#1863 – świetny plan

Plan był na weekend taki, żeby dobrze go spędzić w miłym towarzystwie.

I chociaż jeszcze prawie cała niedziela przed nami, to już wiem, że plan się udał i był strzałem w dziesiątkę. Jedyne co można się czepić, że tak rzadko można tak wspaniale się bawić, gdy wielość różnych zobowiązań i nasza odpowiedzialność, nie pozwalają realizować jedynie przyjemności i to tylko w naszej dwuosobowej paczce. Tak. Ona i Ja. Ja i Ona. I już jest fajnie. A dodatkowo można zrobić wiele rzeczy. I tych małych i tych Wielkich, o których nie będę pisał, bo nie po to się je robi. żeby się nimi chwalić.

No więc korzystając z chwili wytchnienia pojawia się również czas na dyskusje i szukanie odpowiedzi na w zasadzie nieistotne pytania:

Po co to wszystko? Czy poza funkcją kontroli, religie coś nam dają? Czy to wszystko ma sens? Czy żyjemy w symulacji, czy jest to rzeczywistość, a jeśli jest to rzeczywistość, to jedyna z możliwych, czy tylko jedna z wielu?

Można hipotetycznie założyć co się chce. Inni będą w tym szukać dziury w całym i pojawią się kolejne pytania. Jeśli dziury w tym nie znajdą, będą się starać dalej. Bardziej. To naukowcy, myśliciele, futuryści, pisarze, prorocy, wizjonerzy. Ludzie. I może coś więcej.

Jeśli uda nam się stworzyć świadomość, co jest pewnie na wyciągnięcie ręki, wszystko się zmieni, choć pozostanie niezmienne i takie samo.

Czy ludzie w ogóle stworzyli coś nowego? Czy po prostu odkrywają coś co już jest i łączą ze sobą kolejne elementy, dodając element zrozumienia?

Póki co Generatywna Sztuczna Inteligencja nie jest w stanie stworzyć niczego nowego, po prostu bazuje na tym co widziała. A widziała o wiele więcej niż każdy z nas z osobna. Jest to fascynujące i daje niesamowite możliwości, bo na razie jesteśmy ograniczeni w percepcji tych najważniejszych spraw, które mieli na głowie nasi przodkowie. A SI może nam pomóc w tym by robić za nas różne rzeczy a nam pozostanie to co kiedyś, tak dawno, że o tym zapomnieliśmy prawie.

Możliwość:

Cieszenia się chwilą.

Chodzenie.

Podziwianie świata (uciekanie przed drapieżnikami)

Jedzenie

Miłość

Spanko

Powtórz.

Teraz do tego mamy dołożone miliony problemów, które sami stworzyliśmy. Praca, podatki, „kościółek w niedzielkę” (albo inne aktywności o porównywalnym znaczeniu), liczenie kalorii, czytanie składu produktów spożywczych, rozkłady jazdy, jakość powietrza, znajdowanie kolejnych liczb pierwszych, szukanie lekarstwa na raka, określanie własnych potrzeb i świadomości, prowadzenie diagnoz i przede wszystkim śledzenie wskaźników giełdowych, wiadomości, no i treści na portalach i w aplikacjach. Nawet wypróżnić się w spokoju nie ma kiedy, bo jak nie smartfon, to ktoś ciągle przyłazi.

I wojny.

Z tą symulacją to tez jest ciekawe, bo w zasadzie trzeba by to dokładnie zdefiniować. Co jest symulacją, a co nie. Bo nawet jeśli żyjemy w symulacji, to i tak nikt z nas nie będzie stwierdzić, że jest nierzeczywisty i dla nas jest to rzeczywista rzeczywistość w ramach przydzielonych zasobów, algorytmów i możliwości działania. Snuć można wizje wielorakie i coś mi się wydaje, że nadchodzi pora, by w wolnej chwili się tym zająć.

Tylko, że wolnej chwili brak. Może kiedyś, jak Sztuczna pomoże w tych nudniejszych i bardziej pracochłonnych zadaniach.

#1862 – wskoczyło na tory

W końcu dotarło. Nie Wszystko Złoto Co Się Świeci. Będzie czasem lepiej, czasem gorzej, ale, jak to starzy ludzie mówią: „Zdrowie najważniejsze!”.

Może nie starzy, a doświadczeni.

Jak mnie kilka dni temu zaczęło rypać w plecach tuż nad lędźwiami, z lewej strony, to wszystkie nieistotne problemy egzystencjalne ulotniły się w oka mgnieniu. Zeszły na jakiś boczny i nieistotny tor. Już nie ma po nich śladu.

Jest nadzieja, że te bóle, to coś, co minie i nie stanowi większego problemu, ale serio już wiem, o co kaman. Nie mam już rozterek i rozdzielania włosa na czworo. Lekki cios w pysk, czy inny policzek potrafi zdziałać cuda. Niechętnie, ale nastawię drugi, jeśli życie mnie do tego skłoni.

Wszystko jest zajebiste i niezależnie jak nam idzie, ważne że piłka w grze, bo zawsze znajdą się Lojalni Kibice śpiewający: „Nic się nie stało! Polacy Nic się nie stało!”. Samo.

Sukces ma wielu Ojców. Porażka ma tylko Matkę. Albo jest Sierotą.

Ważne jest też odczarować pewną półprawdę. Kiedyś słyszałem, że jak przebiegniesz maraton (tak ten maraton na 42.195 km) to możesz zdziałać cuda. Może tak, może nie. Ważne jest żeby zdrowie było, bo jak jego zabraknie, to nic nie zdziałasz. Kompletnie NIC.

Z kolejnej strony nie ufajmy tym maratonom i ultra maratonom, bo są tacy, dla których to jest „szit” (z ang. shit – gówno (szit kopa gówno)), w którym się odnajdują Ci, którzy biegać szybko nie potrafią.

Czy to dobrze? Czy to źle? Ile przebiegłeś jakichkolwiek dystansów i z jakim czasem? Masz rekord Polski?

Nic nie jest do końca istotne, jeśli do czegoś tego nie przyrównamy i nie poznamy funkcji celu.

Be Quick Or Be Dead. Jak śpiewała Iron Maiden.

Bycie tu i teraz jest bardzo ważne, chyba że jesteś cząstką nieokreśloną. Wtedy musisz być wszędzie naraz.

#1861 – nie napiszę

Nie napiszę tego co bym chciał napisać, bo nie ma takiej potrzeby. Splot wydarzeń w ostatnich miesiącach, dniach, zbliżające się święta i mnóstwo innych mało znaczących i drobiazgowych elementów spowodowały, że po prostu mi się nie chce.

Nie ma żadnych realnych przesłanek, żeby nie cieszyć się z radości dnia codziennego. Zdrowie, możliwości, zasadniczy brak problemów natury egzystencjalnej, nie są jednak w stanie wykrzesać iskier radości i rozpalić ognia przedświątecznej gorączki..

To uczucie podobne do próby puszczania latawca w bezwietrzny dzień. Niby nic nie stoi na przeszkodzie by się cieszyć pogodą, ale brak siły nośnej nie ułatwia zadania. W pracy oferują jutro webminar o andropauzie, może to rozwieje wątpliwości i zabije resztki nadziei. Choć wiem w głębi duszy, że to nie to jest przyczyną mojego marazmu. Wynika on raczej z sumy małych upierdliwych zdarzeń, które powodują niepotrzebne potknięcia i wytrącają z rytmu, który chciałoby się utrzymać. Kumulacja pierdół składa się na worek gówna, który jak najszybciej trzeba opróżnić, nim szambo przeleje się górą. Coraz krótsze dnie, nieskończenie ciemne noce i prawie zatarte wspomnienia świąt z dzieciństwa. Niby radośnie, niby kolorowo, a jednak gdzieś tkwi paproszek drażniący gałkę oczną i powodujący ciągłą niewygodę i swędzenie.

Z jednej strony potrzebuję ruchu i podniesienia tętna, a z drugiej nie chce mi się nawet ruszyć, poza treningami, które prowadzę. Ruch to zdrowie, ruch to siła i uwalnianie złej energii, której miejsce powinna zastąpić świeża moc. Łudzę się i czekam weekendu, żeby wyjść na światło dzienne i zażyć rześkiego powietrza podczas spaceru, może jakiejś przebieżki. Czegokolwiek.

