#1861 – nie napiszę

Nie napiszę tego co bym chciał napisać, bo nie ma takiej potrzeby. Splot wydarzeń w ostatnich miesiącach, dniach, zbliżające się święta i mnóstwo innych mało znaczących i drobiazgowych elementów spowodowały, że po prostu mi się nie chce.

Nie ma żadnych realnych przesłanek, żeby nie cieszyć się z radości dnia codziennego. Zdrowie, możliwości, zasadniczy brak problemów natury egzystencjalnej, nie są jednak w stanie wykrzesać iskier radości i rozpalić ognia przedświątecznej gorączki..

To uczucie podobne do próby puszczania latawca w bezwietrzny dzień. Niby nic nie stoi na przeszkodzie by się cieszyć pogodą, ale brak siły nośnej nie ułatwia zadania. W pracy oferują jutro webminar o andropauzie, może to rozwieje wątpliwości i zabije resztki nadziei. Choć wiem w głębi duszy, że to nie to jest przyczyną mojego marazmu. Wynika on raczej z sumy małych upierdliwych zdarzeń, które powodują niepotrzebne potknięcia i wytrącają z rytmu, który chciałoby się utrzymać. Kumulacja pierdół składa się na worek gówna, który jak najszybciej trzeba opróżnić, nim szambo przeleje się górą. Coraz krótsze dnie, nieskończenie ciemne noce i prawie zatarte wspomnienia świąt z dzieciństwa. Niby radośnie, niby kolorowo, a jednak gdzieś tkwi paproszek drażniący gałkę oczną i powodujący ciągłą niewygodę i swędzenie.

Z jednej strony potrzebuję ruchu i podniesienia tętna, a z drugiej nie chce mi się nawet ruszyć, poza treningami, które prowadzę. Ruch to zdrowie, ruch to siła i uwalnianie złej energii, której miejsce powinna zastąpić świeża moc. Łudzę się i czekam weekendu, żeby wyjść na światło dzienne i zażyć rześkiego powietrza podczas spaceru, może jakiejś przebieżki. Czegokolwiek.

Cykl roku się dopełnia, zatem aby patrzeć jak będzie lepiej. Tyle możliwości, tyle wyzwań i tyle radości, że nie sposób tego dobra przerobić. Krok za krokiem. Jeden na raz. I kolejny. Taka prawda. Nie ma się co rozczulać, bo nie wiadomo co przyniesie jutro, trzeba się skupić na tu i teraz i jakby nie patrzeć jest to zajebista perspektywa, taka, którą ciężko można sobie było wymarzyć będąc dzieckiem, czy młodym człowiekiem.

Znaczy dalej jestem młody i świetnie się czuję, tylko gdzieś jest we mnie coś ciemnego, z czym muszę sobie teraz poradzić. Kolejny raz. Jak zawsze.

Ku chwale!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *