#1123 – hibernacja Mint 21

Niestety w Linux Mint zniknęła jakiś czas temu opcja hibernacji (zamrażania) systemu na dysk. Tak by bez zużywania energii można było przywrócić stan systemu po wyłączeniu kompa.

Poszukałem, pogooglałem i znalazłem rozwiąznie, które u mnie działa i stanowi kompilację treści z kilku różnych stron.

Zatem, aby włączyć hibernację w Linux Mint 23 należy:
1) Wyłączyć w BIOS opcję Secure Boot
2) Mieć odrębną partycję wymiany, najlepiej w wielkości 2xRAM
jeśli nie masz, stwórz partycję (np. narzędziem gparted), włącz swap:
sudo swapon
3) Sprawdź czy hibernacja działa, czy wspiera ją twój Linux, uważaj bo to wyłączy komputer!:
systemctl hibernate
4) Sprawdź UUID partycji swap, gdyż będzie potrzebne do aktywacji opcji w GRUB:
sudo cat /etc/fstab | grep swap
5) Należy dodać do GRUB opcję przywracania systemu z partycji wymiany, tzn. w pliku /etc/default/grub ma być linia (z twoim UUID partycji swap):
GRUB_CMDLINE_LINUX_DEFAULT="quiet splash resume=UUID=3d087356-d2eb-42d9-9d40-e72f437ec760
po zapisaniu:
sudo update-grub
6) Dodanie do menu zamykającego system opcję hibernacji:
do pliku: /etc/polkit-1/localauthority/50-local.d/com.linuxmint.enable-hibernate.pkla
dodaj linie:
[Re-enable hibernate by default in upower]
Identity=unix-user:*
Action=org.freedesktop.upower.hibernate
ResultActive=yes

[Re-enable hibernate by default in logind]
Identity=unix-user:*
Action=org.freedesktop.login1.hibernate;org.freedesktop.login1.handle-hibernate-key;org.freedesktop.login1;org.freedesktop.login1.hibernate-multiple-sessions;org.freedesktop.login1.hibernate-ignore-inhibit
ResultActive=yes

Zapisz i już.
7) Tadam. Koniec. Powinno działać. U mnie działa 😉

#1122 – możesz się znowu mylić

Nie wiem czy mi się chce cokolwiek robić. Jedyne co mi się chce to leżeć i spać, no może jeszcze poczytać i zaspokoić inne potrzeby fizjologiczne. Wychodzi na to, że jestem przemęczony. Praca, treningi, prowadzenie zajęć, welbeing, staranie się zostać jak najlepszą wersją siebie i osiąganie celów, na które się sam człowiek zdecydował. I pytanie czy to warto?

„Niestety warto, bo jak nic nie będziesz robić to będziesz nic nie warty” – tak sobie powtarzam, choć wiem, że to też jest bez sensu. Można nic nie robić i też się w tym odnaleźć, mieć z tego radochę, mieć za co żyć i oczekiwać szacunku innych.

Możesz w sumie robić różne rzeczy – pytanie tylko w imię czego i czy dobrze się z tym wszystkim czujesz? Bo można również skakać jak pajac i wykrzykując z uśmiechem wesołe zdania brnąć w zakłamanie i ułudę, rozsyłąjac posty na różnego rodzzaju portalach społecznościowych.

Wszystko jest skomplikowane, nawet proste rzeczy. Ostatnio na przykład trafiłem na artykuł: Funkcja kosza na śmieci w Windows, która oszczędzi Ci sporo czasu i miejsca na dysku. Artykuł na wiele linijek, może stron, oczywiście z powtarzającymi się zdaniami i powtórzeniami powtórzeń. I co? Shift + Delete usuwa plik z pominięciem kosza, dla zwykłego użytkownika zazwyczaj nieodwracalnie. Po co ten cały patos i bezsens nadmiaru?