Cykl roku się dopełnia, zatem aby patrzeć jak będzie lepiej. Tyle możliwości, tyle wyzwań i tyle radości, że nie sposób tego dobra przerobić. Krok za krokiem. Jeden na raz. I kolejny. Taka prawda. Nie ma się co rozczulać, bo nie wiadomo co przyniesie jutro, trzeba się skupić na tu i teraz i jakby nie patrzeć jest to zajebista perspektywa, taka, którą ciężko można sobie było wymarzyć będąc dzieckiem, czy młodym człowiekiem.

Znaczy dalej jestem młody i świetnie się czuję, tylko gdzieś jest we mnie coś ciemnego, z czym muszę sobie teraz poradzić. Kolejny raz. Jak zawsze.

Ku chwale!

#1860 – dobrze gdzie nas nie ma?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma. Stare przysłowie, które oczywiście wszyscy znamy. I niektórzy nawet wiedzą, że jest prawdziwe. Trawa jest bardziej zielona po stronie sąsiada, a kolega, który odszedł z firmy i pracuje gdzieś indziej ma dużo lepiej.

Chyba, że w międzyczasie umarł, ale oczywiście takie rzeczy pewnie się nie dzieją… Ale nie o tym, tak do końca, dzisiaj będzie.

Dzisiaj dotarło do mnie jeszcze jedno znaczenie tego powiedzenia. Wszak mamy rzeczywistość nie trój, a czterowymiarową, jeśli do tego dodamy oś czasu. Zatem pułapka tkwi nie tylko w miejscu, ale i w czasie, o którym myślimy, mówimy i się odnosimy.

Nasze oczekiwania i marzenia, na lepsze jutro są wszak osadzone gdzieś tam: w niedalekiej, acz nieznanej przyszłości. Z kolei wracając do wspomnień, za każdym razem pamiętamy coraz to bardziej miękką ich wersję. W końcu, nie było tak źle, skoro mamy siłę o tym jeszcze myśleć i gdyby się wszystko potoczyło inaczej, to byłoby pewnie jeszcze gorzej.

Tak więc, pora, jak to zwykle bywa: spiąć pośladki, rozluźnić gaciochy, żeby nie piłowały w kroku i rozkoszować się obecną chwilą, bo albo o niej zapomnimy, albo kiedyś będzie miłym wspomnieniem. Teraz jest ważne, teraz dzieje się życie i do tego właśnie w tym miejscu do, którego doprowadziły cię meandry i zawiłości przeznaczenia, własnych działań i podjętych wyborów.

Jest lepiej niż ci się wydaje, być może inaczej niż byś chciał i oczekiwał, po splocie okoliczności, ale jednak nie jest tak żeby nie mogło być gorzej.

Teraz jest piękne. Za chwilę będzie kolejne teraz. O już tu jest. Czerp z niego ile się da!

#1859 – co jest prawdą?

Co jest fikcją, a co prawdą? Czy czytając coś, na przykład ten blog (*tego bloga) to jest to prawda? Nawet z poziomu tej osoby, która tego wpisu dokonuje? Czy w ogóle ktoś żywy macza w tm palce? Jak ma się do tego odbiór rzeczywistości przez personę, która uderza w klawisze? (o ile to rzeczywiście robi jakaś osoba, anie zwykły ulung?)

Ile w tym kłamstwa? Ile chęci i pragnień by zawartość była prawdą? Ile wiary, ile fikcji? Ile Przetworzeń informacji i filtrów? Ile chęci manipulacji, polityki i pragnienia by przeciągnąć ma swoją stronę? Której czasem nie sposób znaleźć jednoznacznie?

Ile chwytliwych tytułów widziałeś w sieci, które miały skłonić Cię do kliknięcia w link? A później zwykłe okazuje się, że prawda i „gówno prawda” są ze sobą porównywane na mocy paktu, płynącego z kontraktu.

Powiedzieć coś by nie powiedzieć. Powedzieć coś by na początku gówno wydawało się miodem.

Metoda kanapki lub psychoanalityka. Wybierz dowolne, by poczuć się bardziej komfortowo.

Jak się z tym czujeszesz?

Zjebałeś, ale masz świetnie zawiązane sznurowadła. Hmm, ale w kapciach to nie jest już takie istotne.

Act – Monitor – Decide – Repeat…

Ile razy można powtarzać ten sam błąd i ujdzie Ci to na sucho? Czy to już Opatrzność, czy jeszcze błąd systemu, albo Anioł Stróż macza w tym palce, ociekające krwią Winiątek?

Granica jest krucha i nienamacalna. Na nasze szczęście lub co też możliwe – NieSzczęście.

#1858 – historia

Każdy z nas tworzy jakąś historię. Niezależnie od tego czy nam się to podoba czy nie. Godzina za godziną, dzień za dniem, zapisują się karty naszej książki. Przytłaczające dla jednych, a zadowalające dla innych jest to, że do większości z nich nikt nie zajrzy i nie będzie ich czytać. Ale wiele sytuacji będzie wspominanych, zarówno przez nas (autorów), bohaterów, statystów, jak i postronnych obserwatorów. Bowiem obserwowani jesteśmy nieustannie przez wiele par oczu, praktycznie przez cały czas. Wynik tych obserwacji w większości przypadków przepada bezpowrotnie, ale czasem zostanie coś. Ziarno prawdy lub łyżka dziegciu, albo cała beczka żółci.

Czasem jest dobrze lub bardzo dobrze, ale czasem zdarzenia przybierają niezbyt zadowalający obrót. Ba! Nierozłączną częścią życia są problemy, które pojawiają się ciągle. A to jesteśmy głodni, a to sraczka nas goni i nie wiadomo czy zdążymy do ubikacji, a to nie zdamy jakiegoś ważnego egzaminu, albo mamy jakąś stłuczkę lub zepsuje się nasz ulubiony gadżet gadżet. Są też choroby i wypadki oraz krzywdy wyrządzane przez innych ludzi.

Pytanie, co z tym wszystkim zrobić? Ano to co trzeba i to co można. Na spokojnie. Najbardziej pewną rzeczą na świecie jest to, że nic nie jest pewne.

Inni mają gorzej. To jest pewne.

Zawsze na świecie jest ktoś kto ma gorzej od Ciebie i ktoś kto ma lepiej od Ciebi.

Część ludzi cierpi głód, są narażeni na codzienną przemoc, walkę z nieuleczalnymi chorobami, tracą dorobek życia w wyniku katastrof, czy działań innych.

Zatem nie ma się co rozczulać nad sobą, a raczej rozejrzeć i obserwować, jak można pomóc innym, chociaż w małym stopniu. Być może są o krok od załamania nerwowego czy innej osobistej tragedii, która może się potoczyć gorzej niż wydaje się postronnym obserwatorom.

Mamy tendencję do wyolbrzymiania własnych problemów, choć z drugiej strony możemy doprowadzić do bagatelizowania objawów wskazujących na rzeczy istotne i kluczowe. Dla nas, dla innych, dla otoczenia.

Raduje się serce, raduje się dusza, że wszystko się kręci i człowiek jest w czepku urodzony. Grunt to mieć szczęście, a szczęście do kwadratu – umieć je zauważać i dzielić się nim z innymi. A to jest twardy orzech do zgryzienia.

Wibruj pozytywnie, obserwuj niezauważalne i czuj co wszechświat chce ci powiedzieć.

Cuda są wokół nas.

#1857 – come back

Stagnacja to ciężki kawałek chleba.Tym bardziej, że robi się już czerstwy i coraz ciężej go pogryźć. Na szczęście ten kawałek kiedyś się skończy i pora sięgnąć po kolejny. Od ciebie zależy czy weźmiesz świeży, nowy, pachnący i jeszcze ciepły bochenek, czy będziesz optował za takim jak poprzedni przy samym końcu. Decyzja niby prosta i oczywista, ale prawie zawsze, by mieć coś świeżego i wspaniałego, trzeba włożyć na nowo energię, pracę i znaleźć zapał, by rozpalić ogień w piecu od nowa.

I od nowa.

Jeszcze raz.

Znowu to samo. Ale inaczej. Zmieniają się pory roku, zmieniają się cyfry na kalendarzu i najtrudniej, że to te w numerze lat. Kolejne siwe włosy, o ile jeszcze masz włosy. I te zmarszczki, które przychodzą nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co, bo przecież w duszy ciągle jesteś młody.

