#1970 – iluzja

Żyjemy w iluzji, czy nam się to podoba, czy nie. Wszystko co widzimy, czujemy, odbieramy jest przetworzone przez ścieżkę złożoną z receptorów i układu nerwowego. Zatem to co nam się wydaje jest jedynie luźną interpretacją rzeczywistosci. Wydaje nam się, że na tę rzeczywistość oddziaływujemy i to dobrze, że mamy takie przeświadczenie, natomiast często jest tak, że gdzieś umyka nam potwierdzenie czy zostaliśmy poprawnie zrozumieni przez „drugie strony”. Ba czasem sami nie potrafimy się sami przekonać do czegoś, co wymyśliliśmy! (ja tak czasm mam!)

Chwila, impuls, czas, myślenie, rozważania i intuicja. Doświadczenie i wrażenie, uproszczenia i nadzieja – te wszystkie elementy składają sie na decyzje, które podejmujemy każdego dnia po wielokroć. I to wszystko kosztuje nas czas, energię i możliwość dalszej koncentracji. Zatem nie ma się co spuszczać nad mało istotnymi sprawami, nalezy sprowadzić je do nawyku i skupić jedynie na tym co ważne, a przede wszystkim na tym, na co mamy wpływ!

Pracujmy również nad nasza postawą i interpretacją rzeczywistości, bo jedyne na co mamy, niemalże, pełny wpływ, to nasze odczucia i ogląd sytuacji. Łatwo jednak wpaść w pułapkę bycia odebranym jako znieczulony i cyniczny. Dlatego tak naprawdę – musimy panować nad naszym wewnętrznym odczuciem oraz ekspresją zwrotną połączoną z wyrażaniem opinii, wniosków oraz prezentowaniem wyników analiz.

Świat jest bardzo skomplikowany i nie wiemy jak działa, natomiast poprzez szereg uproszczeń, analogii i schematów, wiele spraw potrafimy ogarnąć naszymi niewielkimi (w porównaniu do wszechświata) rozumami.

Ciesz się tym co masz i swoimi możliwościami, rób co trzeba nie przejmuj się na zapas – powodzenia! Życie jest piękne! Czasem trudne, ale to dodaje mu jedynie pikanterii.

Powodzenia!

#1970 – PI zda Łosia

Każdy wie co to PI. Ile razy się zmieści w obwodzie koła jego średnica. 3.14159 z hakiem.

Łoś – taki samolot z II Wojny Światowej – polska myśl technologiczna.

Zdanie pozornie nie ma sensu, a jednak po przeanalizowaniu poszczególnych przypadków rzeczywistości jego wydźwięk oddaje dokładnie to co dzieje się w mojej głowie. Nic to w porównaniu z próżnią kwantową i badaniem wpływu obserwatorów na zbliżanie się ze zmiennym przyspieszeniem do horyzontu zdarzeń pobliskiej czarnej dziury.

Rzeczywistości nie da się odrzeczywistnić biorąc udział w cyrku jakim sobą reprezentuje i klaszcząc rytmicznie w takt wygrywanych smętnych, jak marcowe gluty, melodiach. Żadna pandemia nie da ci tego co możliwe jest tu i teraz w 5 minut poprzedzonych dniami oczekiwań na wizytę i godziny spędzone w poczekalni pod gabinetem PD (Pana Doktóra lub kobieta).

A czy ja serio wyglądam jak Łoś? Czy tam inny Wielbłąd?

Hop Hop Hop Hop, a kto to panu tak pięknie sppiiieeeerdolił? Się na robocie nie zna, bo jak mnie uczyli w 39 na uniwerku to było jakby lepiej.A teraz panie to jakaś kpina jest. Nie wiem jak wam, ale jak dla mnie to już chyba za dużo wrażeń w tym tygodniu, a to jakby jeszcze nie koniec.

A mówią chcieć to móc….

A srał to pies.

Lub suka.

#1969 – każdy orze jak może

Kiedyś chciałem zostać kołczem motywacyjnym. Nawet mogłem i planowałem zapisać się na studia podyplomowe. Niestety grupa się nie utworzyła i zrobiłem inne, równie przydatne, bo budżet szkoleniowy trzeba było wykorzystać.

