#1942 – GSB 2/I/2025 – pamiętaj o zasadzie nr 1

Wstaliśmy rano przed 6 bo już dwóch młodych turystów rozmawiało dosyć głośno w wiacie, obok której był nasz namiot. Chronili się przed deszczem, który padał przez całą noc.

Pod wiatą złożyliśmy namiot, przygotowaliśmy kawę i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Dotarliśmy do Soszowa („Szoszowa” ;-)), gdzie zjedliśmy śniadanie – szwedzki stół i chlapiąc się dalej w błocie i deszczu ruszyliśmy „na Stożek”. W tamtejszym schronisku wypiliśmy kawę i herbatę i powoli ruszyliśmy dalej.

Szliśmy i szliśmy i szliśmy i dotarliśmy na przełęcz Kubalonka.

Była tam otwarta restauracja, gdzie pokrzepiliśmy się jadłem i napitkiem, odpoczęliśmy nieco i ruszyliśmy dalej. Naszym pierwotnym celem było schronisko na Przysłupie pod Baranią Górą, ale zweryfikowaliśmy nasze plany, bo byliśmy już zmęczeni. Dodatkowo skusiła nas informacja na przydrożnych znakach, że jest otwarte schronisko na Stecówce. Od wielu lat było zamknięte, ale łudziliśmy się, że zostało otwarte. Oczywiście myliliśmy się. Było zamknięte i ciągle w remoncie. Jak co roku.

Na szczęscie po 300 m trafiliśmy na agroturytykę i załatwiliśmy sobie nocleg w „ludzkich” warunkach za 40 PLN od osoby.

Przed 20, wykąpani i wyszykowani już spaliśmy słodko.

Plan znowu był zmodyfikowany, my zadowoleni, a podróż dnia drugiego zakończona po niemal 23 km i 9 h aktywnego marszu (czasu w schroniskach i knajpie nie liczyliśmy).

#1941 – GSB 1/I/2025 – zasada nr 1

Rano wstaliśmy i dokończyliśmy pakowanie. Mieliśmy jeszcze kilkadziesiąt minut do pociągu, zatem chcieliśmy na spokojnie zamówić Ubera alo Bolta.

I co?

I gówno. O tej porze (5 z hakiem) w Lublinie, w sobotę nie jeździ taka komunikacja. Nie ma, null, ZERO.

Zatem lekko poirytowani ruszyliśmy nerwowym krokiem na pobliski przystanek MPK. Autobus spóźnił się jedynie 2 minuty.

Z przyśpieszonym oddechem, pełni werwy, niemalże biegliśmy z naszymi plecakami (25% masy ciała każde z nas) przejściem podziemnym na dworzec. Już mieliśmy wchodzić po schodach, kiedy usłyszeliśmy gwizdek i zanim wdrapaliśmy się na peron, naszego pociągu już nie było…

No nic to. Świat się nie kończy na jednym pociągu. Kolejny mieliśmy za 2h, którym mogliśmy dorwać nasz do Ustronia (z dwoma przesiadkami), ale nie było dostępnych biletów w apce. Jak się po kilku minutach okazało, w kasie również nie było możliwości zakupu biletów, więc pozostała nam opcja nabycia ich u konduktora.

Aby nie ponosić opłaty 20 PLN za wydanie biletu w pociągu podjechaliśmy jedną stację na Lublin Zachodni i tam czekaliśmy na nasz pociąg – jeśli na stacji nie ma kasy, ta opłata wynosi 0 PLN . Czekaliśmy jak na ścięcie, bo nie wiedzieliśmy czy damy radę się tym obciągiem zabrać czy nas wyrzucą na najbliższej stacji.

Czekając okazało się, że nie wzięliśmy ze sobą sznurka, który kupiliśmy dzień wcześniej, a ułatwiłby nam przymocowanie namiotu do plecaka, gdyż same paski niestety się rozluźniały. Ech – sznurek, sznurek.

Po godzinie pociąg przyjechał, kupiliśmy szczęśliwie bilety u kierownika pociągu i mknęliśmy dalej ku przygodzie. Żeby nie było tak kolorowo do kolejnej przesiadki (jednej z dwóch pozostałych) mieliśmy 10 minut a opóźnienie naszego pojazdu rosło – do 20 minut. Na nasze kolejne szczęście w nieszczęściu, takich osób było więcej i kolejny pociąg na nas poczekał.

Dalej poszło już z płatka, bo do kolejnego mieliśmy zapas 30 minut, zatem złapaliśmy nasz do Ustronia i zgodnie z planem pojaiwlśmy sie na tamtejszym dworcu około godziny 13:15.

