#1010 – jak mucha w smole – cz. 3

Pomalutku do przodu. Jak mucha w smole. Z ciężkimi myślami, wielkim oporem oraz dodatkowym brzemieniem sytuacji, na który ma się znikomy wpływ. Niby można wszystko co się chce, można rzucić to w diabły i zacząć robić coś co się kocha, tylko sęk w tym, że za coś trzeba żyć, tu i teraz, a na wdrażanie nowych planów trzeba czasu i pieniędzy. Kółko się więc zamyka i kręci, a my w nim tuptamy sami nie wiedząc czy my je napędzamy, czy ono nas.

Od pierwszego do pierwszego, od poniedziałku do piątku, a potem do niedzieli… Niby każdy jest kowalem własnego losu, trzeba się było uczyć, mieć pasje, plany, pracować i nie obijać się, poznawać obce języki i technologie, czytać książki i interesować się światem i ludźmi….

Zaraz zaraz, przecież to wszystko zostało zrobione. To wszystko zostało zrealizowane, to wszysko zostało wykonane, a dalsze akcje dzieją się właśnie teraz…. Więc co zawiodło? Zbyt wielkie oczekiwania? Zbyt mała asertywność? Brak dojrzałości, odpowiedzialności, czy po prostu brak chęci zrobienia „kAriery” przez wielkie „A”?

Jest dobrze, a nawet lepiej niż można sobie wyobrazić, kolejne poziomy zostaną zamknięte już w tym tygodniu a zapowiada się, że następne pojawią się już zaraz.

Zatem nie ma co psioczyć, trza brać co jest i korzystać z tego na maksa, bo jak praktyka pokazała – lepiej to już było. Zatem idąc tym tropem, można wyciągnąć wniosek, że to co najlepsze, dzieje się właśnie teraz. Korzystajmy zatem na całego! Hulaj dusza, piekła nie ma.

C.N.U.

#1009 – kropla drąży skałę

Cisza, spokój, bezruch – urlop. Taaaa, nie ma czasu taczki załadować, pakowanie, stres związany z podróżą, akomodacja, aklimatyzacja, administracja, logistyka, obawy przed strajkami i takie tam przyziemne sprawy.

Dobrze, że jedziemy do rodziny, a rodzina zajmie się pozostawionym przybytkiem, zatem nie ma się czym martwić, ani czego obawiać…

Ale się okazuje, że wracają wspomnienia, te mile i wspaniałe i te straszne, uświadamiające jak kruche jest nasze istnienie i jak niedoskonałymi istotami jesteśmy. Pojawiają się pytania: gdzie jest sprawiedliwość na tym świecie? czy po równo to znaczy sprawiedliwie? czy można i trzeba odpowiadać za decyzje swoich bliskich? czy trzeba dzielić się swoimi porażkami? czy lepiej obwiniać za stan rzeczy siebie czy innych?

Te pytania nasuwają się same podczas codziennych zajęć. Te pytania powodują konieczność przemyślenia po raz kolejny swojego postępowania i zaplanowania kolejnych działań, pomimo tego, że w zasadzie na wiele rzeczy nie mamy wpływu, a chodzi tylko o to jaki mamy stosunek i odczucia do informacji, które posiadamy. Piekło może wydawać się niebem a niebo piekłem,w zależności od okoliczności. To co masz poza sobą wywiera ślad na tym kim jesteś teraz i kim będziesz w przyszłości, ale ty decydujesz jak to się potoczy i jak się w tym odnajdziesz. Nie działaj pochoponie i nie reaguj za szybko na pojawiające się niespodziewane okoliczności. Czasem metoda: działaj natychmiast, jest zawodna i pośpiech jest złym doradcą. Czasem trzeba poczekać, pomyśleć, rozważyć to i owo i po prostu odpuścić.

Pomalutku, powolutku, do krainy krasnoludków. Po kolei wszystko się ułoży, tak jak powinno być. Czasem lepiej, czasem gorzej. Czasem powinieneś zacisnąć zęby i sięgnąć nieba bram, a czasem po prostu iść na skróty po linii najmniejszego oporu. Jak woda…. W końcu optymalna droga się ukaże. Wystarczy poczekać kika chwil, miesięcy, może kilkadziesiąt lat. Pytanie czy jest na to czas?

#1008- kolejna lekcja

Pisałem już o egzaminach, o konieczności znajomości zasad, kryteriów i satysfakcji zdania egzaminu.