Dlaczego akurat to – kołczing? Bo fajnie budzić w ludziach chęć i głód poznania i działania. Fajnie zadawać im pytania, na które odpowiedź muszą znaleźć sami, utożsamić się z nią i podjąć działania w celu realizacji nowo podjętych wyzwań.

Taka praca daje mnóstwo korzyści, zarówno majątkowych (o ile przychody są wyższe od kosztów) jak i tych niewidzialnych – sukces ma wszak wielu ojców (i matki podobno też), a na wygranej innch można zajść daleko. Wysoko też i czerpać z tych sukcesów przyjemność i radość, że jednak popychanie lub ciągnięcie do działania może być całkiem przyjemnym zadaniem.

Tak patrząc z perspektywy czasu, to w sumie jestem takim kołczem, tylko w węższym zakresie i odnoszącym się do życia poprzez stymulację mentalną i psycho-fizyczną.

Odkąd sięgam pamięcią szukam odpowiedzi na pytania związane z ciągiem przyczynowo skutkowym życia, jego celu jednostkowego oraz motywacji do działania. W 1990 trafiłem do sekcji (sekty XD) Kyokushinkai – Organizacji Ekstremalnej Prawdy…. Cóż sama nazwa daje wiele do myślenia i na wstępie obiecuje wiele. Ale od razu jasno jest komunikowane, że ten proces nigdy się nie skończy i prawdziwej, jednoznacznej odpowiedzi nie poznamy na tym świecie.

Jedno z przesłań tego rodzaju podejścia to, trochę podobne i zbieżne z polską tradycją dźwigania krzyża i parcia naprzód (polska tradycja bo Jezus jest Królem Polski, jak niejednokrotnie można było usłyszeć i przeczytać):

„Osu no Seishin”

W skrócie – OSU! Najważniejsze słowo w całym świecie Kyokushin – The most important word in whole Kyokushin world.

Osu – to z kolei skrót od Oshi Shinobu, gdzie Oshi to pchać, naciskać, a Shinobu – znosić, cierpieć, wytrzymać: „wytrwać będąc pchanym”, „przetrwać pod presją”

no – partykuła dzierżawcza „z” lub „posiadający”

Seishin – „duch”, „mentalność”, „umysł”.

Zatem Osu no Seishin to Duch Wytrwałości Pod Presją.

I pozamiatane. Lata treningu, zabawy, pracy, nie ukrywajmy, bólu i strachu, ale też radości z realizacji małych celów i przede wszystkim dążenia do niemożliwego.

Tak. Niemożliwego. Dla jedych niemożliwe to to coś odległego i wielkiego. Dla innych każdy dzień to wyzwanie i wystarczy odnaleźć odpowiedni cel by ruszyć w jego stronę z nadzieją i energią.

Szczególnie jak ktoś Ci mówi – nie dasz rady. Nie wolno Ci spełniać swoich marzeń.

I wtedy przychodzi pora na zastanowienie się nad aspektem ceny i kosztów jakie należy ponieść. I czy ten cel jest tego wart???

I jak jesteś kołczem, no to ty podpuszczasz tych ludzi do bycia kim chcą i tu rodzi się pytanie co z nich wyrośnie? Czy pójdą po trupach do celu? Czy staną się wielkimi ludźmi, czy jedynie poszukiwaczami luki w prawie albo drogi na skróty i zrobienia złych rzeczy?

Dlatego obok tego przesłania jest jeszcze szereg wytycznych, co powinno się, a czego nie i na czym się skupić, bo pokusa rośnie wraz z czasem, wiedzą i możliwościami oraz wrażeniem nieśmiertolności i bezkarności (wystarczy przejechać się autostradą i zobaczyć walkę na lewym pasie).

I można tak krok po kroku. Rozważać i myśleć. Planować i działać. Działać i czerpać radość z rezultatów lub ze wskaźników (biznesowych, giełdowych, czy jakichkolwiek innych). A tak naprawdę wszystko się zmienia i nic się nie zmienia – ludzie są tacy sami od wieków – zmieniają się jedynie narzędzia i zawoalowany proces wyzysku człowieka przez człowieka.

