Jak wiecie / nie wiecie * (* – czytajcie to jak chcecie, wykreślajcie, podkreślajcie, nic „mię” to nie rusza) mamy rok Konia. Chiński Rok Konia (2026).
Dlaczego to ważne?
Bo mogę o tym poczytać, popisać, pomyśleć i zapomnieć o tym tak szybko, że nawet nie zauważę kiedy. Cóż to – temat dobry jak każdy inny – bo jaki jest koń każdy widzi, a co więcej, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby…
Ważne, bo po dwóch tygodniach spędzonych w domu głównie na przebywaniu w towarzystwie siebie, najbliższych bliskich i Internetu – w formie różnorakiej – filmów (tych głębszych, płytkich, popularnonaukowych, rozrywkowych i zrywających banię) , książek (tych przez duże K i malutkie k), muzyki i niestety portali społecznościowych – okazuje się, że z każdego tematu można zrobić użytek. Lub raczej bezużytek.
Jeśli temat Roku Konia będziecie zgłębiać, okazuje się, że powstało na jego kanwie setki i tysiące artykułów – zarówno tych mądrzejszych, przemyślanych, jaki takich zsynetetyzowanych prze EjAj (tak mamy Ejajizację, nie mylić z Ejakulacją – choć u niektórych efekt końcowy jest podobny).
A moim zdaniem co z tego wynika? Jak zwykle – subiektywna prawda najprawdziwsza:
„Dawne życie poszło w dal
Dziś pierogi, dzisiaj bal
Tylko koni, tylko koni,
Tylko koni, tylko koni żal …..”
Ale ale, przecież jeszcze był:
„Konik – z drzewa koń na biegunach
Przyjaciel wiosny, uśmiech radosny
Każdy powinien go mieć”.
I znów uśmiech zagościł na mej twarzy, pomimo tego, że może to był Konik Trojański?