Po przeczytaniu takiego czegoś (chyba artykułu), znowu rodzą się pytania – po co to wszystko jest, poza wyciągniem uwagi, czasu i kasy innych ludzi?

Może rzeczywiście, leżenie, spanie i czytanie książek ma większy sens niż mi się wydaje? I odpowiednia aktywność fizyczna.

#1121 – przykre wspomnienia z dzieciństwa

Jestem Byłem Mam.

Kto pamięta i ma na samo wspomnienie odruchy wymiotne lub inne podobne, ten wie o czym mówię.

Kto nie – ten miał szczęście.

Ja podziękuję za cały wysiłek włożony przez panów i panie w czarnych sukienkach, próbujących mi włożyć kit do głowy i dziwne ograniczenia i zalecenia, nie mające uzasadnienia dającego się wytłumaczyć w żaden poprawny, logiczny i poparty odpowiednim przykładem sposób. Na szczęście nie daliście rady.

Dziękuję i nie polecam.

Podobno – nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. I gdzie to wszystko jest?

#1120 – jak być dla siebie dobrym?

Często zadaję sobie to pytanie. I bardzo często znajduję różne, często sprzeczne odpowiedzi. Z jednej strony chciałbym być najlepszym w tym co robię, ale z drugiej chciałbym być sobie, po prostu być, tak żeby mnie nikt nie zauważył i się nie czepiał. Tak jak się głębiej zastanowię, to chcąc czy nie chcąc mam w sobie dwoistą naturę mojego astrologicznego bliźniaka. Ciężko mi usiedzieć w miejscu, ale jednocześnie jestem stały i niezmienny jak beton. Tak, wiem to ciężko ogarnąć, nawet mi, ale tak było, jest i mam nadzieję będzie jak najdłużej. Z jednej strony mam swoje wybrane autorytety, z innymi się nie zgadzam i je świadomie odrzucam, a jeszcze inne częściowo akceptuję, ponosząc pewne wewnętrzne koszty. To jaki jestem i jak się zachowuję w pewnych sytuacjach, jest częściowo moim własnym wyborem, ale w dużej części stanowi to to jak zostałem ukształtowany do teraźniejszości. Dlatego to co sobie każę, to co sobie odpuszczam, to czego od siebie wymagam i to na co nie mogę sobie pozwolić to wypadkowa, która również wymaga poniesienia mniej lub bardziej materialnych i mentalnych kosztów. Moich własnych i moich najbliższych.

Kolejne wyzwanie, na jakie sobie pozwoliłem, trochę dla beki, trochę z ciekawości, trochę ze strachu – to szersza odpowiedź na pytanie – jak powinien wyglądać wellbeing. Czy ja go mam? Czy mam czym się podzielić z innymi? Jak wykorzystać teoretyczną i praktyczną wiedzę, którą zdobywałem przez 47 lat, tak by po pierwsze – nie poszła na marne, po drugie, zachęciła innych do aktywnej i świadomej refleksji w prostym temacie: jak czuć się szczęśliwym tu i teraz, każdego dnia. Czy to jest rzeczywiście możliwe przy wykorzystaniu dostępnych narzędzi i rekwizytów by poczuć się dobrze we własnej skórze?

#1119 – samoocena

Cóż, niektórzy poza wadą wzroku mają jeszcze inne wady, którą może np. być niska samoocena.

Chciałoby się sięgać ku doskonałości, czekać na ten znak i poczucie, że to już, że można czymś pożytecznym dzielić się z innymi. Być autorytetem, osobą, która zna się na tym o czym się wypowiada. I coś ciągle cię blokuje, uważasz, ze jeszcze trochę trzeba coś dokręcić, dociągnąć, poczekać, aż to co pokażesz będzie tak dobre, że innym głowy urwie. I czekasz, próbujesz na boczku, patrzysz na swoje niedoskonałości i chce ci się płakać, bo wiesz, że przecież stać cię na wiele więcej. Zresztą słyszałeś to już setki tysięcy razy – możesz bardziej, możesz lepiej, możesz … !