Ale ważne, że nam jest lepiej.

#1968 – różnice

Czy więcej nas dzieli czy łączy jako członków i członkinie społeczeństwa?

Czy bardziej chcemy się zbliżyć do siebie i zrozumieć co nami kieruje, czy chcemy zostać posegregowani i zwektoryzowani aby emanować naszą odrębnością i zajebistością tkwiącą w szczegółach?

A może chcemy 2 w 1 i pragniemy, żeby było po naszemu i wszyscy jednakowo przestrzegali tych zasad, które NASI narzucają i każą się do nich stosować by spełniać warunki dopustu SIŁY WYŻSZEJ (jako SIŁĘ WYŻSZĄ – wpisz sobie, co tam aktualnie uważasz) ?

A może to, tak czy inaczej bez sensu? Żadna z tych dróg, jeśli się je zrówna, nie prowadzi do sensownych celów i wniosków. Bo pomimo wielu podobieństw, o naszej tożsamości świadczą różnice, dzięki, którym jesteśmy indywidualnościami. Często siatki centylowe mogą nam pomóc zorientować się gdzie jesteśmy, ale mogą również dać poczucie obcości, separacji oraz wykluczenia z grupy, w której się aktualnie znajdujemy – przypadkowo, intencjonalnie i zgodnie z nasza wolą lub zostaliśmy do niej wtłoczeni siłą.

To co normalne tu i teraz, tam czy siam, wczoraj lub za kilka lat będzie czymś chorym, nienormalnym lub zboczonym. I nie chodzi tu o żadne konkretne zachowanie, ale o całość możliwości, które tylko mogą na przyjść do głowy.

Jako przykład można podać jedzenie pierogów (klusków) leniwych na słodko lub słono. 😉

Tolerancja, zrozumienie, akceptacja i empatia. Dziwne słowa, których, pomimo że więcej w naszych rozmowach, to jeszcze daleko do stanu, który pozwoliłby na otwarte powiedzenie tego, czego niekórzy się boją wypowiedzieć, pomimo tego, że nie robią nikomu krzywdy ni namawiają do złego.

Być czy być sobą, a może nie być? – Oto jest pytanie.

#1967 – nostalgia za przyszłością

Jest taki czas, kiedy chcemy być gdzieś indziej. Tęsknimy za czymś nieuchwytnym, co wypełni lukę w naszym jestestwie. Spowoduje ulgę w egzystencjalnym bólu spowodowanym paradoksem życia.

Być i mieć.

Chcieć i móc.

Wojna i spokój.

Pokój i chaos.

Strategia, taktyka i operacja.

Dobrze wiedzieć dokąd się zmierza, jak to osiągnąć i co robić, żeby się w tym wszytkim nie pogubić…

Mamy wiele odpowiedzi na pytania, do których jeszcze nie dotarliśmy. Mamy wiele rozwiązań do których nie mamy stworzonych odpowiednich zadań, ani teorii, które dopasują się do praktyki.

I co? I trzeba stanąć i pomyśleć. Nie za dużo. Nie bądźmy filozofami, bo to nic nie da. Skoro tylu mędrców przed nami nie zdołało znaleźć jednej i sensownej odpowiedzi na to pytanie, to czy należy zakładać, że jest takowa dostępna, adekwatna, akuratna i wystarczająca dla wszystkich? Wydaje się, że nie zatem możesz wymyśleć własną ścieżkę lub wybrać jedną z dostępnych. Co więcej – jest ich prawdopodobnie nieskończenie wiele, a każda jest trochę inna, w zależności od tego kto ją prześwietla, analizuje i na jej podstawie wyciąga wnioski.

Twoja ścieżka jest twoja – wolna i darmowa – (free, slow), możesz podczas kreowania jej zarysu prosić i zadawać pytania (ask and ask), a zadzieje się tak czy inaczej to co zadziać się ma, przy odpowiednim ułożeniu konstelacji gwiezdnych, ułożeniu elektronów czy splątaniu DNA i powstających błędów przy jego replikacji.

