#1781 – śmierć

Czy bać się śmierci? A czy my w ogóle wiemy czym ona jest?

Jak podaje Wikipedia:

Śmierć (łac. mors, exitus letalis) – stan charakteryzujący się ustaniem oznak życia, spowodowany nieodwracalnym zachwianiem równowagi funkcjonalneji załamaniem wewnętrznej organizacji ustroju.

Czyli definicją śmierci jest brak oznak życia. Czymże jest życie w takim razie?

Według Słownika PWN:

życie
«stan organizmu polegający na nieprzerwanym ciągu procesów umożliwiających reagowanie na bodźce i zwykle poruszanie się oraz odżywianie, wzrastanie i rozmnażanie»

Czyli na dobrą sprawę jest do opis bardzo subiektywny i niejednoznaczny. Bowiem sugeruje, że brak niektórych z codziennych czynności, określa to, że już nie jesteśmy żywi. Wracając do głównego pytania – czy jest się czego bać? Chyba raczej nie, bo nie wiemy co nas czeka i nie mamy na to żadnego potwierdzonego dowodu, że mamy wpływ na nasze dalsze losy. Jak zwykle mądrzy i chytrzy, próbują nas programować od dziecka, by wznieść nad nami kopułę strachu, niepewności i nieuzasadnionej pokory oraz nienawiści do tych co myślą inaczej. Co będzie to będzie i każdy się o tym przekona sam i zostawi to dla siebie. Albo nie będzie tego nawet świadomy. Koniec i kropka. Fakt jest faktem i nic z tym relanie nie zrobimy, możemy sobie tylko życzyć tego i owego i składać ofiary.

Prawda jest jednak taka, że od śmierci bardziej należy się bać, niedołężności, chorób, inwalidztwa, niespełnionych marzeń, zawodu nad działaniami swoimi i innych, a także, a może przede wszystkim bólu, braku sprawczości oraz niezrozumienia sensu życia.

Dlatego apeluję do siebie i do was, abyśmy odrzucili wszystko co złe i niepotrzebne i skupili się na tym co tu i teraz, a także na tym co możemy jeszcze zrobić dla siebie i innych, by to co nam zostało do przeżycia było jak najwspanialsze z możliwych. I nie jest ważne czy to rok, dzień czy godzina, bo czas jest względny, a to co czujemy i myślimy, pozwala nam budować nową jakość naszej rzeczywistości, która rozgrywa się w naszych rozumach i sercach, a być może w wymiarach, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć przy obecnym stanie naszej wiedzy i wyobraźni. Bo ilo wymiarowy jest nasz wszechświat? Ilo wymiarowi jesteśmy my? Kto jest wyższym bytem od naszego? Być może jesteśmy jedynie bakteriami wyższego wszechświata rządzącego się prawami symulacji n-tego stopnia.

Bywajcie zdrowi i szczęśliwi i szukajcie odpowiedzi na jeszcze nie zadane pytania.

#1780 – Think – Build – Run – Pass – Delay

Trzeba żyć. Jakoś. Szybko. Niepowtarzalnie. Tu i teraz, mając jednocześnie przed oczami to co było, jest i będzie.

Zatem trzeba pomyśleć chwilę, na czym się skupić i kiedy.

Zatem, nasz żywot jest zmienny w czasie i zależny od wielu czynników zewnętrznych i wewnętrznych.

Na jedne mamy wpływ czynny, czyli możemy je kształtować. Na kolejną grupę mamy wpływ bierny, czyli możemy ich unikać, na trzecią nie mamy zupełnie żadnego wpływu. Do tego wszystkiego dochodzi zmienny współczynnik dostępności czasu oraz naszych potencjalnych możliwości i zdolności w danej chwili. Psychicznych, fizycznych, motorycznych, materialnych oraz wolicjonalnych.