I jesteś tu gdzie jesteś, a ci co mają to w nosie coś robią i idą naprzód. Ileż to miernej jakości artykułów, filmików, opinii, firm, firemek, zakładów usługowych i ekspertów – doradców od wszystkiego.

Ostatnio czytałem artykuł, jak się przygotować do Biegu Rzeźnika. Ciekawy to bieg (no dobra – marszobieg, nazywany Biegiem), gdyż pokonuje się go w parach, co nie zdarza się często na imprezach biegowych – jest to element obowiązkowy tego wyścigu. I autor tego artykułu opisuje jak się przygotować, by go w ogóle przebiec ten 80km dystans, mieszcząc się w limicie czasu i startował w tym biegu dwa razy, z tą samą osobą. Serio. Ja przebiegłem go już 4 czy 5 razy i jakoś nie wiem czy mogę doradzać komuś coś z taką pewnością. A doświadczenie mam o tyle większe niż autor wspomnianego artykułu,że partnerów miałem trzech (i ze wszystkimi zgadzaliśmy się co do taktyki i sposobu przemierzenia trasy). I tu rodzi się w mej głowie pytanie – czy ja za dużo wymagam od siebie i od innych, czy nie doceniam własnych możliwości i posiadanego doświadczenia? Wszak napisanie podobnego artykułu nie stanowi żadnego wielkiego wyzwania.

Przykładów można skutecznie pokazywać więcej, z różnych dziedzin – np. fotografii (ludzie mają firmy fotograficzne i robią zdjęcia za pieniadze, zdjęcia, do których osobiście wolałbym się nie przyznawać), masażu – tak ludzie manipulują ciałem innych ludzi, nie mając zielonego pojęcia o tym co robią, motoryzacji – nawet wymiana prostych części czy zmiana opon w fachowym zakładzie woła o pomstę do nieba, nie wspominając juz o wykonywaniu prostych i trudniejszych prac remontowych.

No nic – nie da się zrobić wszystkiego samemu, trzeba delegować pewne zadania, ale wygląda na to, że nie należy się bać wyzwań, tylko brać byka za rogi jak notabene Masutatsu Oyama.

Nie ma na co czekać na jakieś niespotykanie zielone światło, tylko trzeba realizować te zadania, które sprawiają, że czujemy się lepiej i stajemy się lepszymi ludźmi. Ważne, dla mnie, jest to, żeby nie zaszkodzić przy tym innym.

#1118 – zachowaj spokój

No nic. Trzeba zachować spokój i balans, jak zawsze. Tak jak trzeba, tak jak to powinno się odbywać. Z godnością, z rozsądkiem, z pokorą i czymś tam jeszcze, o czym wiedziałem, lecz zapomniałem.

Nie ma tak, żeby nie mogło być gorzej i lepiej. I trzeba się cieszyć, że się nie szczeka. I w ogóle to inni mają gorzej, a wszystko to wina pana T. Z drugiej strony, zdawać by się mogło, że będzie lepiej, bo jest nadzieja, że przez jakiś czas nie będzie gorzej, a to prawie jak potwierdzenie, że jest zajebiście. Fakt jest faktem: ludzie nie są gorsi. Świat również nie jest gorszy niż był kiedyś, a jedynie poprzez poszerzanie horyzontów i czerpanie wiedzy z dostępnych źródeł okazuje się, jak jest. Jak jest twardo wokół i na jakie przeszkody będziemy się natykać każdeg dnia. Oczywiście nie wszyscy, bo jedni mają łatwiej, a inni po prostu nie widzą przeszkód.

Najgorsze jest to, że są tacy co mają to wszystko w poważaniu i nie poczuwają się ani w obowiązku, ani w odpowiedzialności do czegokolwiek. Czy zatem warto się przejmować czymkolwiek? A może wprost przeciwnie? A może najlepiej być jak struś i schować głowę w piasek?