Dobrze, zejść ze sceny niepokonanym, ale nie do końca warto schodzić, bo schodząc w nieodpowienim momencie zatrzymujesz się na zawsze. Zatem, zatańczmy jeszcze jeden raz. I kolejny, i jeszcze jeden…

W sumie dlaczego nie? Dzień Świstaka jest nieuchronny, pytanie na co tym razem zwrócisz uwagę i w których sytuacjach zmienisz swoje zachowanie na lepsze. Jak inni zareagują na tę zmianę? Nie wszystko można zrobić inaczej, nie wszystko można zrobić inaczej od razu, ale jak nie zaczniesz zmiany od siebie, to mało prawdopodobne, że zmiany będą na lepsze. Zaakceptuj nieuchronność przemijania i ciągłej zmiany pomimo pozornej monotonii życia. Szczególnie, że nasz dzisiejszy świat zmienia się w tak dynamiczny sposób, ze nie sposób przewidzieć, w większości przypadków, co będzie za pięć lat.

Gdzie widzisz się za pięć lat?

Biorąc pod uwagę tempo zmian, to widzę się w jakimś dobrym miejscu. Ale konkretnie jak będzie ono wyglądać, to ciężko powiedzieć. Większość spraw przyziemnych będzie podobna, ale istotne szczegóły będą na zupełnie innym poziomie. Wszystko już zostało powiedziane, nie wszystko zrealizowane, ale po każdym wdrożeniu planów, okazuje się, że interpretacja wyników ukazuje kolejne ścieżki i niuanse, pozwalając odkrywająć kolejne korytarze prowadzące do niezbadanych, jeszcze komnat. A może jedna z nich to Bursztynowa Komnata? A może miejsce kaźni i tortur, z gnijącymi szczątkami mędrców posądzonych o bluźnierstwa i herezje przeciw Panu?

No nic. Jest ciekawie, czuć podmuch nowości i „trans-formacji”, choć w sumie jest ona próbą ociosywania kamiennego koła sosnową pałką.

Pora otrzepać się z popiołów i wstać znowu na nogi, rozłożyć skrzydła i wzbić się w niebo, rozświetlając jesienno-zimową aurę ich ognistym blaskiem.

Feniksy tak mają.

#1856 – a może zacząć?

Prokrastynacja, to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie.

Największy problem z rzeczami do zrobienia mam taki, że boję się zacząć. Bo jak zacznę, to robi się coraz większy rozpiździach i przeogromny bałagan, nad którym nie sposób zapanować (w wyobraźni przede wszystkim). A potem trupy zaczynają wychodzić z szafy. Rurki pękają, pojawiają się nowe, niezbadane okoliczności, próchno sypie się z każdego zakątka a w ręku zostaje trwale jedynie to, co miało zostać wymienione. I okazuje się to najbardziej niezniszczalnym elementem, tej całej spierdoliny.

A jak coś zacznę robić to się okazuje, że akurat to co potrzebne to działało, przed tę niewielką robótką, na całkiem zadowalającym poziomie, a w trakcie zmian okazuje się, że by wrócić chociaż do stanu wyjściowego, trzeba ponieść wysokie koszty, nie mówiąc o tym, że koniec, końców ma być lepiej, wygodniej, ładniej i w zasadzie to taniej.

Tylko kto zapłaci za moje nerwy i czas?

Tysonowi zapłacili 40 baniek zielonych, żeby nie znokautował jakiegoś jutubera, a mi taka kwota nie przysługuje przez kilkanaście pokoleń, w którą stronę by nie patrzeć.

Zatem poczekam, popatrzę, tym bezruchem się nacieszę – chciałoby się powiedzieć czasem i po prostu ponudzić się i pomedytować, jak proponują mędrcy i mistrzowie Zen. Tylko nie ma takiej opcji. Trzeba brać młot, na nieszczęście elektryczny i rozpieprzać wszystko jak wlezie, by robić miejsce nowemu przeznaczeniu. Zmiana jest dobra. Tylko nie każda, nie dla każdego i nie zawsze.

Ale ale. Nie dramatyzujmy. Zmiany są konieczne i nieuniknione, zatem trzeba się nauczyć je wdrażać, oswajać i przechodzić z nimi do codzienności. Strachy na lachy, srał to pies i nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Im wcześniej zrozumiesz cel i zakres zmian, tym łatwiej się do nich przekonać i odpowiednio nimi zarządzić. A jak już zaczniesz, to aż trudno się oderwać od nich.

I właśnie to zostawianie czegoś w środku roboty, boli mnie najbardziej. Lubię mieć takie etapy, które umożliwiają działanie całości i daje to wielką satysfakcję, że idziemy do przodu, pomimo tego, że do końca jeszcze kawał drogi.