Na wszystkie nasze działania możemy spojrzeć również poprzez grupowanie naszych aktywności – planowanych, wykonywanych, unikanych, czy zaniechanych poprzez pryzmat aktegorii:

  • Think – coś co planujemy zrobić aby się rozwijać i przetrwać;
  • Build – coś co robimy by zbudować nasz potencjał, wdrażamy to co zaplanowaliśmy w fazie Think
  • Run – czynności – utrzymaniowe, które pozwalają nam przetrwać, zalicza się do nich praca zarobkowa i taka, za którą nam nie płacą, odpoczynek, odżywianie i odnowa biologiczna, rekreacja ruchowa itp. itd.
  • Pass – czynności, które są po prostu zapełniaczem czasu – nic nam nie dają a po prostu są zbędne – nie mylić z pozytywnie spędzanym czasem, który coś nam daje – np. pozytywne spanko.
  • Delay – czynności, które pogarszają nasz stan – chlanie, ćpanie, nadmierna i nieuzasadniona eksploatacja naszego organizmu.

Teraz warto wejść w fazę Think i przeanalizować wszystko to co robimy – w kontekście dnia, tygodnia, miesięcy, lat – co w której kategorii się znajduje i tak pokombinować, żeby te dwie ostatnie pozycje (Pass, Delay) wykluczyć lub zminimalizować. Być może część z tych aktywności, da się po odpowiedniej modyfikacji przenieść obiektywnie (bo subiektywnie, to wszystko się da) do innej grupy?

Najgorzej, jeśli nie zachowamy zdrowego rozsądku i balansu – np. alkoholik nie oceni swojego picia jako Delay, tylko wrzuci to do Run – jako odpoczynek, albo do Build – jako coś co daje mu siłę do przetrwania.

Pracoholik zaś swoją pracę będzie również usiłował wrzucić do Build lub Think, gdy w rzeczywistości to Run lub Pass, albo Delay?

Dla przykładu: gdzie umieścić wypoczynek z bliskimi?

Czy to Run? A może Build? Dla mnie to nie jest na pewno nic z ostatnich grup (Pass, Delay), więc tym się nie bardzo trzeba przejmować…..

Do czego zmierzam tym, krótkim wpisem? Do autorefleksji, rozmowy z bliskimi- co jest ważne i po co ten miś jest? Czy to co robimy ma sens? Którą grupę należy obecnie rozszerzyć, kosztem, której i na jaki czas?

Jak wyeliminować to co nas nie wspiera w życiu, jak zbudować potencjał i co ważne, jak go wykorzystać! Bo jeśli już mamy coś w zanadrzu, to dlaczego nie użyć tego w jakimś szczytnym celu?

Trzy – dwa – jeden – START

Nie zaprzepaść swojego życia, bo nawet jak będzie jakieś kolejne to i tak nie będziesz tego pamiętał.

Do dzieła! A Dzieło to Ty.

Jak mawia mój tato – Nadzieja umiera ostatnia i trzeba robić to co się da. Tu i teraz, tym co się ma.

#1779 – dzień śmiesznego

Dlaczego taki tytuł? Mądry zrozumie, głupi nie zapyta. Jak w większości przypadków.

Śmieszne jest to, że żyjąc w zakłamanym świecie, wierzymy w coś co nie ma większego sensu. Znaczy w sens życia i boski plan. Sens nie ma sensu.

Dlaczego? Bo jeśli ktoś wierzy w boski plan, dlaczego ma wobec niego wątpliwości i boi się tego co nastąpi i nie ma zaufania do tego kto to planuje?

Dlaczego wznosi modły o odwrócenie nieuchronnego, pokazując na wszelakich dostępnych poziomach jaki to bogobojny, wierzący i zachwalający łaskę, jednocześnie wymuszając zmianę planu na wszechmogącym i wszechwiedzącym?

Nasz świat jest jedynie miejscem poczekalni na ten właściwy i nieskończenie zajebisty i nieograniczony zakątek, zatem czego się usilnie trzymać i delektować tym co ulotne, zmienne i tak naprawdę marne?

Dlatego to jest bez sensu. I już. Koniec kropka.

Nieśmieszny jest ten żart, umożliwiający jednak zrozumienie tego sensu, którego nie ma. Polityka, władza, pieniądze, pogoń i strach są jedynie odwracaczem uwagi od kontemplacji chwili, obserwacji wiatru i wsłuchania się w nieuchwytną ciszę.

Spójrz wewnątrz siebie. Poszukaj tam tej brakującej cząstki, której szukasz na zewnątrz. Na pewno tam jest.

