#1870 – Merry Crisis

Siedzimy juz w pociągu. 5 minut do odjazdu i jak zawsze u mnie – niespodzianka. Oczywiście trzeba było zmienić numery wagonów i wszyscy pasażerowie z kilku z nich musieli sie przesiadać, żeby był ład i porządek. Jak to w PKP. Jesteśmy na miejscach i jedziemy. Ja i moja kochana żona Monika. Jedziemy do dawnej i wspaniałej historycznej już stolicy Polski, siedziby Kraka i jego smoka. Po co tam jedziemy, może ktoś zapytać… A no po to by spędzić tam kulturalnie wieczór i obejrzeć spektakl Mery Crisis – polska opowieść wigilijna,

https://krakow.ast.krakow.pl/spektakle/merry-crisis-polska-opowiesc-wigilijna-rez-weronika-kowalska

wystawiany przez studentów i studentki Akademii Sztuk Teatralnych. Pierwsze wydarzenie, które obejrzę na żywo, odkąd moja córka Zuzanna rozpoczęła studia na tej znakomitej uczelni. Oczywiście spektakl z jej udziałem. Jak bardzo nam się podobało i jakie będą wrażenia, o tym dowiecie się jak już to zobaczymy i przemyślimy, ale póki co spójrzmy wstecz i rozważmy jak wyglądają marzenia, determinacja, ciężka praca, zapał i działanie pomimo niesprzyjających warunków, słabości i pokus, jakie niesie ze sobą normalne życie.

20 lat minęło kiedy pierwszy raz widziałem grę aktorską Zuzi na przedstawieniu w przedszkolu. Grała Maryję na Jasełkach. Maryję trzymającą dzieciątko. I wtedy już wiedziała, ze będzie aktorką lub piosenkarką, gdy tylko dorośnie. Życie związane ze sceną, próby, teksty, śpiew, taniec i gra emocji to było to co powdowalo błysk w oku tej małej dziewczynki. A w naszych oczach kręciły się łzy. Wzruszenia, dumy, nostalgii, własnych niespełnionych marzeń i miłości.

Życia nie da się przeżyć jeszcze raz, przynajmniej nie tak, że można pamiętać poprzednie wersje, wcielenia, czy równoległe wątki. Czasem to źle, bo można by coś zrobić mądrzej, inaczej, nie popełnić błędów. Ale z drugiej strony, właśnie to powoduje, że w ogóle jesteśmy na tym świecie i jesteśmy właśnie tacy. Błędy naszych rodziców, ich decyzje zachowania, wybory tworzą środowisko, które z kolei stawia nam ograniczenia i przeszkody, ale także trampoliny i okazje do wyboru dwóch dróg. Albo bedziemy tacy jak oni, albo będziemy zupełnie inni. Tak podpowiada logika, ale prawda jest taka, że stajemy się sobą.

I pięknie jest patrzeć, że dziecko realizuje swoje marzenia. Nie narzucane, nie wstrzymywane. Talent talentem. Determinacja i upór dają rezultaty. Szczęście trzeba mieć, ale często jest ono wynikiem pozytywnej reakcji lub zamierzonego braku działań.

Jest pięknie. Jest wynik. Jest droga i proces. Lata pracy, zabawy, wzlotów i upadków.

Juz jesteśmy po wydarzeniu.

I znowu łzy wzruszenia.

Ale bylo super, obiektywnie – nieobiektywnie, bardzo mi sie podobało, tym bardziej, że opowiedziana historia pozwolila mi spojrzeć w krzywe zwierciadlo mego dzieciństwa, młodości, dalo refleksję i postawilo pytanie: jak bardzo w przedstawione role wchodziliśmy….

A tu niezależna recenzja, żeby nie bylo, że tylko mnie ruszylo.

https://jacekwakar.pl/blog/varia/opowiesc-wigilijna

#1869 – znowu jest fajnie

Fajne jest to, że chce mi się chcieć robić rzeczy. I te przez wielkie Rz jak i te zupełnie małe. Oczywiście dobre chęci to za mało, ale i tak jest przyjemnie. Znowu ruszyła krew w tętnicach, limfa w układzie limfatycznym,a impulsy nerwowe raźno skaczą w orgnizmie niby iskierki w źle zamontowanym gniazdku elektrycznym.

Może to to przez to, że dzień już się znowu wydłuża, może przez to, że nowy plan urlopowy pozwala cieszyć się tym co nadejdzie w tym roku? A może po prostu nie warto się pytać (w tym przypadku) dlaczego tylko cieszyć się zastaną sytuacją i pielęgnować rozpalający się płomień?

