym majstrowaniu zniknął gdzieś zdrowy rozsądek, umiar i duża część empatii społeczeństwa. I już.

A prywatnie? Jeśli jesteś kimś takim jak ja – musisz mieć wiele celów, do których możesz dążyć w danym czasie. Jedne zdobywasz, cieszysz się nimi i wyznaczasz kolejne. Do innych nigdy nie zdołasz dotrzeć, bo w danych okolicznościach to po prostu niemożliwe. Ale praktyka pokazuje, że czasem to co niemożliwe, po kilku latach staje się jednak rzeczywistością i ten nieosiągalny cel jest dzisiaj twoim udziałem. Ważne by być z kimś kto cię rozumie i możecie być dla siebie wsparciem, bo nie zawsze jest trawiasto zielono. Czasem zieleń życia wpada w odcień zgnilizny, a czasem żółtej spalonej trawy. Razem możemy więcej i efekt synergii jest tego niezaprzeczalnym dowodem.

Podsumowując, zawsze powtarzam sobie taką mantrę:

Celów jest wiele i możesz mieć ich tyle ile chcesz, a także możesz je odłożyć na półkę i wrócić do nich kiedyś. Albo nie wrócić jak nie chcesz. W zasadzie możesz robić to co chcesz tylko pamiętaj o odpowiedzialności i konsekwencjach. Tensegracja oprócz synergii to kolejne słowo, które bardzo przydaje się w życiu. Ciągniesz tu, ucieka tam, najsłabsze ogniwo jest najważniejsze! Musisz wiedzieć gdzie jest i o nie dbać.

[G]: Zrobiło nam się filozoficznie i jakoś tak dziwnie zarazem. Niestety kończy nam się czas, gdyż reklam pora i musimy wychwalać zalety niepotrzebnych specyfików. Ostatnie słowa w dzisiejszej rozmowie?

[I]: Cóż. Każdy jest inny pomimo, ze jesteśmy prawie tacy sami. Często o tym zapominamy i chcemy, żeby ktoś nam powiedział co i jak robić. I on nam mówi. I my tak robimy. I rezultat jest inny od zamierzonego. Dlaczego? Bo gdzieś był głuchy telefon wypaczający sens lub znaczenie słów. Kod. Odczucia. Jednostki miary. I to coś co nas różni, nawet jeśli jesteśmy wzajemną częścią siebie.

Bywajcie! I do zobaczenia!

#1084 – czy będzie odpowiedź?

Czy znajdę kiedykolwiek odpowiedź na pytanie po co to wszystko?

Nie.

Możnaby na tym zakończyć ten wywód, ale ta odpowiedź ukazuje nam nowe możliwości. Skoro i tak nie dowiem się po co to jest, to mogę spokojnie zająć się sprawami, które sprawią mi radochę. Niestety nie zawsze jest kolorowo i często trzeba skakać nad kłodami rzucanymi przez życie, ale przez to jest ciekawie! Tyle się dzieje dookoła i tyle fajnych uczę się każdego dnia!

Niektórzy oczywiście śmieją się z tego, twierdząc, że pora na uniwersytet III wieku, ale z drugiej strony – lepiej siąść i czekać? Na co czekać? Na starość, choroby i niedołężność?

Jedyny sposób na życie to ciągły ruch, nauka, ciekawość i radość.

I to byłoby na tyle!

Bądź gotów na kolejny dzień!

#1083 – powoli do przodu

Każdy dzień jest inny. A to zalejesz się kawą, a to ci coś pyknie w plecach, a to ci się siatkówka odklei. Nie ma się czego bać i nie należy się kryć przed dobrem, które czeka by cię dopaść! Oczywiście Złego nie należy prowokować, bo w końcu nerwy mu puszczą i uderzy ze zdwojoną siłą, niczym naciągnięta sprężyna!

Przestań robić to co ci szkodzi, a zajmij się raczej tym co prowadzi cię do spełnienia marzeń. Tych wielkich i tych małych, Marzeń dnia codziennego, które składają się na Szczęście jakie odczuwasz każdego dnia.

Największym wyzwaniem w życiu jest porzucanie złych nawyków – bo nawyki mają to do siebie, że stwarzają poczucie obowiązku i wrażenie, że bez nich świat się zawali. A oczywiście tak się nie stanie. Nawet jakbyś przestał wciskać guzik rozbrajający bombę i ta bomba by wybuchła, to nie zniszczy to całego świata. Może jakąś jego część tak, w tym ciebie i wszystkich ludzi na świecie, ale cóż – wszechświat i natura doskonale sobie bez tego balastu poradzą.