A później rozejrzyj się wokół i poczuj bezgraniczną miłość i radość. Nawet kiedy zmrok i chłód. Wszak nie ma się czego bać. Wszystko zadzieje się tak jak ma się zadziać. Czy tego chcesz czy nie. Masz wpływ na tyle ile masz. I możesz w tym zakresie zrobić wszystko. I nic poza tym.

#1778 – sens życia

Czy życie w ogóle ma jakiś głębszy sens?

Czy warto się tym przejmować? Szukać odpowiedzi na pytania bez odpowiedzi? A może szukać nowych pytań i próbować zachęcić do tego innych?

Czy nasze życie ma większy sens niż życie pokoleń, które już tu były? Czy pokolenia po nas mają szansę na coś nowego?

Czy my jesteśmy najmądrzejsi na świecie? Czy kiedykolwiek coś się zmieni?

Tak i nie.

Tak, bo miarka się zbiera, cośtam i ktoś korzysta z tego i coś buduje. Dla siebie, czasem również dla innych. Jednym jest lepiej, innym tak samo, jeszcze innym gorzej. Piniądz rządzi, ludzkie życie to tylko piniądz. Czy wojny i polityka o tym nie świadczą? AAAA i religie.

Nie, bo to i tak bez znaczenia. Ważne jest tu i teraz. To czy oddychasz, czy twoje serce pompuje krew, czy twoje komórki wiedzą co mają robić i robią to dobrze?

Jak przestaną, to już cię nie ma. Koniec.

Możesz być Arystotelesem, Kopernikiem, tym od Iphona, jak mu tam było – Steve Jobs. Dzisiaj jesteś, jutro zostaje po tobie wspomnienie.

Czy to, że o Tobie pamiętają coś dla ciebie zmieni? Czy to, że masz jacht, służących i szafkę z tabletkami co robią dobrze coś zmienia?

Jesteś tu w jakimś innym celu niż przedłużenie gatunku? Tak, tak, dusza, raj i buk i daj borze niebo. Czyś lepszy od eugleny zielonej?

Jeśli tak to napisz w czym.

Bo to wszak o chwilę chodzi.

O tę teraz.

A czekaj, już przeminęła. O tę teraz.

#1777 – Tydzień PnCD 14 i 15

Czas leci. Nic nie kręci się wokół czegoś konkretnego. Wszystko jest od siebie zależne, zatem nie ma czasu do wyodrębnienia na szczegółowe i ukierunkowane przygotowania. Ilość wszelakich wyzwań i posunięć prowadzi do zachowawczych działań, których stan ocelam jako zadowalający. Minimalizm przygotowań osiągnął poziom krytyczny, ale akceptowalny.

Oby do przodu. Trzeba teraz zintensyfikować dostępne zasoby i zrobić swoje. Liczba spraw do załatwienia rośnie.

#1776 – leci kabarecik

Jedno z nieulubionych przeze mnie powiedzonek – „Leci Kabarecik”.

Nieulubione, bo używane przez osobę, której za dobrze nie wspominam, a jeszcze bardziej nieulubione, bo jednak trafne i prawdziwe.

Wszystko już było na tym świecie. Teraz tylko popłuczyny nam zostały. Niby inne, a jednak takie same ścieki jak kiedyś tylko w innym „flejworze”.

A człowiekowi się zdaje, że coś zmieni, że na coś ma wpływ. A niektórzy się jeszcze łudzą, że coś zmienią, że wystarczy chcieć i można wszystko. A można tyle na ile ci pozwoli świat. Jak nadepniesz na odcisk nieodpowiedniemu trolowi, to niestety nikt i nic ci nie pomoże. Rachu ciachu i do piachu.

I tak jak zawsze, bogaci dostaną dopłaty i ulgi, średni złożą się za to na dopomożenie najbiedniejszym. Kombinatorzy górą, uczciwi jak myszki pod miotłą, a obibokom, za dużo nie trzeba więc dadzą sobie radę na poziomie przewyższającym wkład własny.

I świat się kręci, a jakże, przecież takie jego zadanie. By się kręcić do samego końca, a nawet jeden dzień dłużej.

I w co tu wierzyć?