Czasem zdarza się tak, że idziesz na egzamin i dostajesz informację zwrotną,  że jeszcze brakuje do osiągnięcia danego poziomu czy kwalifikacji na dany etap.

Pytanie czy jest to sprawiedliwe, czy jest to adekwatne do oczekiwań i praktycznego uzasdnienia egzaminu? Pytanie jak do egzaminu podchodzi zdający, jak postrzegany jest egzaminator? Jaka jest jego rola, funkcja i efekt edukacyjny samego egzaminu?

Moim zdaniem (i mam nadzieję nie tylko moim) egzamin powinien być najważniejszą lekcją przed osiągnięciem kolejnego etapu zdolności. Każdy z nas, ludzi popełnia błędy, a egzamin, poza tym, że je wykryje, powinien je korygować i wzmacniać poprawne zachowania, tak by przy egzaminie końcowym – stanowić jedynie potwierdzenie zdobytych umiejętności.

Do egzaminu – uczeń powinien podchodzić z taką pewnością, jak do każdego codziennego elementu życia, nie z nadzieją, że się przyślizgnie, a z pewnością, że każdy kolejny krok prowadzi do wejścia na kolejny stpień schodów życia.

Czasem zatem lekcja powinna być egzaminem, a egzamin lekcją, tak by minimalizować stres ucznia i podnosić jego pewność siebie. Nauczyciel i/lub egzaminator nie powinien wzbudzać negatywnych emocji a powodować i wywoływać te dobre uczucia euforii, endorfiny, serotoniny, dopaminy. Egzamin powinien być nagrodą, a nie karą….

Czy czujesz tę różnicę?

Czy jesteś w stanie pojąć czym pownien być końcowy egzamin?

Powinien być nagrodą za Twoją pracę, a nie szansą na oszukanie egzaminatora.

#1007 – wyjść z pudełka

Chyba już pora wyjść z pudełka naszych ograniczeń.

Fakt faktem, są granice, których nie pokonamy i bariery nie do przejścia przy obecnym stanie wiedzy i stanie psychofizyczno-kulturowo-polityczno-technologicznym, ale pudełko w którym tkwimy jest daleko mniejsze. Jest to tylko mały wycinek tego co jesteśmy w stanie osiągnąć. Jeśli chcesz być gdzieś gdzie niż jesteś obecnie lub chcesz osiągać rezultaty, które są daleko od twego obecnego stanu, po prostu musisz działać tak, by je osiągnąć, nawet jeśli to jest trudne. Pytanie jest jak zwykle banalne – jak bardzo chcesz to zdobyć i przede wszystkim – co chcesz osiągnąć?

Później już z górki – czy jest to warte poświęceń, pracy i być może niesmaku po dokonaniu tego wszystkiego? Tak niesmaku – bo być może nie spodoba się to tobie, albo innym? Czasem działania, które prowadzą do celu mogą spowodować wyrzuty sumienia, kwestionowanie ich zasadności, a to co osiągnąłeś nie jest wcale tym czym zdawało się być na początku? Pamiętasz o króliczku? Jak go złapiesz, przestaje być taki atrakcyjny, a najważniejsze jest po prostu gonienie za nim….

Dlatego warto mieć w życiu wiele celów, gonić je, dążyć za nimi i cieszyć się każdym dniem, bo naprawdę jest czym.

A to, że inni kradną? Cóż to zależy…. Może tak po prostu zostali wychowani?

#1006 – bądź swoim przyjacielem

Kto cię zna lepiej niż Ty sam? Pewnie są takie jednostki, które przejrzały Cię na wylot i nawet wtedy, kiedy próbujesz oszukać sam siebie, wiedzą co kryje się w twym umyśle zanim sam sobie to uświadomisz.

