#2005 – krok w bok

Zawsze gdzieś lecimy. Do przodu, w dół, gdzieś tam. Szybko, coraz szybciej, byle do pierwszego, byle do wiosny, byle do wakacji, byle do emerytury.

A chuj tam, zaraz zleci i zostanie tylko wybór trumny albo urny – ale to już i tak zadecydują ci, na których to spadnie. Chyba, że jesteś chorym pojebem i zaplanujesz to sobie za życia.

Ale ale, dokąd tak lecimy i po co?

Ciągle dążymy do doskonałości. Porównujemy się z innymi, później odkrywamy, że to bez sensu i porównujemy się ze sobą z wczoraj, sprzed tygodnia, sprzed roku i to ma sens, dopóki nie osiągniesz tego punktu, że jak nie jest bardzo gorzej, to już jest nawet jakby lepiej.

Co wtedy zrobić? Zacząć być zgorzkniałym dziadem lub babą? Jojczyć, że kiedyś to było lepiej? Że dyskryminują cię ze względu na wiek? A może dać się namówić na jakąś fajną wiarę i za parę złotówek załatwić sobie obietnicę życia w przyszłym świecie, Amen.

Wystarczy może tego srania w banię i pora na zrozumienie czym jesteśmy i gdzie się znajdujemy. Pora pomyśleć o tym co my tu wspólnie robimy i dlaczego najbardziej na świecie nienawidzimy przedstawicieli własnego gatunku?

Tak, co prawda tych złych, ze wschodu, z zachodu, tych obok, co mają inne poglądy. Młodszych, starszych, innych. Po prostu tamtych.

Tacy sami jak my też nas wkurzają, bo stanowią dla nas konkurencję i odbierają nam to co najlepsze dla nas. I zajmują miejsce na parkingach i w kolejce w markecie, czy dyskoncie raczej.

Szukam sensu życia od „pińćdziesięciu” lat i nie znam go tak naprawdę, bo to co próbują mi wcisnąć od małego, jakoś do mnie nie przemawia. Bóg, honor, ojczyzna, reprodukcja, kumulacja, saturacja, eutanazja, sława i władza oraz strach i pokora. Wdzięczność, szacunek, praca. I wóda. musi być wóda, albo coś innego co pozwoli zapomnieć, a później przypominać sobie jak dobrze, że tego nie pamiętasz.

Owszem, muszę się dostosować do norm społecznych i prawa oraz własnego sumienia, ale najbardziej wkurza mnie to, że ci co tak te i inne normy wciskają na lewo i prawo, sami mają je w dupie.

Zakłamanie, obłuda, kit i karton wyłażący zewsząd nie pomaga odnaleźć się w tym galimatiasie.

Majndfulnes, łork lajf balans, fitnes, diety i kalkulator kalorii – to jest sztuka balansu i awansu by w slalomie obowiązków znaleźć czas na chwilę wytchnienia.

Pora iść wytaplać się w błocie i mieć frajdę z kontaktu z naturą.

Jak nie masz na to zasobów zawsze można uskutecznić drzemkę.

Drzemka jest dobra na wszystko.

#2003 – żyć nie umierać

Życie jest fajne. Wstajesz, masz pod górkę, albo z górki.

Masz problemy, które możesz rozwiązać i takie których nie możesz. Czasem te, które możesz – rozwiązujesz, a czasem komplikujesz je do tego stopnia by się ich rozwiązać nie dało.

Czasem czepiasz się tych, które są nie do rozwiązania i udajesz, że wiesz co masz z nimi robić, i biczujesz się, i zamartwiasz faktem, że nie sposób na twoim stołku znaleźć dla nich szczęśliwe zakończenie.

Czasem warto posiedzieć, popatrzeć i zastanowić się, „co by było gdyby”, a następnie szybciutko zakasać rękawy i w parę chwil posunąć się do przodu z tematami, na które masz wpływ i relanie możesz coś z nimi zrobić….

Często jest to prostsze niż ci się wydaje, a czasem jest to mieszanie kijem oceanu – niby jest możliwe, ale raczej do końca życia się z tym nie uporasz….

Bierz więc swój krzyż na plecy i poszukaj kogoś, kto pomoże ci go komuś opchnąć za dobrą zapłatę, a uzyskane środki zainwestuj w rozwój osobisty oraz pomoc potrzebującym. W końcu nie zawsze liczy się efekt, a jedynie sposób w jaki zostanie przedstawiony i zaprezentowany.

Uśmiechnij się – najdalej za kilkadziesiąt lat nie będzie to miało dla Ciebie żadnego znaczenia. A być może nawet szybciej niż się spodziewasz.

#2002 – rok konia

Jak wiecie / nie wiecie * (* – czytajcie to jak chcecie, wykreślajcie, podkreślajcie, nic „mię” to nie rusza) mamy rok Konia. Chiński Rok Konia (2026).

Dlaczego to ważne?

Bo mogę o tym poczytać, popisać, pomyśleć i zapomnieć o tym tak szybko, że nawet nie zauważę kiedy. Cóż to – temat dobry jak każdy inny – bo jaki jest koń każdy widzi, a co więcej, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby…

Ważne, bo po dwóch tygodniach spędzonych w domu głównie na przebywaniu w towarzystwie siebie, najbliższych bliskich i Internetu – w formie różnorakiej – filmów (tych głębszych, płytkich, popularnonaukowych, rozrywkowych i zrywających banię) , książek (tych przez duże K i malutkie k), muzyki i niestety portali społecznościowych – okazuje się, że z każdego tematu można zrobić użytek. Lub raczej bezużytek.

Jeśli temat Roku Konia będziecie zgłębiać, okazuje się, że powstało na jego kanwie setki i tysiące artykułów – zarówno tych mądrzejszych, przemyślanych, jaki takich zsynetetyzowanych prze EjAj (tak mamy Ejajizację, nie mylić z Ejakulacją – choć u niektórych efekt końcowy jest podobny).

A moim zdaniem co z tego wynika? Jak zwykle – subiektywna prawda najprawdziwsza:

„Dawne życie poszło w dal

Dziś pierogi, dzisiaj bal

Tylko koni, tylko koni,

Tylko koni, tylko koni żal …..”

Ale ale, przecież jeszcze był:

„Konik – z drzewa koń na biegunach

Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny

Każdy powinien go mieć”.

I znów uśmiech zagościł na mej twarzy, pomimo tego, że może to był Konik Trojański?