Tuż obok dworca jest kropka początku / końca czerwonego szlaku, z którą cyknęliśmy fotkę i ruszyliśmy w pieszą trasę.

Po drodze było kilka sklepów i próbowaliśmy w nich zakupić jakiś sznurek, linkę, cokolwiek, niestety bez skutku.

Po kilkuset metrach zobaczyliśmy wypożyczalnię rowerów elektrycznych.

’- Zapytajmy czy mają może kawałek sznurka – powiedziałem i zboczyliśmy kilkadziesiąt metrów ze szlaku.

’- Czy ma pan może kawałek sznurka na zbyciu? – zapytałem pracownika. Bez słowa otworzył szufladę i wyjął z niej 1,5 m kawałek sznurka, który tam na nas czekał.

Z radością podziękowaliśmy, na ławce przymocowaliśmy solidnie namiot i uśmiechnięci ruszyliśmy na naszą pierwszą górkę – Równicę.

Na Równicy zjedliśmy obiad w restauracji (na czas pobytu w knajpach i schroniskach pauzowaliśmy aktywność w zegarkah) i ruszyliśmy w dół do Ustronia Polany i można rzec, wdrapywaliśmy się na Czantorię Wielką. Na górze postanowiliśmy rozbić namiot bo już było ciemno i w sumie, po niemal 13km marszu (ponad 6h) tam zakończyliśmy dzień pierwszy. Tuż przed 21 już spaliśmy w naszym turystycznym przenośnym domku. Na szczęście porządnie rozłożyliśmy namiot, bo już o 22 zaczęło padać…

Plan tego dnia był na 20km i na nocleg w schronisku w Soszowie (po mojemu „Szoszowie”), ale życie pisze swoje scenariusze i nalezy być na to przygotowanym.

Zasada nr 1 – plan jest po to żeby go zmieniać i dobry plan powinien to uwzględniać.

#1940 – GSB -1/I/2025

Rok minął odkąd byliśmy na Małym Szlaku Beskidzkim i nastała pora by kontynuować przygodę już na Głównym Szlaku Beskidzkim.

Plany były różne i zmieniały się z każdym miesiącem, ale od lipca obraz wyjazdu zaczął się krystalizować. Postanowiliśmy ruszyć od strony Ustronia Zdroju i po mniej więcej 8 dniach wędrówki dotrzeć do Rabki Zdroju (164 km).

Sprzęt mieliśmy już z grubsza ustalony i przetestowany, brakowało nam tylko kilku szaprgałów takich jak kapoty przeciwdeszczowe, czołówka, kompas analogowy, sznurek i prowiant.

Ruszyliśmy zatem na zakupy dzień przed planowanym wyjazdem i wieczorem Monia rozpoczęła pakowanie szpargałów do naszych plecaków.

Rano pociąg 6 z hakiem, a więc rano trzeba było wstać koło 5.

Przy pakowaniu ja oczywicie usnąłem, a Monika zajęła się ciemną stroną mocy.

Opis tytułu GSB -1/I/2025:

GSB – Główny Szlak Beskidzki

-1 – numer dnia

I – etap pierwszy GSB

2025 – rok

#1939 – Tik

Tik – ….

… jak pisał Pratchet to podobny odgłos poruszenia wskazówki, jak klaśnięcie jedną ręką. Wystarczy się rozejrzeć by znaleźć sto jeden problemików, którymi należy się zająć tu i teraz. A to miska jest pusta, a to mucha wleciała do ucha, a to zupa była za słona, a to tabelka nie wypełniona. Zawsze jest coś.

Tik.

Wspaniałe jest to, że czas płynie a my przebieramy nóżkami i wiosłujemy pod prąd, by spowolnić nieuchronny jego wyciek i przemijanie pór roku. Tracimy przy tym tyle energii, że w bilansie okazuje się, że dokładamy do tego interesu spłacając dług technologiczny, który sami zaciągnęliśmy na poczet rat, których nie spłaciliśmy wcześniej.

Tik.

Gdyby babcia miała wąsy to by ją spalili na stosie albo ukamienowali na zebraniu koła gospodarzy przy okowicie, coby brzytwy się nie chwytała niczym tonący, a tak wosk z gromnicy uratował jej duszę przed ogniem piekielnym i pozwolił na bolesną depilację przez Ciotkę B.

A chodzili do niej i chłopy. Mówli: Do Broni, panowie, do Broni!.

I tak została Bronka najlepszą przyjaciółką chłopa.