Będziesz też pewnie zmieniać zdanie i pragnąć zrobić inaczej niż można było w danym momencie. Ale co tam. Raz się żyje ten sam raz. A to co pozostawisz po sobie może i tak zostać zmanipulowane w odpowiedni sposób i tak przedstawione potomnym, że jedni będą Cię kochać, inni nienawidzieć, a jeszcze inni nie będą mieli pojęcia o Twoim istnieniu.

#1966 – naprzód

Czas to nasz największy przyjaciel. Leczy rany, pozwala nabrać dystansu, uspokoić się…

Ale jest to również na największy wróg – ucieka z nim nasze życie. Chwila nieuwagi i dostajemy w kość, bo zaniechaliśmy odpowiednich działań lub zrobiliśmy to zbyt późno…

Prawie idzie zwariować od tego jednego gagatka, którego pochodzenia i dokładnego znaczenia nie jesteśmy w stanie pojąć.

No i tutaj rodzi się kolejne pytanie – skoro nie jesteśmy w stanie pojąć tak podstawowych konceptów, jaki jest głębszy sens rozkminiania tego wszystkiego, wchodzenia w szczegóły i nieudolnej próby naginania rzeczywistości do naszych, często nieuzasanionych i sztucznie wykreowanych, potrzeb.

Kwestionuj wszytsko (np. 5xWHY), pytaj, szukaj, goń za mamoną i przekonuj innych, że mają robić to czy tamto, żeby jakiś Yanoosch mógł sobie kupić nową brykę. I ty też chcesz mieć nową brykę! Tylko tak patrząc realnie i obiektywnie – po co nam to wszystko? Złote łańcuchy, japońskie ogrody, falbany i fajerwerki strzelające w górę mające pokazać naszą pozorną władzę nad żywiołami.

Czytamy, oglądamy, robimy, myślimy… Bezmyślność również nie jest nam obca, wzmacniana środkami chemicznymi podkreślającymi naszą świetność, indywidualizm i energetyczną doskonałość.

Nie mamy czasu na bycie tu i teraz. W pełni świadomości ogromu i perfekcji tego co nas otacza i działa, bez naszej ingerencji.

Pytanie czy to zmierza w dobrym kierunku? Jak bardzo musimy iść naprzód, szybciej niż inni, by to zahamować?

Jakie znaczenie ma to co robimy? Dla nas? Dla naszych dzieci? Dla kolejnych pokoleń i dla planety?

Ciekawe czy takie rozkminy ma mrówka działająca jako wysłannik kolonii i realizująca plan naprawczy w oparciu o „kapiaje”, „esela” oraz inne wytyczne kierownictwa wyższego szczebla? Nie ma. Bo jakby miała to już dawno mrówki by wyginęły lub rządziły światem.

A czekajcie, przecież i o tym już były ksiażki SF – https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4970117/o-mrowkach-i-dinozaurach

I weź tu coś wymyśl oryginalnego… Na szczęście, pomimo EJAJA nadal mamy problem z predykcją prognozy pogody… Zatem bądźmy czujni i ruszajmy w dalszą drogę…

#1965 – wszystko się ułoży

Nic nie jest potrzebne w życiu tak, jak wiara.

I nie mówię tu o wierze w wyimaginowanego i oczekiwanego „Cosia”, który nagle zmieni wszystko na lepsze, ale o wierze w to, że wszystko się ułoży. W końcu. Tu i teraz.

Bo patrząc z perspektywy spokoju i oczami zewnęrznego, niezależnego i obiektywnego obserwatora, jest dużo lepiej niż nam się wydaje, a większość problemów to nasze odczucia.

Co gorsza, albo co z lepsza – wszystko to już zostało powiedziane, napisane i wyśpiewane, a my borykamy się, z pokolenia na pokolenie – z tymi samymi rozterkami.

Powinno być nam teraz łatwiej, bo mamy coraz łatwiejszy i szerszy dostęp do informacji, ale coraz trudniej przełożyć ją na język własnej duszy, gdyż ginie ona w szumie pozostałych informacji. Coraz łatwiej się ze sobą komunikować, ale wychodzi na to, że łatwiej dogadać się z maszyną niż z drugą, trzecią, czwartą, pierdylion jedenastą osobą.

Dobrze mieć bratnią duszę, która daje poczucie bezpieczeństwa i wsparcia, pomimo wrażenia bezsensu i samodestrukcji społeczeństwa.