Wiele jest wyzwań, wiele jest przeszkód, przeciwności i rozpraszaczy, które manią by zejść ze ścieżki i spożywać jagody rosnące tuż obok, zamiast powoli i systematycznie iść w stronę dawno obranego i wyłaniającego się z mgły celu.

Dalej trzeba łączyć kropki. Czasem jakąś domalować kiedy brak istniejących rozwiązań i czerpać hedonistyczną przyjemność z życia.

Pomału do przodu. Nigdzie nie trzeba się spieszyć, tylko robić swoje. Wytrwałość, konsekwencja oraz rozważna i poparta solidnym odpowczynkiem praca zaprocentują. Bardziej niż myślisz.

#1868 – dążenie do celu

Fajnie jest mieć plany i marzenia. Te duże i odległe i te małe, przyziemne. I o jedne i o drugie trzeba dbać i je pielęgnować. O te drugie nawet bardziej, bo bez ich realizacji nie ruszymy dalej z kopyta. Co z tego, że chcesz przebiec maraton, jak nie masz wygodnych butów ze sprawnymi sznurówkami? oczywiście, będziesz mógł zrealizować ten Duży Cel, ale o ile będzie ci trudniej?

W życiu nie chodzi o to by się ciągle umartwiać, ale o to by żyć jego pełnią, z radością, nadzieją i mocą. Liczy się każda chwila, która jest nagrodą samą w sobie. To co będzie jutro, za tydzień, za rok, jest ważne, ale sto razy ważniejsze jest to co zrobisz teraz, tutaj. Jak odczuwasz przyjemność bycia ze sobą i realizacji siebie właśnie w tej chwili? Jak fajnie używac zmysłów, umysłu, ciała. Jak dobrze spełniać się tu i teraz, niezaleznie od okoliczności, wyzwań i kłód nad którymi musimy lawirować w każdej chwili. Każby oddech to nagroda sama w sobie, każde uderzenie serca to kolejny mały sukces, którym można i nalezy się cieszyć, niezależnie od tego co ci się wydaje.

A wydają nam się różne rzeczy. Różne potwory mieszkają w naszych szafach, pod naszymi łóżkami i głównie w naszej głowie. Pytanie czy umiesz sam nad nimi zapanować, czy potrzebujesz jakiejś pomocy z zewnątrz? Jeśli sam nie dajesz rady, po prostu spróbuj porozmawiać o tym z kimś. Jeśli ta rozmowa nie wychodzi, spróbuj pogadać z kimś innym i innym. W końcu ktoś ciebie zrozumie, nawet jeśli sam się do końca nie rozumiesz. Ważne jest umieć się odnaleźć na ty świecie, bo tu nie jest tak źle, jak się czasem może wydawać. Ważne by potrafić wydobyć się z potrzasku, nawet jeśli będzie cię to kosztowało ogon, albo udgryzioną łapę. Bądź jak słonecznik i podążaj za życiodajną energią każdego dnia. Przede wszystkim wtedy, kiedy jest ciężko. Często, żeby pójść naprzód trzeba zrobić krok w tył, a nawet zawrócić by znaleźć lepszą ścieżkę.

Wszystko zależy od konkretnego przypadku.

#1867 – nowe rozdanie

Nowy rok, nowe rozdanie, nowe rozwiązania starych i nowych problemów. Czas leci nieubłaganie, mam wrażenie, że z każdym miesiącem szybciej i nie pozostaje nic innego jak zajmować się najistotniejszymi sprawami. Empatia empatią, chęć pomagania innym jest ważna, ale w pierwszej kolejności trzeba zadbać o własny dobrostan by można się dzielić pozytywnymi emocjami z innymi. Aby dźwigać brzemię cudzych spraw, musisz wprzódy być silny, zdrowy i przeszkolony do pomocy, gdyż nieudolne działania mogą doprowadzić do rzeczy trudnych do wytłumaczenia.

Wszak piekło jest wyściełane dobrymi chęciami. Widać to wszędzie wokół, jak dobre rady powodują zgrzyt na samą myśl, kiedy się analizuje to co mówią i pokazują ludzie wokół. Domorośli eksperci wielu dziedzin, oferujący miliony wskazówek i gwarantujący zwrot pieniędzy za darmowe szkolenia na których się dowiesz tego czy owego. Haczyk jest tak ukryty, że nawet twórcy wierzą, że go nie ma, tak zlewa się z tłem i szumem otoczenia.