Złość, ból, żal, niemoc – na nic to się nie zda. Trzeba więc korzystać z tego co jest dostępne i realizować swoje marzenia i cele, choć czasem nawet one jakoś tak blakną i wydają się być gówno warte. Trzeba to przetrwać, mówić swoją mantrę i brać życie jakie jest. W końcu – „Nie ma tego złego co na dobre nie wyszło” – tak? No przecież już nawet trąbią w radio, jak to polskie firmy się dorobią na odbudowie Ukrainy i jak to jest zajebiście, bo w końcu jesteśmy w samym środku zaintersowania… Na każdym poziomie jest coś co powoduje, że wraca myśl – „Kto Panu to tak pięknie spi#$%%?”.

Czy ktoś za tym serio stoi?

#1117 – git i github w skrócie

Dzisiaj, krótki poradnik, bardzo podstawowych pojęć i komend związanych z git i github.
git – program do zarządzania wersjami repozytoriów kodu
github – strona twórcy git, gdzie dodatkowo można korzystać z funkcji repozytorium na serwerze – przydatne przy pracy zespołów oraz implementacji kodu do zewnętrznych serwisów i dzielenia się nim
Pomoc opcji git:
git command -help
git help --all

Ustawienie globalne dla gita – użytkownik i email adres, jeśli nie chcesz globalnie, usuń słowo –global:
git config --global user.name "nazwa_uzytkownika"
git config --global user.email "mail@server.ussr"

stworz katalog i przejdź do niego (tu będziemy śledzić zmiany), następnie tworzymy w nim katalog, dla którego nie śledzimy zmian (bo np. trzymamy w nim obrazki, biblioteki inne pliki …):
mkdir zabawa
cd zabawa
mkdir obrazki

inicjalizacja repozytorium git w katalogu (w katalogu zabawa):
git init
domyślna nazwa repo to master
zmiana nazwy gałęzi na main
git branch -m main
W pliku README.md opisujemy po co jest to repozytorium, co zawiera itp.
Status repozytorium:
git status
stwórzmy plik plik_01.txt, można wyedytować dowolnym edytorem, ale samo stworzenie:
touch plik_01.txt
Dodanie pliku do śledzenia określane jest jako – stage
Staged files are files that are ready to be committed to the repository you are working on.
git add plik_01.txt
lub aby dodać wszystko:
git add -A lubgit add all
wyświetlenie plików w katalogu (wszystkie informacje) ls -la
Do pliku .gitignore wrzucamy informacje o plikach, na których nie są śledzone zmiany:
wyświetlenie zawartości pliku .gitignore:
cat .gitignore
obrazki/
Teraz, potwierdzamy zmiany:
git commit -m "pierwsza wersja"
aby zobaczyć jakie były komity wcześniej:
git log
dodanie gałęzi
git branch poprawki
wylistowanie wszystkich gałęzi, oznaczona * jest aktualnie używana
git branch
(*)main
poprawki
aby wyświetlić wszystkie gałęzie (lokalne i zdalne):
git branch -a
tylko zdalne:
git branch -r
przełączenie na gałąź poprawki:
git checkout poprawki
Switched to branch 'poprawki’
dodaję pliki plik oraz poprawki.txt
touch plik poprawki.txt
dodaję do stage
git add --all
commituję zmiany w branchu
git commit -m "poprawki dodane i plik.txt"
Zasada jest taka, by w głównym branchu mieć aktualny i działający kod.
Zmiany nanosimy na branchach innych
aby zmergować (połączyć) branche:
przechodzimy na główny:
git checkout main
mergujemy z którym chcemy
git merge poprawki
jak nie potrzebujemy już gałęzi, to możemy ją usunąć
git branch -d poprawki
jeśli są konflikty, należy je poprawić, a następnie ponowić fazę stage i commit
można też stworzyć nową gałąź i do niej od razu przejść:
git checkout -b nowa_galaz
Switched to a new branch 'nowa_galaz’
Github
teraz pora na zdalne repo – github!!!
Najpierw załóż se konto
A potem stwórz repozytorium
uwaga, teraz (2023-04-03) nie działa wrzucanie repo po https, a jedynie go ssh.
a by logować się po ssh do githuba, musisz wygenerować parę kluczy (ssh-keygen -t rsa): publiczny, do wrzucenia na github
i prywatny, który powinieneś chronić. Kluczy prywatny powinien mieć uprawnienia tylko do odczytu, inaczej ssh go nie będzie używał! O czym uprzejmie nie poinformuje 😉 . Klucz prywatny możesz przenosić między kompami, ale pamiętaj by go chronić przed niepowołanymi oczami, rączkami i nnymi osobnikami. Jest Twój i tylko Twój!
Jak już to masz, to jedziesz z koksem:
git remote add origin git@github.com:kryt121/zabawa.git
ewentualnie można założyć repo, z linii komend:
echo " zabawa" >> README.md
git init
git add README.md
git commit -m "first commit"
git branch -M main
git remote add origin git@github.com:kryt121/zabawa.git
git push -u origin main