Ale okrutna prawda jest taka, że musisz zaufać sobie na tyle, by zaakceptować się takiego jakim jesteś tu i teraz, w oderwaniu od ideałów i pragnień bycia Kimś, przez wielkie K. Musisz spojrzeć na siebie obiektywnie – być może przez pryzmat lustra i odbicia siebie w najbliższych. Jesteś jaki jesteś i powinieneś zostać swoim najlepszym przyjacielem, pomóc sobie ocenić stan faktyczny i sposób dalszego możliwego rozwoju, nawet wtedy, kiedy jest pod górkę, a może właśnie najbardziej w takiej chwili. Może się zdarzyć (oby nie), że zostaniesz na świecie sam jeden (no może nie jeden w sensie porzucenia przez bliskich na pastwę), być może znajdziesz się w sytuacji, gdzie większość czasu będziesz spędzał sam…. Cóż tak często wygląda starość (patrząc po najbliższym otoczeniu) – i nie powinno to być dla Ciebie czymś strasznym – powinieneś czuć się dobrze w swoim towarzystwie i móc sobie spojrzeć w twarz z uśmiechem i wspomnieniami dobrych chwil. Najwspanialsze bowiem chwile zazwyczaj spędzamy z ukochanymi, z bliskimi, z przyjaciółmi, ale gorzka prawda jest taka, że ktoś odchodzi pierwszy, a ktoś zostaje sam… Dlatego ważne jest by żyć tu i teraz tak, by zawsze czuć się ze sobą na tyle dobrze, żeby doceniać każdy kolejny dzień jako dar od wszechświata.

Zastanów się czy jesteś ekologiczny… I nie mówię tu tylko o śladzie węglowym, czy ilości wyprodukowanych odpadów, dodatkowo niekoniecznie posegregowanych. Chodzi raczej o to ile dobra wypłynęło od Ciebie do ludzi i świata, wiedzy doświadczenia, dobra i człowieczeństwa. Bo to o to chodzi – o to czy jesteś kimś kto po prostu był człowiekiem myślącym i przydatnym dla  świata, czy po prostu pasożytem. Nie trzeba być geniuszem, nie trzeba budować rakiet, czasem wystarczy pokazać innym jak żyć by nie szkodzić. I o to się rozchodzi. I oczywiście o radość z życia i szczęście pomimo wszystko! Popełniamy wiele błędów, na nich przecież się uczymy, ale dzięki ich detekcji możemy korygować swoje dalze życie, tak, by sprawiać radość sobie i innym.

#1005 – jakie to ma znaczenie?

Po co te nerwy? Jakie to będzie miało znaczenie za 5 lat? Czy w ogóle ktoś będzie o tym pamiętał? Często pewne sprawy wyolbrzymiamy za bardzo, za bardzo też bierzemy wszystko do siebie. Nie wiem jak wy, ale na pewno ja tak robię.

I im więcej mam lat tym bardziej to widze (i bardzo się z tego cieszę). Bo pomijając fakt, że facet rozwija się do 4 roku życia, a później tylko rośnie i zmienia zabawki na większe, to jednak doświadczenie, przemyślenia oraz spowalnianie reakcji i lenistwo mogą przyczynić się do spojrzenia na codzienne sprawy – te ważne i te błahe, z odpowiedniego dystansu.

Po co wyciągać pochopne wnioski i męczyć układ nerwowy niezliczoną ilością różnych scenariuszy, z których znaczna większość się nie zmaterializuje?

Tylko z drugiej strony nie odpuszczaj wszystkiego, wszak ważne jest, żeby można było sprawdzić za te 5 lat czy jednak miało to znaczenie. Licho nie śpi, bo po prostu nie może sobie na to pozwolić.

#1004 – to zależy

Masz pytanie? To masz odpowiedź pasującą na 99%. Wszystko zależy od czegoś, to czy chcemy się nadal doskonalić, czy chcemy kupić tańszy produkt, czy zależy nam na jakości.

Czy będziesz zadowolony? Czy to jest to czego oczekujesz? Czy to już wystarczy?

Zanim zaczniesz coś mówić – zbadaj również kontekst, bo może się zdarzyć, że odpowiedź „to zależy” może Ci bardziej zaszkodzić niż pomóc. Bo użycie jej zależy od kilku czynników.

Co nie zrobisz i tak wyjdzie, że babka wróżyła na dwoje, a nawet najstarsi Górale powiedzą, że mogło być zupełnie inaczej.

Zupełnie jak w tej przypowieści o koniu.

#1003- brak zaufania

Tak sobie myślę…. Że bardzo wkurza mnie pewność siebie innych i brak zaufania do tego co sobą reprezentują. I ma to w sumie dwustronny impakt (skutek).