Jak to dzisiaj podsumował mój schorowany tato:

Pozostaje nam wierzyć w pomoc ludzką, bo na boską to już nie ma co liczyć.

Racja w 100%, jedynie ludzie mogą się sami z siebie opamiętać, bo nikt inny za nas tego nie zrobi.

#1755 – bez zmian

Ja mówię – wy robicie. Słuchajcie – nie analizujcie za bardzo i przynoście dary w ofierze, tak bym mógł się tym napawać i cieszyć. Wasz ból jest dobry, bo krzepi. To, jak wiele potraficie, bezkrytycznie znieść, daje nadzieję na to, że możecie znieść jeszcze więcej. I bardzo dobrze!

Jesteście najdzielniejszym narodem, wybranym spośród wielu, by dowieść jak bardzo jest z wami krucho i jak wiele przed wami wyzwań, którym oczywiście nie podołacie, ale ja swoją bezgraniczną łaską, pozwolę wam pełzać u mych stóp jeszcze przez jakiś czas. Część z was rozdepczę, ale części pozwolę się pastwić nad wami w moim imieniu. Będą to moi namiestnicy. Czcijcie ich trochę mniej niż mnie, bo tylko mi należy się uwielbienie i chwała.

Możecie robić co chcecie, pod warunkiem, że mieści się to w zakresie na jaki wam pozwalam, a z każdej, choćby, myśli wybiegającej poza ten stan rzeczy macie się zwierzyć moim namiestnikom na planecie. I szczerze żałować, i odrobić zadane czynności poprawcze, by głupoty odeszły z waszych pustych głów.

A za czyny złe i podłe, zostaniecie ukarani jeszcze dotkliwiej, tak by wasi naśladowcy również poczuli strach, ból i nieuniknione zniszczenie.

Nie ma wyjątków. Prawie.

Moi namiestnicy, z racji wykonywanych zadań, mogą poczuć się ważniejsi, w pewnych, zrozumiałych granicach, tak by strach wzbudzać wśród najniższych. Jednak nadmierne nadużycia będą również karane z należytą dokładnością.

Drżyjcie zatem i korzcie się, bo moja dobroć jest nieograniczona, ale wstrzemięźliwa, z waszego powodu – wszak zbyt słabi jesteście by samodzielnie stanowić o sobie. Zatem lepiej mądrze milczcie niźli głupio gadać macie.

Jak już nabierzecie ogłady, to opowiem wam historię, tak abyście ogarnęli swoimi ograniczonymi zmysłami, jak to wszystko się zaczęło i jak z braćmi i siostrami zaczęliśmy ten projekt prototypu świata. Już niedługo będziecie gotowi by zbliżyć się do tej wiedzy o krok. Kolejny krok w dziejach ludzkości.

Na początku był Obłok. Chmura. Para.

#1754 – co robić?

Jakby sobie odpowiedzieć poprawnie na pytanie: co robić w życiu?

Moim zdaniem, to rób swoje.

I przestań się zamartwiać. Jakoś się ułoży. Może nie zawsze jakość i jakoś to to samo, ale z drugiej strony, trzeba zachować godność i wiarę, ze to co robisz jest warte ciebie. Albo ty warty tego co robisz.

Dużo jest ściemniaczy, naciągaczy, partaczy i wślizgowców powszednich, takich, którzy myśląc, że nie zjadając rozumów, mogą nabrać innych na mniejszą lub większą wkrętkę. A ludzie jak pelikany, łykają to i owo, a jak już łykną, to ciężko im się pogodzić z porażką i szukają potwierdzenia swoich czynów oraz następców, pamiętacie wszak historię o nagim królu?

Żadna praca nie hańbi, ale to co robisz ma też drugie dno – nie możesz krzywdzić innych, bo to niemoralne. Co prawda niektórym się udało – ale, czy to, serio, warte?

Nie trzeba mieć wykształcenia by być dobrym człowiekiem, nie trzeba siedemnastu dyplomów ukończonych kursów by być ekspertem, ale również nie szkodzą te kwity w niczym, a czasem otwierają zamknięte drzwi.

Lepiej mieć kwit niż nie mieć,

lepiej mieć pieniążek w odpowiednim momencie,

lepiej mieć plan B, niż nie mieć.