aby ściągnąć dane z serwera:
git fetch origin
git status
git log origin/main

origin/ to są branche na serwerze
wyświetla różnice:
git diff origin/master
mergowanie:
git merge origin/main
git status

można fetch i merge połączyć i zrobić jedną komendą:
git pull origin
teraz zrobimy zmiany lokalnie i wypchniemy na serwer
dodaliśmy plik koleny_plik.txt, wyedytowaliśmy go i:
stage
git add kolejny_plik.txt
commicik
git commit -a -m "dodalim plik kolejny_plik.txt"
git status

On branch main
Your branch is ahead of 'origin/main’ by 1 commit.
(use „git push” to publish your local commits)
git push origin
wrzucamy nowa gałąź z lokalnego na serwer:
tworzymy galaz i przechodzimy do niej
git checkout -b nowa_galaz
edytujemy README.md
sprawdzamy status
git status
dodać do stage
git add README.md
git commit -m "zmiany w README.md"

wrzucenie na serwer
git push origin nowa_galaz
sprawdź, na koncie github, czy się pojawiło, tam też możesz wykonać pull request i merge
merge wymaga zatwierdzenia, ja to zrobiłem przez stronę www
lokalnie teraz ściągnąć możemy zmiany:
git pull

Sklonowanie repozytorium ze zdalnego na lokalny dysk:

git clone git@github.com:kryt121/zabawa.git

póki co tyle do obycia się … cdn.

#1116 – Prima Aprilis czyli Dzień Śmiechały

Uważaj, dzisiaj 1 kwietnia – Dzień Głupców, którzy dali się nabrać. Zatem życzę sobie i tym, którzy czują się choć trochę oszukani przez życie – Wszystkiego najlepszego i pogody Wiekiego Ducha. Bądźmy czujni każdego dnia!

Ciekawe jak to jest, że aż trzeba specjalnego dnia, w którym można wciskać kity i nie ponosić większych konsekwencji z powodu gadania i robienia ludzi w konia. Wszak niektórzy znaleźli sposób by można to było robić codziennie. Zarówno tam wysoko, jak i tu pośród maluczkich. Prawda Tajemnicy Poliszynela w oczy kole i ma się zupełnie dobrze. Przykładów można podawać wiele, ale dzisiaj na to nie pora, bo i tak nikt w to nie uwierzy.

#1115 – uproszczenia

Powinniśmy upraszczać, codziennie, na każdym kroku. Ma to być tak proste, jak to tylko możliwe, ale nie bardziej proste, bo za dużo stracimy. Mnie to wszystko przekonuje i jestem jak najbardziej za, pisałem o tym już wielokrotnie …. Tylko?