Bo są tacy, co to wszelakie rozumy pozjadali czytając ołnet czy inne portale i mają kilka lat doświadczenia w czymśtam i twierdzą,  że wiedzą wszystko i po 15 minutach analizy wiedzą co, jak i w jaki sposób zrealizować, a są tacy, co po wielu latach studiów, prób i błędów, praktycznych realizacji swych pomysłów, dalej uważają, że temat jest dopiero dotknięty i wymaga dogłębnej analizy.

Komu z nich zaufać? Jak się do tego odnieść? Jak móc zrealizować siebie i przekazać pasję potomnym?

Bardzo dobrze, że jako pojedynczy ludzie na bardzo mało rzeczy mamy wpływ i nawet jak jeden czy drugi coś tam gada i przy tym nos mu rośnie, to zazwyczaj stoi za tym większa grupa ludzi. Wyżej wała się nie podskoczy i jak to mistrz mitrza Shifu w Kung Fu Pandzie powiedział – na niewiele rzeczy mamy wpływ i najważniejsze to zaakceptować i zrozumieć jak najszybciej to co ma nastąpić. Bo do tego należy się odpowiednio przygotować i nie być zaskoczonyn właśnie w takim momencie. Najważniejsze jest zaufanie do samego siebie. I do swoich możliwości.

#1002 – gdyby mi się chciało

Tak klikam i czytam różne artykuły na różnych stronach, portalach, blogach, grupach i im więcej czytam tym mniej mi się chce.

Wszystko jest proste, aby osiągnąć „sukces” trzeba tylko zap…alać, a marzenia się spełnią bo możesz wszystko.

Niestety nie. Musisz pracować, nie marudzić i zakasać rękawy oraz podwinąć nogawki. Brodząc w wywalonym szambie i szukając rozwiązań nie swoich problemów a także sprawiając wrażenie, że to wszystko jest tak zajebiste jak wycieczka szkolna do skansenu pod Kielcami. Odbijanie spraw, generowanie kolejnych zapytań o rzeczy nieistotne i nie mające przelożenia na realne życie.

Tylko czym jest realne życie? Pracą w korpo? Pasją? Spaniem? Jedzeniem i wydalaniem? A może czytaniem książek czy oglądaniem seriali?

Sukcesem jest płacenie kredytu przez 30 lat? Czy sukcesem jest ładowanie innych w ciula?

A może sukcesem jest to, że jeszcze żyję i w miarę się taczam?

To zależy – jedni lubią mieć drogie auta i jeździć nimi po pijaku, inni wolą stać pod sklepem i pić wino czy piwo, a jeszcze inni mają na wszystko wywalone.

Gdybym tylko wiedział czego chcę i żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce….

#1001 – zawodność pamięci

Pamięć może zawieść. Zarówno ta hardware’owa jak dyski czy kości RAM w przeróżnych systemach, jak i ta najważniejsza – nasza ludzka.

Dzięki technologii i przypadkowi, przypomniałem sobie, że jeden z corocznych (poza 2020, gdzie była pandemiA przez duże A i wtedy się nie odbył) biegów nad naszym Jeziorem Zemborzyckim zwanym Zalewem Zemborzyckim, nie był dookoła, ale jedynie wokół pewnej części – tzn. tam-i-z-powrotem, niczym podróż znanego Hobbita.

Gdyby mnie ktoś zapytał, czy któryś z 23 (chyba) biegów (z 44), w których brałem udział był jedynie na wycinku, a nie dookoła zalewu, to bym go wyśmiał i zmieszał z błotem. Ale technologia, dane pieczołowicie gromadzone w „cHmurze” [sic!]) i przypadek, że akurat chciało mi się do nich sięgnąć sprawił, że przypomniałem sobie ten fakt i odgrzebałem go w swej pamięci. A co gorsza był to przedostatni bieg, który miał miejsce niecały rok temu… Pytanie – ile z faktów sobie przeinaczamy? O ilu szczegółach zapominamy, a mogą mieć kluczowe znaczenie? I czy jest to po prostu niedoskonałość naszego organizmu czy defekt spowodowany zmianami związanymi z wiekem czy chorobami – np. możliwymi powikłaniami po Covid?

Nie to, żebym się martwił, bo zdaję sobie sprawę z ułomności i tak doskonałego tworu jakim jest mózg i organizm ludzki, ale z drugiej strony przeraża to jak podatni jesteśmy na rutynę, pewność codziennego praktycznego procesowania informacji oraz podatność na sugestie. Wszak Bieg Kwinącej Wiśni był Zawsze [sic!] dookoła zalewu 😉 …