Nic nie jest potrzebne w życiu tak, jak wiara.
I nie mówię tu o wierze w wyimaginowanego i oczekiwanego „Cosia”, który nagle zmieni wszystko na lepsze, ale o wierze w to, że wszystko się ułoży. W końcu. Tu i teraz.
Bo patrząc z perspektywy spokoju i oczami zewnęrznego, niezależnego i obiektywnego obserwatora, jest dużo lepiej niż nam się wydaje, a większość problemów to nasze odczucia.
Co gorsza, albo co z lepsza – wszystko to już zostało powiedziane, napisane i wyśpiewane, a my borykamy się, z pokolenia na pokolenie – z tymi samymi rozterkami.
Powinno być nam teraz łatwiej, bo mamy coraz łatwiejszy i szerszy dostęp do informacji, ale coraz trudniej przełożyć ją na język własnej duszy, gdyż ginie ona w szumie pozostałych informacji. Coraz łatwiej się ze sobą komunikować, ale wychodzi na to, że łatwiej dogadać się z maszyną niż z drugą, trzecią, czwartą, pierdylion jedenastą osobą.
Dobrze mieć bratnią duszę, która daje poczucie bezpieczeństwa i wsparcia, pomimo wrażenia bezsensu i samodestrukcji społeczeństwa.
I wtedy można spojrzeć z radością na obraz z dzieciństwa wiszący na ścianie i przypominający rodzinny dom. Ten obraz może mieć różny tytuł. U jednych to „Widok na dwór Murgrabiego i Białą Damę”, „Hołd Pruski”, „Sielankowy Poranek” czy po prostu „Obraz Nędzy i Rozpaczy”.
Wspomnienia mogą być dobre i złe. Nie odzwierciedlają rzeczywistości, a jedynie to co nam się wydaje i mogą zasugerować nam kierunek dalszej podróży.
Czy chemy iść w tą stronę? A może w zupełnie przeciwną? Jak daleko wektor naszego położenia koreluje z tym co chcemy osiągnąć, albo z tym czego chcemy uniknąć?
Kap, Kap, Kap – coś stuka, pika, tyka. Czy to ucieka z nas życie? Czy to tyka zegar? A może kapie kropla po kropli doświadczenie i nauka, którą mamy możliwość zdobywać każdego dnia.
Łatwo jest uwierzyć, że coś jest odpowiedzialne w 100% za to co się zadzieje. Łatwo zgonić całą winę na innych i równie łatwo można całą przyjąć na siebie.
A prawda? A prawda jest taka, że leży gdzieś pomiędzy, niekoniecznie w połowie drogi, bo raczej nie ma co tu mówić o jakiejś przestrzeni, a raczej o wielowymiarowej macierzy. Grunt, żeby do kodowania i odkodowania rzeczywistości i komunikacji używać tych samych modeli, protokołów komunikacyjnych oraz szybkosci transmisji.
Jakoś się ułoży. Koniec końców i tak wyżej, tego niż możesz, nie podskoczysz. Pytanie – czy się podejmiesz sprawdzenia jaki jest twój potencjał?