Tylko, życie toczy się dalej swym torem i ma te wszystkie złote myśli w głębokim poważaniu. Bo jak pokazuje doświadczenie, ludzie kręcą, jak mogą gdy coś nie jest odpowiednio uszczegółowione. Pozostawienie możliwości wyboru lub działania poza schematem, od razu włącza co najmniej dwa mechanizmy: komplikator i „wykiwywacz-innych-ludzi” [WIL]. I tego nie przeskoczymy, bo to jest w nas zakodowane na niskim poziomie. Zatem konieczne są zewnętrzne ograniczenia, więzy i wytyczone szlaki, z których nie można zbaczać, dlaczego? Bo tak.

Podobnie jest z nauczaniem innych. Ludzie często po wiele lat dochodzą do czegoś, błądzą, szukają i nawet nieraz znajdują. I zdobytą wiedzą albo się podzielą, albo nie. W wielu przypadkach, trzeba za to słono zapłacić, ale znowu mamy różne podejścia – niektórzy wiedzę przekażą niepełną, tak byś, pomimo możliwej krótszej ścieżki podążał drogą naokoło lub zapłacił dodatkowo za pewne „niewiele znaczące porady”. Są też oszuści, a i są też tacy, którzy nie potrafią zrobić niczego pozytywnego bez szczegółowej instrukcji i zewnętrznego strażnika.

Dlatego, pomimo znanych wszędzie zasad minimalizu, wszechświat musi ciągle się rozszerzać by to wszysko pomieścić. Upraszczanie w jednym miejscu zazwyczaj powoduje komplikacje w innych miejscach, jeśli nie dążymy do uproszczeń systemowych, idących na wielką skalę i nie powodujących komplikacji pod spodem. Oprócz tego, wszystkiego, ważne, a może nawet ważniejsze jest to, czy będzie taniej? Bo wiecie, coś może być proste, ale jak jest drogie, to nie każdy może sobie na taki luksus pozwolić.

#1114 – okrągła liczba

Pyta się informatyk kolegi z pracy:

-Pożyczysz mi 1000 zł?

-Dla równego rachunku, pożyczę ci 1024.

Jeśli cię to śmieszy, to znaczy, że choć trochę możesz zrozumieć to, że często można zostać odebranym trochę inaczej niż było w pierwotnych zamierzeniach, pomimo tego, że w zasadzie obie strony mają na swój sposób rację. Oczekiwania uczestników konwersacji mogą się delikatnie różnić, bądź z innych punktów widzenia być pomijalne, a jednak ta drobna, często, tak naprawdę nieistotna niezgodność może spowodowodować lawinę przyczynowo skutkową.

Wyjaśnianie spraw, może być o tyle bardziej skomplikowane, że wraz z poziomem niedogadania, rośnie stopień irytacji i chęci przekonania do swojego punktu widzenia.

Czasem wtedy należy odpuścić i wrócić do tematu na spokojnie, ale czasem, niestety, musisz zasiać ziarno zmiany, zanim odsuniesz się w bezpieczne miejsce. W szczególnych przypadkach, by zbudować coś nowego, konieczne jest zrobienie dosyć sporej rozpierduchy i wyznaczenia na nowo pionu i poziomu, tak by dalsza praca nie okazała się radosnym i kochanym dziwolągiem. Jako, że każda matka (prawie) swoje dzieci kocha i chce byśmy także, kochali je trochę, wszyscy będą potworka karmić i czekać aż urośnie duży i silny i pójdzie dalej w świat. W tym przypadku, jednak, nie ma litości i trzeba łeb ukręcić Hydrze tak szybko jak to tylko możliwe.

No chyba, że jest litość i współczucie. Wtedy nadstawiasz drugi policzek, przebaczasz, kochasz i robisz tak, żeby było różowo i błękitno i wszyscy, razem , wspólnie, cieszyli się z osiągnięcia 120% normy. Niech żyje król!