I wtedy można spojrzeć z radością na obraz z dzieciństwa wiszący na ścianie i przypominający rodzinny dom. Ten obraz może mieć różny tytuł. U jednych to „Widok na dwór Murgrabiego i Białą Damę”, „Hołd Pruski”, „Sielankowy Poranek” czy po prostu „Obraz Nędzy i Rozpaczy”.

Wspomnienia mogą być dobre i złe. Nie odzwierciedlają rzeczywistości, a jedynie to co nam się wydaje i mogą zasugerować nam kierunek dalszej podróży.

Czy chemy iść w tą stronę? A może w zupełnie przeciwną? Jak daleko wektor naszego położenia koreluje z tym co chcemy osiągnąć, albo z tym czego chcemy uniknąć?

Kap, Kap, Kap – coś stuka, pika, tyka. Czy to ucieka z nas życie? Czy to tyka zegar? A może kapie kropla po kropli doświadczenie i nauka, którą mamy możliwość zdobywać każdego dnia.

Łatwo jest uwierzyć, że coś jest odpowiedzialne w 100% za to co się zadzieje. Łatwo zgonić całą winę na innych i równie łatwo można całą przyjąć na siebie.

A prawda? A prawda jest taka, że leży gdzieś pomiędzy, niekoniecznie w połowie drogi, bo raczej nie ma co tu mówić o jakiejś przestrzeni, a raczej o wielowymiarowej macierzy. Grunt, żeby do kodowania i odkodowania rzeczywistości i komunikacji używać tych samych modeli, protokołów komunikacyjnych oraz szybkosci transmisji.

Jakoś się ułoży. Koniec końców i tak wyżej, tego niż możesz, nie podskoczysz. Pytanie – czy się podejmiesz sprawdzenia jaki jest twój potencjał?

#1965 – wybaczanie

Niby żyjemy w tradycji chrześcijańskiej.

Niby mówi się w szkołach, od małego, o wybaczaniu, nastawianiu drugiego policzka i przykazaniu miłości.

O empatii i różnorodności

O komunikacji

O możliwości popełniania błędów.

O tym czy warto „być” czy „mieć”.

A w głowach zostaje, w więksozści przypadków, tylko:

O, O, O, O, mniej niż zeroooo, mniej niż zeroooo…

#1964 – nauka

Uczymy się całe życie. Każdy to ma tołkowane od małego w szkole.

I co? I jak krew w piach…

To , wspomniane już, tołkowanie oraz sposób przekazywania wiedzy, powoduje, że z każdym dniem, tygodniem, rokiem nabieramy wstrętu i niechęci do tego procesu.

Tak, wiem, nie wszyscy i nie każda szkoła jest taka sama, ale w większości przypadków wspomnienie nauczania powoduje wizualizację sprawdzianów pisemnych, testów, wkuwania, wstydu przed klasą oraz nielicznych indywidualistów, którzy się w tym odnajdują i brylują. I na tych odwrotnych wyjątkach jest budowana reguła metodologia skutecznego nauczania i życia w społeczeństwie.

A jakby zmienić słowo __nauka__ w __zabawa__? I to nie tylko w sposób opatrzony cudzysłowami i przymrużeniem oka? (coś jak łódka bols czy inne takie). Gdybyśmy potrafili przemienić zdobywanie wiedzy i informacji w coś co jest prawdziwą przygodą? Zabawą? Można rzec – „funem”?

Z tego co wiem, „nawet stary się lubi czasem zabawić”, więc może tak dalibyśmy rade odmienić cokolwiek i przekuć zdobywanie wiedzy w proces praktycznego i teoretycznego wzbogacania życia w doświadczenia, które zostają z nami na dłużej?

Mamy XXI wiek, wchodzimy w jego drugą ćwiartkę, a większość, zarówno państwowych, jak i prywatnych metod jak za pruskiego zaboru…. ZZZZ – Zakuć Zdać Zapić (+18) Zapomnieć ….

Pomyśl zatem o sobie i spraw, żeby życie było zabawą – bo życie to ciągła nauka.