Bądź odważny, bądź ciekawy, ale bądź należycie przygotowany na wzięcie odpowiedzialności za to co wyrabiasz i co sobą reprezentujesz. Samo nic się nie zrobi.

Chyba, że niezły bajzel.

Spójrz w siebie jak w lustro – co tam widzisz? I co z tym dalej zrobisz?

#1866 – to nieistotne

Myślimy często o różnych rzeczach, pojęciach abstrakcyjnych i innych rzeczach, które mogłyby się wydarzyć lub przeistoczyć w coś materialnego lub niezwykłego.

Jest to o tyle fajne, że możemy w tym naszym świecie tworzyć pojęcia, o których nie będą śnili ni filozofowie, ni mędrcy, ni maluczcy, dopóki ich nie uzbroimy we wskazówki jak mogą wejść do naszej głowy. Chyba, że wymyślą to samo o czym my marzymy, bez naszej pomocy, ale wtedy to już nie będą nasze pomysły, tylko kogoś zupełnie innego. Zatem nie jest istotne co sobie knujesz, a ważne co z tym zrobisz. Mów, pisz, działaj. Inspiruj siebie i innych. Porywaj ich swoimi pomysłami, które być może są jeszcze nieoszlifowanymi diamentami. Albo działaj sam w ukryciu, by ci nikt pomysłu nie wykradł i nie sprzątnął sprzed nosa. Zrobisz jak zechcesz, grunt żebyś wykonał to tak jak chcesz i według swoich zasad, ograniczonych przez zewnętrzne reguły.

Historia pokazuje, że duży może więcej, a nieistotne szczegóły będą pominięte, gdyż tylko te ważne są istotne dla sprawy. A jak coś dusisz w sobie, to zostanie to, póki co, twoją słodką tajemnicą. Chyba, że zostawisz jakieś ślady działań.

Wizja sławy jest kusząca. Wizja porażki przerażająca. Może warto powiedzieć i zrobić coś dobrego dla innych? Rusz się i nie marudź. Zawsze jest coś do zrobienia.

#1865 – wielbłąd

Nadszedł ten czas, który nieunikniony choć odsuwany i odganiany jak pies do budy, musiał w końu nadejść. Pierwsze święta „boru narodzenia” bez mojego Taty. W sumie nie pierwsze gdyż kilka lat wcześniej obchodziliśmy je gdy był w szpitalu, ale pierwsze, gdy już go nie ma na tym łez padole. Pomimo trudności i smutku, to pierwsze święta, które jednak są uwalniające od dziwnych i niezasadnych uczuć, że jestem niedoskonały czy nie spełniam norm społecznych, których nigdy nie akceptowałem, ani nie brałem za swoje, odkąd byłem, co najmniej, półdorosłym człowiekiem.

W końcu wiem, że ten czas, kilka dni wolnego w okolicach czasu tuż po najkrótszym dniu w roku, można spędzić tak jak się chce, z ludźmi, których się kocha, szanuje i lubi, w sposób nie narzucany z zewnątrz przez inne podmioty, próbujące sterować rytmem życia i cotygodniowymi obowiązkami.

Życzenia wszystkiego dobrego i gratulowania sobie małych, często nieistotnych dla innych sukcesów (jak np. wstanie z łóżka i powitanie kolejnego dnia) nie muszą, i nie powinny być zarezerwowane do dwóch okresów w roku. Powinniśmy się wspierać (realnie) każdego dnia, i dawać sobie uważność i otwartość codziennie, a nie jedynie na pogrzebach, gdzie żegnamy zwłoki lub prochy naszych bliskich, czy przy wytyczonych świętach czczących przełamanie dnia. Jesteśmy tu i teraz, codziennie i niezależnie od wytyczonych pór, deadlinów, milestonów i innych wymyślonych półprawd i prawd objawionych.

Zawsze to wiedziałem, w głębi duszy, ale teraz nie czuję już wstydu i potrzeby za gonieniem króliczka, którego nawet nie chciałem złapać.

W końcu nie muszę udowadniać, że nie jestem Wielbłądem. A nim chyba raczej nie jestem. Hmmm, chociaż, kto to tak naprawdę wie?

#1864 – emocje

Najtrudniej zapanować nad sobą.