Krok po kroku. Kilometr po kilometrze, rok po roku. Życie po życiu. A nie, tak daleko to już nie sięgam pamięcią.

Podsumowując- trzeba robić swoje. Odpoczywać, działać, celebrować i przede wszystkim, żyć pełnią życia, ciesząc się każdym dniem. Przede wszystkim dzisiejszym.

#1855 – rzecz ważna

Czy ja już dostatecznie dojrzałem do tego by wiedzieć kim jestem i co bym chciał robić w życiu? Czy traktuję znaki, sygnały i drogowskazy zbyt pobieżnie by dostrzec w nich wskazówki dające nadzieję na spełnienie marzeń, o których nie śmię śnić?

Co jest miarą sukcesu w życiu, a przede wszystkim dojrzałości i spełnienia? Osiąganie nowych celów, czy pielęgnowanie tych starych i niezmienność poglądów i przemyśleń? Czy należy się biczować za błędy młodości, czy brnąć w bagno pomimo świadomości, że ta droga prowadzi na samo, podwójne, dno. Czy tańczyć jak grają, czy nie tańczyć w ogóle, bo nie lubię, czy zamienić taniec na coś innego, podobnie jak Stryjek zamienił siekierkę?

Często znamy jedynie wycinek histoii, a odnosimy ją do naszych wyobrażeń i oczekiwań, a życie, ma to po prostu w dupie i drwi sobie z nas grając na nosie skoczne melodie, przy których ciężko płakać nad swoim losem. Chłopaki nie płaczą, dziewczyny nie skaczą po drzewach, a nikt nie powinien mówić tego co myśli, bo jeszcze urazi to panią Jadzię z warzywniaka. Milion dróg przenikających się płaszczyznami, o których ciężko mówić i myśleć otwarcie. Co jest błędem, co nauką, doświadczeniem, porażką czy zwrotem ku lepszemu? Zawsze można dostrzec złe strony medalu, często można farbować ogon jak lis, który próbował oszukać las. Las Krzyży – jak na końcu przekonał się Adaś Miauczyński. Czytaj do końca, ze zrozumieniem i nie daj się zwieść pozorom, bo prawda leży tam, gdzie najmniej się jej spodziewamy.

#1854 – kontrola

Kontrola podstawą zaufania – to stare hasło, którego używaliśmy w szkole, bawiąc się w wojnę, komandosów i bandytów. Sęk w tym, że podobnie jak wiele rzeczy na tym świecie, kontrola, poza wieloma zaletami, ma jedną wadę: jest droga. Kosztuje wiele zasobów, czasu, pieniędzy, zaangażowania i czego tam jeszcze, nie gwarantując oczekiwanych rezultatów. Wszak wprowadzanie obserwatora, kimkolwiek i jakikolwiek by nie był, zaburza rzeczywistość, niszczy naturalny stan rzeczy i powoduje zawirowania wpływające na proces. Jeśli kontrola ma coś wskazywać, do czegoś prowadzić i przed czymś chronić musimy się na początku zastanowić – na jakim poziomie i przez kogo powinna być prowadzona.

Bardzo łatwo spowodować sytuację, że zamiast być narzędziem, które pozytywnie wspiera nasze działania, przerodzi się we wrzoda, którego co inteligentniejsi będą obchodzić bokiem jak licznik na gazomierzu.

Taki mamy kraj, taki mamy klimat i jeśli coś ma być policjantem z radarem, to kojarzy się źle lub bardzo źle, a na pewno jako wyzwanie do wyprowadzenia w pole. Dostosuj zatem kontrolę do swojej świadomości i licz się z tym, że wyniki pomiaru mogą nie być zgodne z oczekiwaniami. Wszak nie wykonujemy doświadczeń na potwierdzenie naszych teorii, ale na wykazanie, że to co do tej pory wiemy, niestety nie jest tym czym się nam na początku wydawało. I jeśli chcemy zbudować zaufanie – to trzeba wspólnie mieć wizję, do której wszyscy chcą dążyć. Wtedy możemy się skupić na tym co istotne – na współpracy i wymyślaniu nowych sposobów na przełamywanie słabości i dążenie do uzyskania najlepszych rezultatów posiadanymi zasobami.

Tylko to wymaga uczciwości, partnerstwa i wkładania wysiłku zgodnego z możliwościami, oczekiwaniami i uzgodnionym wynagrodzeniem.