Tik

Nie ma to żadnego związku z zasitniałą sytuacją geopolityczną, ale powyzszy wywód wskazuje dobitnie, że nie należy ani wierzyć w to co się czyta, ani się na to powoływać, a najlepiej to mieć własne przemyślenia poparte solidną edukacją i czerpaniem z wiarygodnych źródeł. (Prawo autorytetu Cialdini)

#1938 – kłody

Zawsze będą kłody rzucone pod nogi. A to motocykl się zepsuje, a to auto się nie uruchomi, a to ci się nie zechce posprzątać przed wizytą kogośtam, a to się okaże, żektoś nie zrozumiał czegoś co się do niego mówiło.

A to drony wlecą do wioski niedaleko twego miasta, a to ktoś powie, że to wina Premiera, Prezydenta (tego czy innego kraju – wybrać dowolnie), a to, że to wyłączenie 3G i włączenie 5G.

Blisko już jest, to co nas czeka – kolejna chwila. Dla jednych będzie szczęśliwa dla innych będzie to czas pakowania w pośpiechu rzeczy i wyjazdu w siną dal. Dla jeszcze innych to będzie chwila ekscytacji a dla innych chwila ostatniego tchnienia.

Możesz być przygotowany na milyjon scenariuszy, ale czy zdołasz zaadresować ten, który się pojawi? Ryzyko, prawdopodobieństwo, szansa, kontemplacja i przekucie sytuacji na własną korzyść. Tak to działa.

Dlaczego jest wojna, skoro to takie złe? Bo jest biznes, władza i pycha. Cykl się zamyka.

Kropka.

#1937 – wiedza

Trzeba być otwartym na nowe myśli, zdania, poglądy i aspekty życia.

Jest tu trudne, bo otwierając się na nowe może okazać się, że to co wiedzieliśmy do tej pory nie jest już aktualne i trzeba zmienić podejście, siebie, swoją rację.

Powstaje ryzyko buntu przed nowym, schowania się we własnej norce i gnicia w swojej szufladce zaściankowości.

Oczywiście nie wszystko co nowe jest jest słuszne i należy zachować staranność i obiektywność w przyjmowaniu najświeższych doniesień, ale trzeba być nieustannie samoświadomym. Tym bardziej, że z wiekiem coraz częściej będą przypinać ci łatkę geriatryczną i przypisywać chęć kurczowego trzymania się koryta. A tu trzeba zrobić miejsce dla warchlaczków.

Forever young – to trudno zrobić, nie zostając marionetką ulepioną ze starych śmieci i zużytych szamt, których nawet legalnie nie można wyrzucić do kubła na odpady zmieszane. Prawda jest nieuchwytna, pdobnie jak życie i jej poznanie nie jest projektem a procesem, który ciągle wymaga autoaktualizacji i szukania nowych możliwości. Stare, wypracowane nawyiki bardzo trudno usunąć i zastąpić je nowymi, bez skupienia, chęci i zrozumienia sytuacji, w której się znajdujemy.

#1936 – myśli

Myślimy przez cały czas. O rzeczach przeróżnych, wszelakich, ważnych i nieistotnych. Wracamy do przeszłości, gdybamy, marzymy i analizujemy. Częstokroć po tysiąc razy tą samą sytuację, by sprawdzić co by było gdyby…

Można być z siebie dumnym, można żałować, można rozpatrywać różnorakie alternatywy czegoś, co się nie zmieni lub to co się nie wydarzy.

Czekamy na coś co będzie, nie zauważając tego co jest tu i teraz. Nie ma znaczenia bowiem to ile już przeszedłeś i ile ci zostało.

Liczy się tylko tu i teraz. Każda sekunda, minuta. Chwila nieuchwytna, niezależna od długości jej trwania, bo przecież czas jest względny, a w zasadzie to go nie ma 😉 .

Najfajniej jest teraz. Nawet jak nie jest fajnie. Bo jeśli nie porównasz tego do czegoś, to możesz założyć, że jest najlepiej jak może być.

Oczywiście może to prowadzić do zachowań autodestrukcyjnych, bo nawet jak jest źle to nic z tym nie zrobisz, ale chodzi o to, żeby realnie i racjonalnie podejść do sprawy. Nożem można wszak pokroić chleb jak i zadźgać kogoś na śmierć, a ogniem można podgrzać zimne pomieszczenie albo spalić czarownice na stosie.

W tym szaleństwie jest metoda, w tej metodzie jest szaleństwo.

Myślenie podobno nie boli, ale jak pokazuje praktyka oraz zgłębianie literarury – myślenie może spowodować trwały uszczerbek na zdrowiu i doprowadzić do śmierci wielu tysięcy niewinnych ludzi.

Zatem myślenia należy używać z rozwagą, pieczołowitością i atencją – wszak, jeśli coś nie zostało wymyślone, to nie istnieje.

Bądźmy radośni, zdrowi i pełni nadziei, że damy radę sprostać każdej chwili, która nadchodzi zza rogu.