Czasem jest dobrze uwolnić wszystko co w tobie siedzi, ale, nie ukrywajmy – nieukierunkowana energia może być zagrożeniem dla jej właściciela lub otoczenia. Na pewno też nie powinniśmy się dusić ze wszystkim w sobie, bo w końcu pękniemy. Wystarczy jedna mała żyłka, by zakończyć nasze wygodne i w miarę proste życie lub zmienić je w jazdę bez trzymanki.

W zasadzie wydaje się to proste i oczywiste, ale wiedza przychodzi z czasem, doświadczeniem i zgłębianiem zagadnień z różnych źródeł i każdy z nas zaczynał jako biała karta, która została zapisana częściowo, aż do dzisiaj.

Ufff…. Teraz krótki rzut oka na stronice – czy nie macie wrażenia, że są napisane różnym charakterem pisma? No tak, każdy chciał zawrzeć na naszych stronach coś od siebie – rodzice, dziadkowie, pani katechetka na religii (nie w szkole). Pani od rosyjskiego i nauczyciele innych przedmiotów. Pani od biologii też.

Analizując dalej – widać również dziecięce wpisy – to twoi znajomi ze szkoły i spoza niej. Ciekawe jest to. że wydaje mi się, że kiedyś było więcej interakcji między rówieśnikami poza szkołą – spotykali się gdzieś, na placu, trzepaku czy na ławce i siedzieli do wieczora głośno krzycząc, bawiąc się i zapisując wzajemnie karty swych ksiąg. No tak, teraz też zapisują, tyle, że przez internet i poza tym, że są to również banialuki, to trudniej je zweryfikować i trudniej dostać przyjacielską informację zwrotną, szczególnie tę niewerbalną.

A to dziętki kontaktowi z innymi ludźmi uczymy się siebie. Przeglądamy się w nich jak w zwierciadłach, czasem krzywych, czasem powiększających konkretną cechę , nie zauważaną przez nas samych. Zaczynamy się kochać, nienawidzieć, mieć wątpliwości, wstydzić się czegoś co jest w nas, albo w naszym otoczeniu.

Tik Tak – zegar kręci się w kółko, ale nie zapominajmy, że idzie do przodu. Jedyna analiza jaka nam na dzisiaj zostaje to zaglądanie do tych kart, które jak się okazuje, ktoś również życzliwie poprawia, bez naszej zgody, zmieniając ich treść.

Tik Tok – czas ucieka, gówno nas zalewa,

to nic że już dawno zeszliśmy z drzewa.

Nie dajmy się oszukać, nie dajmy się zwariować,

bo ścieżka którą idziemy, jest ciekawa i zdrowa

lub chora jak kto woli i całkiem popaprana

gdy głowa cię znów boli po imprezie do rana.

Walniesz dwie tabletki i popijasz je kawą

by znów wejść na tory, później popchniesz trawą.

Albo innym dopalaczem od kolegi sąsiada

I nie zdziw się, że powoli serducho ci siada.

A mózg umęczon nie ogarnia jednego,

że nikt poza tobą nie wyciągnie cię z tego.

Koło kwadratowe, hipoteza Reimanna,

a może wystarczy pałka drewniana,

by spowodować ciemność wiekuistą,

z punktem świetlnym i powierzchnią szklistą.

Tik Tik. Zatem wszystko się wiąże w jedną splątany kłębek sznurka, który musimy później rozplątać by wyjść z labiryntu minotaura. Zmierzymy się z samym sobą.

Sęk w tym, że tak nam to przedstawiają – jako walka samego ze sobą. A przecież jak ktoś walczy to co najmniej jedna strona obrywa, a w większości przypadków obie.

Hmmm…. Zawsze obrywają dwie strony.

Jeśli nie celowo, to rykoszetem. I zawsze znajdą się sekundamci, doradcy, afilianci, podburzający, zagrzewający i dostarczający pomocy. Za którą przyjdzie ci zapłacić.

Kiedyś przyjdzie czas, że trzeba za wszystko zapłacić. Często z opłatą za obsługę i prowizję.

Zatem działaj spontanicznie, ale nie pochopnie. Jest wiele ksiąg innych ludzi, które możesz swobodnie czytać i zapisywać swoją tym, czym chcesz. Im wcześniej to zrozumiesz tym będzie ci łatwiej.

I pamiętaj – nie bądź głodny, zły, samotny i zmęczony. Wtedy życie jest po prostu łatwiejsze do przełknięcia i przetrawienia.

#1863 – świetny plan

Plan był na weekend taki, żeby dobrze go spędzić w miłym towarzystwie.