Ale i tak, żeby mieć, trzeba być.

Bo jak cię nie ma to na ch…. to wszystko?

I w końcu mi się wszystko wyjaśniło.

Pytanie ile chcesz w to włożyć, czego, ile poświęcić siebie, czasu i ile wyciągnąć.

Warto być sobą.

Warto umieć docenić wolność i wolność wyboru. Warto umieć zmieniać siebie, zmieniać otoczenie, zmieniać zdanie i uczyć z każdą chwilą. Oprócz tego, że jesteś rzemieślnikiem, spróbuj odkryć w sobie romantyczną duszę artysty i luz wielki.

Luz i dystans. I rymy nieustanne, pasujące do każdej chwili, które pozwalają odkrywać analogie i miksować priorytetami w zmieniającej się sytuacji, bo elastyczność i zmienność zwycięży, w codziennej rywalizacji ewolucyjnej dnia codziennego.

#1753 – co jest dobre?

Co jest dobre na tym świecie? Kto jest dobry, a kto jedynie wilkiem w owczej skórze? Czy pomagając komuś, nie robimy mu niedźwiedziej przysługi?

Czy kary, groźby, sankcje, przynoszą zamierzony skutek? Czy może wtedy cierpią jedynie jednostki nieświadome i wystawione po to by wzbudzić ich sens, a prawdziwi winni, przestępcy, czy prowodyrzy pozostają bezkarni, nie resocjalizują się i robią dalej swoje?

Jak uchronić innych przed popełnianiem oczywistych błędów? Czy na pewno mamy rację i nasze stanowisko jest poprawne?

Gdzie leży prawda? Kto może mieć rację i jak może ją narzucać innym?

Jak bardzo należy się trzymać procedur, stworzonych wszak na podstawie średnich wartości i zrównujących wszystkich ludzi?

Trudne pytania pozostające często jedynie w formie rozważań i rozterek moralnych w głowach niektórych ludzi. A inni żyją sobie w nieświadomości i robią co im każą i szerzą to pośród innych, czasem ogniem, czasem mieczem, biorąc za dobrą monetę pojawiający się przy tym ból, strach i zniszczenie.

A gdzie ja w tym wszystkim się znajduję? Jak powinienem postąpić by było dobrze? I kto za to wszystko na koniec zapłaci i komu?

#1752 – bańka

Nasza bańka jest straszna. Sraszna, bo zarazem niezbędna do życia, gdyż stanowi ochronę przed zalewem informacji i bodźców zewnętrznych, a jednocześnie odcinając nas od nich stanowi zagrożenie, że coś istotnego przeoczymy. Dobrze nam w niej, bo nasz smrodek jest całkiem przyjemny, po pewnym przyzwyczajeniu, a ci co siedzą z nami w tym miejscu, z radością nam przyklaskują i tupią z radości. Kolejny problem bańki jest taki, że twardnieje z czasem, przestaje się poszerzać, a jej ścianki mętnieją utrudniając dostrzeganie tego co na zewnątrz. A na zewnątrz, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Co prawda historia zatacza koła, a właściwie pętle, które z czasem mogą zacisnąć się na szyi.

Taka prawda. Starzejemy się, chcąc nie chcąc, życie takie jest. Zatem musimy piąć się w górę lub, jak szachowy Skoczek, zygzakiem do przodu i w bok, tak by nie dać się zaskoczyć w bezruchu.

Bańkę trzeba opuszczać, zmieniać, czyścić, wietrzyć i zmieniać jej zawartość. Świat wokół wiruje i wariuje, więc aby się w nim odnaleźć, musimy dać ponieść się wirowi, tak by w odpowiednim momencie wskoczyć na wyższy poziom.

Czy się to uda? Czy wciągnie nas matnia? Cóż – zależy to od wielu czynników, a jednym z nich jesteś ty sam i to co jesteś w stanie zrobić i co zrobisz.

Brak działania to też działanie. A za złe działanie należy się lekcja. Pytanie czy masz czas by ją odrabiać, czy lepiej działać już teraz? Oczywiście w doborowym towarzystwie. Bo Sam to był tylko strażak.