#1935 – bzd.ura

Szybkość prędkości upływu czasu wzrasta wraz z modelowym przepływem zsynchronizowanych dodatnio cząstek o ładunku ujemnym w polu magnetycznym wytwarzanym poprzez wirujące kwantony mezaliansowe.

Powyższe zdanie wydaje się być wystarczającą przyczyną do pogłębionej analizy przypadku symulacji rzeczywistości w ujęciu metafizyczno religijnym. Czymże bowiem jest wiedza, czym wiara, a czym wrażenie istnienia spośród wielorarkich perspektyw wyłaniających się po zaprezentowaniu takiego aksjomatu? Czyż nie jest to idealna chwila i moment, zarazem, by wywrócić do góry nogami oczekiwania i możliwości ich spełnienia?

Czym jest Sprajt a czym Pragnienie? Idąc tym tokiem rozumowania słusznie możemy przyjąć, że to jednak jajko było pierwsze, a kura była jedynie następnikiem nie mającym wpływu na to co zostało zaimplementowane przez „St. Furcę”. Nie ma realnych przesłanek by można sądzić nawet, że mogłoby być inaczej skoro wszelakie znaki na Niebie i Ziemi pokazują nam dobitnie, że lewo może być na prawo, jeśli tylko zechcemy się obrócić o 180 stopni.

Nie ma zatem miejsca i czasu na płacz, zgrzyt zęba i szczękanie pazurami o dębową deskę. Cieszmy się i radujmy! Wszystko będzie Jako Tako.

#1934 – popatrz popatrz dookoła

Galop, biegnę, padam, wstaję bez końca….

Tak, to prawda znana od pokoleń, wykorzystywana w piosenkach, reklamach, w życiu.

Tylko, kiedyś się nie wstanie. Tak po prostu… Nie będzie już sił, motywacji, potrzeby, pamięci i wiedzy, po co to wszystko…

Czas płynie i nie przeszkadza mu nawet to, że nie wiemy czym do końca jest. Dlaczego biegnie w jedną stronę i nie możemy jeszcze przewijać go w żadną stronę. Być może da się to zrobić i wtedy uda się go zatrzymać, tu i teraz.

I co wtedy się stanie? Gdzie będziesz i co z tym zrobisz? Zostaniesz uwięziony w sobie, z tym co masz na wieczność. Jak więzień, jak oświecony padawan, który powinien posiąść wszelkie mądrości i wiedzę o siłach wszechświata i tajemniczej mocy.

Musisz znać wiele historii i równoległych przebiegów zdarzeń, by wypełnić pustkę, która może pojawić się właśnie w takim momencie. Nie będzie czasu na szukanie rozwiązań. Będzie tylko miejsce na realizację i wizualizację marzeń. Na stworzenie kolejnego świata we własnym umyśle. Symulacji, która da życie nowym istotom. Takim jak je wymyślisz i jak je wykreujesz w tym istniejąco nieistniejącym wymiarze. Dzięki mocy twej wyobraźni stworzysz coś co pomimo, że nie istnieje, będzie realną projekcją nieistniejącej woli.

Tak, żyjemy w symulacji co najbardziej potwierdza wiara w różne religie nakłaniające nas do przyjęcia informacji, że ktoś to wszystko próbował zaplanować, stworzyć i kontroluje przebieg zdarzeń swoją wszechmogocną siłą, której nie sposób zobaczyć, udowodnić czy wytłumaczyć. Trzeba po prostu uwierzyć i nie przejmować się brakiem możliwości wytłumaczenia niedoskonałości świata, a przede wszystkim ludzi.

Uderz w stół a nożyce się odezwą. Rzuć kamień pierwszy, a odezwą się obrońcy nieznanego i niezbadanego. Miast tego otwórz serce i patrzaj w serce. Wszystkich nie da się przekonać, jak otworzyć umysł i zaakceptować świat taki, jakim jest – nie ukrywajmy, to bardzo trudna sprawa.

Otwórz oczy i patrz. Obseruj i chłoń to co jest tu i teraz.

#1933 – chwila zadumy

Dziś przyszedł czas na chwilę zadumy.

Dlaczego dzisiaj?

Bo tak.

Jest kolorowo, hardkorowo i morowo, jakby to ktoś nieznany większemu gronu mógł powiedzieć.

Pora zmienić podejście. Przestać skupiać się na opiniach, odczuciach czy jakichś tam rzeczach. Czas na fakty.

To co zmierzyć się da – pokazuje jak dopasować praktykę do teorii. Mierząc siły na zamiary trafniej określimy to gdzie będziemy za chwilę.

Ale gdzie i w jakich czasach będziemy za 5 lat? Tego nie wie nikt.