I chociaż jeszcze prawie cała niedziela przed nami, to już wiem, że plan się udał i był strzałem w dziesiątkę. Jedyne co można się czepić, że tak rzadko można tak wspaniale się bawić, gdy wielość różnych zobowiązań i nasza odpowiedzialność, nie pozwalają realizować jedynie przyjemności i to tylko w naszej dwuosobowej paczce. Tak. Ona i Ja. Ja i Ona. I już jest fajnie. A dodatkowo można zrobić wiele rzeczy. I tych małych i tych Wielkich, o których nie będę pisał, bo nie po to się je robi. żeby się nimi chwalić.

No więc korzystając z chwili wytchnienia pojawia się również czas na dyskusje i szukanie odpowiedzi na w zasadzie nieistotne pytania:

Po co to wszystko? Czy poza funkcją kontroli, religie coś nam dają? Czy to wszystko ma sens? Czy żyjemy w symulacji, czy jest to rzeczywistość, a jeśli jest to rzeczywistość, to jedyna z możliwych, czy tylko jedna z wielu?

Można hipotetycznie założyć co się chce. Inni będą w tym szukać dziury w całym i pojawią się kolejne pytania. Jeśli dziury w tym nie znajdą, będą się starać dalej. Bardziej. To naukowcy, myśliciele, futuryści, pisarze, prorocy, wizjonerzy. Ludzie. I może coś więcej.

Jeśli uda nam się stworzyć świadomość, co jest pewnie na wyciągnięcie ręki, wszystko się zmieni, choć pozostanie niezmienne i takie samo.

Czy ludzie w ogóle stworzyli coś nowego? Czy po prostu odkrywają coś co już jest i łączą ze sobą kolejne elementy, dodając element zrozumienia?

Póki co Generatywna Sztuczna Inteligencja nie jest w stanie stworzyć niczego nowego, po prostu bazuje na tym co widziała. A widziała o wiele więcej niż każdy z nas z osobna. Jest to fascynujące i daje niesamowite możliwości, bo na razie jesteśmy ograniczeni w percepcji tych najważniejszych spraw, które mieli na głowie nasi przodkowie. A SI może nam pomóc w tym by robić za nas różne rzeczy a nam pozostanie to co kiedyś, tak dawno, że o tym zapomnieliśmy prawie.

Możliwość:

Cieszenia się chwilą.

Chodzenie.

Podziwianie świata (uciekanie przed drapieżnikami)

Jedzenie

Miłość

Spanko

Powtórz.

Teraz do tego mamy dołożone miliony problemów, które sami stworzyliśmy. Praca, podatki, „kościółek w niedzielkę” (albo inne aktywności o porównywalnym znaczeniu), liczenie kalorii, czytanie składu produktów spożywczych, rozkłady jazdy, jakość powietrza, znajdowanie kolejnych liczb pierwszych, szukanie lekarstwa na raka, określanie własnych potrzeb i świadomości, prowadzenie diagnoz i przede wszystkim śledzenie wskaźników giełdowych, wiadomości, no i treści na portalach i w aplikacjach. Nawet wypróżnić się w spokoju nie ma kiedy, bo jak nie smartfon, to ktoś ciągle przyłazi.

I wojny.

Z tą symulacją to tez jest ciekawe, bo w zasadzie trzeba by to dokładnie zdefiniować. Co jest symulacją, a co nie. Bo nawet jeśli żyjemy w symulacji, to i tak nikt z nas nie będzie stwierdzić, że jest nierzeczywisty i dla nas jest to rzeczywista rzeczywistość w ramach przydzielonych zasobów, algorytmów i możliwości działania. Snuć można wizje wielorakie i coś mi się wydaje, że nadchodzi pora, by w wolnej chwili się tym zająć.

Tylko, że wolnej chwili brak. Może kiedyś, jak Sztuczna pomoże w tych nudniejszych i bardziej pracochłonnych zadaniach.

#1862 – wskoczyło na tory

W końcu dotarło. Nie Wszystko Złoto Co Się Świeci. Będzie czasem lepiej, czasem gorzej, ale, jak to starzy ludzie mówią: „Zdrowie najważniejsze!”.

Może nie starzy, a doświadczeni.

Jak mnie kilka dni temu zaczęło rypać w plecach tuż nad lędźwiami, z lewej strony, to wszystkie nieistotne problemy egzystencjalne ulotniły się w oka mgnieniu. Zeszły na jakiś boczny i nieistotny tor. Już nie ma po nich śladu.