Czego dowiedziałeś się wczoraj? Czego dowiesz się dzisiaj, co sprawi, że olśnienie otworzy przed tobą widok na nowe ścieżki?

Każdego dnia mamy możliwość dołożyć cegiełkę, do tego co wiemy, możemy przebudować naszą strukturę wiedzy i zauważyć, jak bardzo można jeszcze to wszytsko ulepszyć, stosunkowo niewielkim kosztem – dostęp do wiedzy mamy przeogromny, musimy tylko do niej sięgać ciagle, nieustająco i w powtarzalny sposób!!!

Jest to podobne do sprzątania po sobie – nigdy się nie skończy, przez całe nasze życie i chwilę po…

#1963 – miłe złego początki

Jest takie powiedzenie – miłe złego początki.

Ale jakoś nie przychodzi mi na myśl odwrotne, które sugerowałoby, że będzie lepiej, po „niezadobrym” początku. Na przykład, kiedy leżysz twarzą w kałuży, a błoto pryska na wszystkie strony, bo się właśnie potknąłeś.

Czy to oznacza, że za chwilę dadzą ci order za zwycięstwo? Czy raczej ktoś nadepnie na twoje plecy i powie tonem listopadowego popołudnia:

– „Leżysz, to leż. Korzystaj z chwili przerwy…”

No i nie wiesz czy korzystać, bo to dopiero preludium tego co czeka cię za chwilę, czy po prostu wstać i powiedzieć:

-„Przepraszam, ja służbowo, na statek” (film Rejs – przyp. tłumacza) I zrobić to co sobie wymyśliłeś na początku, i udoskonaliłeś w trakcie – pójść na całość po to, co należy ci się jak psu zupa.

Drobne potknięcia się zdarzają i zdarzały najlepszym przywódcom i zwykłym ludziom: a to wymordowali nie ten naród co trzeba, a to zdrajca okazał się uczciwym człowiekiem (co prawda dopiero po spaleniu na stosie), a to okazało się, że ten grzyb, od babci Halinki, to był jednak muchomor, a nie kania. Biedny dziadek Józek…

Cóż pozostaje, jak nie ruszyć dalej z nadzieją na lepsze chwile.

Nie ma co czekać dla czekania, bo okaże się, że że ta czynność lub lepiej powiedzieć – bezczynność spowoduje, że to na co czekamy okaże się mniej istotne niż to, co możemy zrobić teraz.

Tu i teraz się liczy. Ta chwila, którą dysponujesz. Możesz ją zmitrężyć na bezmyślne klikanie lub zyskać umiejętność klikając z uwagą i dowiadując się nowych ([istotnych / nieistotnych] [niepotrzebne skreślić]) informacji.

Możesz też zajrzeć w głąb siebie i odseparować wątki biegnące w twojej głowie – popatrz na nie i staraj sie zrozumieć przyczynę i skutek swoich działań. Czego tak naprawdę ci brak? Ukojenia? Odrobiny szaleństwa? Radości z bycia tu i teraz? Euforii? Endorfin /morfin? Wypełnienia poczucia pustki, czy odnalezienia sensu w pustce.

Jak nie wiesz czego chcesz, to znaczy, że nie wiesz czego chcesz. Czy lepiej siedzieć w miejscu? Czy pójść w lewo czy w prawo? Dlaczego akurat w tę stronę? Kto może zdecydować gdzie iść i czy warto?

Zawsze jesteś w jakimś miejscu i czasie.

Zawsze może być lepiej lub gorzej.

Zawsze będzie ktoś, kto chętnie by się z tobą zamienił na miejsca.

Może tej osoby nie znasz – może to wariat, ale może masz lepiej niż myślisz.

Jeśli uważasz, że masz zły dzień, pomyśl co czują ludzie w Gazie, Sudanie, czy po prostu na onkologii, w innym miejscu na naszej kochanej planety, która jest zarządzana i eksplorowana przez najmądrzejszy gatunek – Homo Sapiens.

I co z tego wynika?

Pokój i Miłość? Wojna i Pokój?

A może tak jak zwykle: Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć?

Wszystko jeszcze przed nami.

Głowa do góry!!!! Razem zmieniamy rzeczywistość lub to co rzeczywistością się wydaje.