Pomalutku do przodu. Jak mucha w smole. Z ciężkimi myślami, wielkim oporem oraz dodatkowym brzemieniem sytuacji, na który ma się znikomy wpływ. Niby można wszystko co się chce, można rzucić to w diabły i zacząć robić coś co się kocha, tylko sęk w tym, że za coś trzeba żyć, tu i teraz, a na wdrażanie nowych planów trzeba czasu i pieniędzy. Kółko się więc zamyka i kręci, a my w nim tuptamy sami nie wiedząc czy my je napędzamy, czy ono nas.
Od pierwszego do pierwszego, od poniedziałku do piątku, a potem do niedzieli… Niby każdy jest kowalem własnego losu, trzeba się było uczyć, mieć pasje, plany, pracować i nie obijać się, poznawać obce języki i technologie, czytać książki i interesować się światem i ludźmi….
Zaraz zaraz, przecież to wszystko zostało zrobione. To wszystko zostało zrealizowane, to wszysko zostało wykonane, a dalsze akcje dzieją się właśnie teraz…. Więc co zawiodło? Zbyt wielkie oczekiwania? Zbyt mała asertywność? Brak dojrzałości, odpowiedzialności, czy po prostu brak chęci zrobienia „kAriery” przez wielkie „A”?
Jest dobrze, a nawet lepiej niż można sobie wyobrazić, kolejne poziomy zostaną zamknięte już w tym tygodniu a zapowiada się, że następne pojawią się już zaraz.
Zatem nie ma co psioczyć, trza brać co jest i korzystać z tego na maksa, bo jak praktyka pokazała – lepiej to już było. Zatem idąc tym tropem, można wyciągnąć wniosek, że to co najlepsze, dzieje się właśnie teraz. Korzystajmy zatem na całego! Hulaj dusza, piekła nie ma.
C.N.U.