Jest nadzieja, że te bóle, to coś, co minie i nie stanowi większego problemu, ale serio już wiem, o co kaman. Nie mam już rozterek i rozdzielania włosa na czworo. Lekki cios w pysk, czy inny policzek potrafi zdziałać cuda. Niechętnie, ale nastawię drugi, jeśli życie mnie do tego skłoni.

Wszystko jest zajebiste i niezależnie jak nam idzie, ważne że piłka w grze, bo zawsze znajdą się Lojalni Kibice śpiewający: „Nic się nie stało! Polacy Nic się nie stało!”. Samo.

Sukces ma wielu Ojców. Porażka ma tylko Matkę. Albo jest Sierotą.

Ważne jest też odczarować pewną półprawdę. Kiedyś słyszałem, że jak przebiegniesz maraton (tak ten maraton na 42.195 km) to możesz zdziałać cuda. Może tak, może nie. Ważne jest żeby zdrowie było, bo jak jego zabraknie, to nic nie zdziałasz. Kompletnie NIC.

Z kolejnej strony nie ufajmy tym maratonom i ultra maratonom, bo są tacy, dla których to jest „szit” (z ang. shit – gówno (szit kopa gówno)), w którym się odnajdują Ci, którzy biegać szybko nie potrafią.

Czy to dobrze? Czy to źle? Ile przebiegłeś jakichkolwiek dystansów i z jakim czasem? Masz rekord Polski?

Nic nie jest do końca istotne, jeśli do czegoś tego nie przyrównamy i nie poznamy funkcji celu.

Be Quick Or Be Dead. Jak śpiewała Iron Maiden.

Bycie tu i teraz jest bardzo ważne, chyba że jesteś cząstką nieokreśloną. Wtedy musisz być wszędzie naraz.

#1861 – nie napiszę

Nie napiszę tego co bym chciał napisać, bo nie ma takiej potrzeby. Splot wydarzeń w ostatnich miesiącach, dniach, zbliżające się święta i mnóstwo innych mało znaczących i drobiazgowych elementów spowodowały, że po prostu mi się nie chce.

Nie ma żadnych realnych przesłanek, żeby nie cieszyć się z radości dnia codziennego. Zdrowie, możliwości, zasadniczy brak problemów natury egzystencjalnej, nie są jednak w stanie wykrzesać iskier radości i rozpalić ognia przedświątecznej gorączki..

To uczucie podobne do próby puszczania latawca w bezwietrzny dzień. Niby nic nie stoi na przeszkodzie by się cieszyć pogodą, ale brak siły nośnej nie ułatwia zadania. W pracy oferują jutro webminar o andropauzie, może to rozwieje wątpliwości i zabije resztki nadziei. Choć wiem w głębi duszy, że to nie to jest przyczyną mojego marazmu. Wynika on raczej z sumy małych upierdliwych zdarzeń, które powodują niepotrzebne potknięcia i wytrącają z rytmu, który chciałoby się utrzymać. Kumulacja pierdół składa się na worek gówna, który jak najszybciej trzeba opróżnić, nim szambo przeleje się górą. Coraz krótsze dnie, nieskończenie ciemne noce i prawie zatarte wspomnienia świąt z dzieciństwa. Niby radośnie, niby kolorowo, a jednak gdzieś tkwi paproszek drażniący gałkę oczną i powodujący ciągłą niewygodę i swędzenie.

Z jednej strony potrzebuję ruchu i podniesienia tętna, a z drugiej nie chce mi się nawet ruszyć, poza treningami, które prowadzę. Ruch to zdrowie, ruch to siła i uwalnianie złej energii, której miejsce powinna zastąpić świeża moc. Łudzę się i czekam weekendu, żeby wyjść na światło dzienne i zażyć rześkiego powietrza podczas spaceru, może jakiejś przebieżki. Czegokolwiek.

Cykl roku się dopełnia, zatem aby patrzeć jak będzie lepiej. Tyle możliwości, tyle wyzwań i tyle radości, że nie sposób tego dobra przerobić. Krok za krokiem. Jeden na raz. I kolejny. Taka prawda. Nie ma się co rozczulać, bo nie wiadomo co przyniesie jutro, trzeba się skupić na tu i teraz i jakby nie patrzeć jest to zajebista perspektywa, taka, którą ciężko można sobie było wymarzyć będąc dzieckiem, czy młodym człowiekiem.

Znaczy dalej jestem młody i świetnie się czuję, tylko gdzieś jest we mnie coś ciemnego, z czym muszę sobie teraz poradzić. Kolejny raz. Jak zawsze.

Ku chwale!