Zazwyczaj jednak nie ma to aż takiego wpływu na nas. Porzucanie złych nawyków zazwyczaj wpłynie pozytywnie, w ogólnym rozliczeniu, choć na początku może powodować dyskomfort fizyczny i psychiczny oraz poczucie pustki i braku sensu wżyciu. Jeśli tak masz – zasięgnij porady specjalistów, oni mają swoje sposoby, by przekazać ci wiedzę jak sobie z tym radzić. A co z tą wiedzą zrobisz i jak pokierujesz swoim życiem – to już twoja prywatna sprawa.

Jest tyle rzeczy do zrobienia, tyle książek do przeczytania, tyle miejsc do zobaczenia, tyle rozmów do przeprowadzenia, że nie można martwić się za bardzo ciężarem, który codziennie dźwigamy. Rób co uważasz za stosowne, ale zastanów się po co to robisz i jak to wpływa na najbliższe otoczenie – czemu to służy? Jak zadbasz o to, mozesz myśleć bardziej gobalnie, ale nie daj się nikomu wędzić w poczucie winy i odpowiedzialności za to co robisz każdego dnia. Jaki wpływ na świat ma to czy wyrzucisz paragon do papierowych śmieci, gdy tony rakiet bojowych spadają każdego dnia w różnych miejscach globu, mordując setki ludzi? 

Gdzie tu sens i gdzie logika?

Ano sens jest taki, że to co robisz – robisz głównie da siebie, ale jednocześnie jesteś składnikiem większej machiny, której działanie wspierasz lub hamujesz, każdego dnia!!!

#1082 – wydarzenia, które spisał dr Atewka po spotkaniu ze smokiem Obi-Bokiem

Pamiętacie historie opisujące czasy gdy ziemie pustoszył smok ludojad? Czy walka ze smokiem była trudna? Niebawem dowiecie się szczegółów tej opowieści. Z pierwszej ręki!

Ano były to ciężkie czasy i nikt nie wierzył w optymistyczny rozwój sytuacji. Jak zapewne wiecie smok, był niemal wszechmocny, siał postrach, grozę i zniszczenie w okolicy, a wieści o jego czynach rozeszły się na całe księstwo i daleko poza jego granice.

Do grodu Lubla zaczęli zjeżdżać woje z różnych stron świata, a każdy z nich miał wizję i chęć by pokonać potwora wysłanego ponoć przez samego Welesa, który chciał tym samym ukarać ludzi za pychę i nie dotrzymywanie umów z Bogami. Ludzie jak to ludzie – różne głupoty wygadywali, a wieszcze i trubadurzy snuli pieśni i opowieści, które zmieniały swą treść z godziny na godzinę, w miarę jak wszyscy spożywali coraz więcej piwa i miodu.

Wiele smoków żyło w tych czasach na lądach i w morzach, ale z reguły, jako stworzenia rozumne trzymały się z dala od osad i grodów, bo wiedziały, że niechybnie czeka je śmierć z ręki człowieka. Ta bestia była inna – nieustraszona, mściwa i groźna niczym lipcowa burza! Raz zasmakowawszy ludzkiego mięsa, pokochała ten aromat nad wszystko co do tej pory spotkała i nie mogła się bez tego obyć. Z każdym tygodniem pragnęła więcej i więcej, a w miarę nastawania głodu – nic poza myślą o kolejnej ofierze nie była w stanie dotrzeć do jej mózgu.

Z każdym dniem strach był coraz większy. Ginęli ludzie, ginęły zwierzęta i ginęli obrońcy, którzy mieli rozprawić się z bestyją. Nadeszła cotygodniowa narada. Po zażyciu ducha mocy, straszyzna omawiała kolejne zgony i zniszczenia, bo przecie poza mordowaniem smok puszczał z dymem to i owo. Tym razem podsumowanie było najgorsze z ostatnich 4 księżyców: 8 dziewek, 3 parobków, 3 wojów i 2 sioła. Siedzieli dyskutowali, spacerowali i dumali, nie mieli żadnych pomysłów. Nagle strażnicy wprowadzili gościa. Jak się okazało, posłańca z odległego grodu. Kim była ta osobistość? To dr Atewka, który wiele wiosen temu, jako mały chlopiec pokonał smoka ludojada faszerowanym siarką baranem! Zatem nadzieja wróciła do serc i głów Rady grodzkiej!

Przemyślenia i plany, które snuto nadałyby się to zgładzenia całego stada smoków, ale każde z nich miało jakiś element, którego brakowało do wykorzystania w tym przypadku. A to nie było katapulty, a to wody w Bystrzycy było zbyt mało by smok od niej pękł, a to brakowało małej jaskini, do której można by gada zagonić, unieruchomić i zagłodzić. Kolejny z nich miał szansę powodzenia, wymagał jednak użycia sprowadzonego z dalekiego Wschodu specjalnego proszku, dodatkowo siarki i węgla drzewnego. Składniki były przygotowane – Dr Atewka przywiózł wszystko ze sobą i niczym rączy strumyk przystąpił do dalszych, konkretnych działań!

Minęły tak kolejne dwa tygonie i kolejne dwie ofiary – Wanda, dobra kapłanka oraz Wit, wój nad woje, napadnięci przez ukrytego stwora, gdy byli na spacerze w Starym Gaju. Jednak dzięki temu zdarzeniu wywiadowcy ustalili, że właśnie tam gadzina ma nocną kryjówkę i tam wybrano miejsce zasadzki.

Tego jeszcze nie wiecie – Dr Atewka spędził w dalekiej Japonii 6 zim, gdzie dotarł w poszukiwaniu wiedzy oraz informacji o zwyczajach i sposobach radzenia sobie ze smokami. Gatunek, z którym tutaj miał do czynienia – w odległym kraju nazywany był Obi-Yoko (gdyż na boku miał jaskrawy pomarańczowy pas), ale z uwagi na to, że ten był nasz, krajowy, postanowiono drugi człon nazwy zmienić na rodzimy, Słowiański. Stąd zostało już tak: Smok Obi-Bok.

Plan realizacji działań już był gotowy. Podjęto zatem szybkie jak jaskółka przed burzą działania mające na celu wdrożenie go w życie. Biały kozioł oparty na winorośli nafaszerowany przygotowaną mieszaniną stanął tuż przed świtem na polance w Starym Gaju. Zwiadowcy obserwowali z oddali co stanie się kiedy poczwara zauważy przynętę.

I stało się w końcu! Bestyja przyczłapała zbliżyła pysk do nieruchomej ofiary i delikatnie, by nie przysmalić za bardzo, zionęła płomykiem w jej stronę.

BUUUM!!! Rozległo się w lesie, a zwiadowcy widzieli, jak smocza głowa zniknęła w czarnym obłoku dymu. Cielsko opadło na polanę i po kilku drgawkach znieruchomiało.

Ten koszmar się skończył. Ale wtedy jeszcze ludzie nie wiedzieli, że smocza zbiorcza świadomość już wie, że ten fortel nie uda się już nigdy więcej!

Nastał krótki okres spokoju i radości. Wszyscy tańczyli, weselili się, miód i wino pili, ale już niedługo miały nastąpić kolejne ciekawe przypadki. A wiadomo, że jak coś jest ciekawe, to nie zawsze jest dobre…

#1081 – kolejny krok

Każdy krok wymaga włożenia pewnej energii. W czasie tego kroku dobrze wiedzieć jaki będzie następny, gdyż jeśli zaczniemy go robić dopiero po zakończeniu poprzedniego, wiele rzeczy będziemy musieli wykonywać od początku. Planujmy zatem krótkoterminowo dokładnie, a plany dlugofalowe zostawmy tam gdzie są niebędne. Dobrze jednak wiedzieć dokąd zmierzamy w bliskiej przyszłości, która już zaraz ma być naszą teraźniejszością, wtedy lepiej wykorzystamy potencjał, którym dzisiaj dysponujemy.

Na jak długo ten plan trzeba mieć?

Jak zwykle – to zależy. Czasem na kolejny krok, czasem na kilka godzin lub na kolejne 24h, czasem na kilka lat. Wszystko zależy od kontekstu i od tego pod jakim kątem patrzymy na dane zagadnienie.

Bądźmy czujni i róbmy to co trzeba, a odpowiednie rezultaty pojawią się na pewno!