#1713 – tydzień PnCD 05

Tydzień 04 jest już historią.

Ten czas był relatywnie wyjątkowo krótki, ale starałem się wykorzystać tak jak mogłem, mając na uwadze również inne aktywności, zobowiązania i realizację pozostałych projektów i planów. Zatem treningowo wyszło dosyć skromnie – 2 x 2h, w tym przypominanie wyższych kata (2 x 0,5h) oraz niedziela spędzona już na spacerze i bieganiu po Oslo – w sumie 30km, 50/50.

Jestem ogólnie pod wielkim wrażeniem tego jak ten czas szybko leci. Gdyby nie to, że tutaj to rejestruję, wydawałoby mi się, że minąły max. 2 tygodnie… Czasu jest jeszcze dużo, ale 8% już minęło….. Nieźle co?

#1712 – czy podróże kształcą?

Podróże kształcą. Takie jest powszechna opinia propagowana w szkołach i opinii publicznej w Polsce. Ludzie dodają do tego jeszcze jeden element, mianowicie przeświadczenie, że podróże wywyższają, dają poczucie bogactwa , wysokiego statusu oraz możliwość wrzucenia miliona zdjęć na insta czy fajsbóka. A prawda jest taka, że to nie podróże coś z nami robią tylko my sami mamy możliwość odkrywania siebie i innych w nowych warunkach. Ba mamy sposobność skonfrontowania własnych przemyśleń, oczekiwań i założeń z rzeczywistym światem. Tylko tych elementów w większości przypadków nie osiągniemy podróżami all inclusive w kurortach czy na jachtach, a poprzez eksplorację zwykłych miejsc zamieszkałych przez ludzi, zwierzęta czy rośliny, w zależności od tego gdzie się znajdziemy i na co skierujemy naszą uwagę. Bo to przecież o uwagę i uważność chodzi. O wspomnienia i przemyślenia i wzbogacanie siebie o kolejne elementy do wykorzystania w kolejnych projektach.

Obecna podróż, którą zaczęliśmy niecałe 24h temu i potrwa jeszcze jakieś 180h dała mi już nowe spojrzenie na życie. Niby oczywiste i proste a jednak świeże i jak zwykle spod innego kąta. Do tej pory bowim patrzyłem na całość jako na proces, a przecież w nim znajduje się wiele projektów, na które można zwracać jeszcze bardziej swoją uwagę. I te miniprojekty mogą dawać jeszcze więcej satysfakcji z całego procesu nadrzędnego, który stanowią.

Tak właśnie stoję, piszę i myślę jednocześnie i próbuję zrozumieć jak bardzo i na czym powinnismy skupiać sowją uwagę. Czy na planie i jego realizacji, czy na dostrzeganiu nowych i niespodziewanych okazji, do nowych przemyśleń i działań. Oba podejścia bowiem mają różne zalty i zagrożenia. Jeśłi masz plan i dążysz do jego realizacji bez rozglądania się na boki, nawet jeśli coś zrealizujesz, może okazać się, że umknęło coś ważnego, istotnego, ciekawego…. A jeśli z drugiej strony korzystasz z każdej możliwości by powąchać kwiatek tuż obok, nie znajdziesz czasu by przejść dalej, do kolejnego etapu działań.

I tak widzicie, sam siebie przekonałem do tego co juz wiedziałem – że nigdy nie wiadomo do końca, co można i trzeba zrobić, żeby było dobrze. Musisz się kierować intuicją, uważnoscią, determinacją, wiedzą i ciekawością w każdym możliwym czasie i miejscu, w odpowiedniej proporcji.

Czasem trzeba się trzymać planu, by peron nie odjechał, a czasem można przysiąść na ławce przy fontannie i cieszyć się obserwacją ludzi, idących z lewa na prawo i prawa na lewo. Jest czas na rozmowę, milczenie i czytanie książek. I zastanowienie się tak dokładnie nie nad tym co chciałbym robić jak dorosnę (bo to już wiem, że się nigdy tego nie dowiem) tylko kim jestem teraz i mogę być w ciagu 24h. Do którego elementu, w którym projekcie się zbliżam, a który z nich musi chwilę poczekać na swój udział w procesie?

Wszak komputery i procesory działają tak samo – przetwarzają jeden element na raz, odkładają go do kolejki, biorą nastęþny kawałek. A jeśli przychodzi specjalne przerwanie, rzucają tę robotę w cholerę i zajmują się właśnie tym co ważne. Tutaj i teraz. Robią to i wracają do kolejnych zadań.

Wracając do głównego nurtu wpisu – to czy podróże nas dokształcą, zależy tylko od nas i od tego gdzie chcemy pójść i co zrobić. Ta podróż już mnie dokształciła, choć się dopiero zaczęła i widzę, ze ma wpływ na to co robię i będę robił w przyszłości.
A jaki jest plan? Plan jest zmienny i wije się na razie jak wąż podążający na drugi brzeg rzeki i w tym momenci ejest to jak najbardziej na miejscu.

#1711 – ściema

Wszystko jest ściemą. To co nas otacza. Gadki polityków, obietnice pseudoszkoleniowców, reklamy, filmy, książki itp. itd.

Lubimy bujać w obłokach, lubimy marzyć, snuć plany i wierzyć w coś co się stanie. Albo się nie stanie i też będzie dobrze, bo zdrowie ważne. A jak zdrowia nie ma, to ważne, że jeszcze żyjemy. A jak nie żyjemy, to już nie nasze zmartwienie.

I tak sobie lecimy, z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, od wyborów do wyborów, aż się budzimy ze snu, stwierdzajac, że jednak coś można by było z tym zrobić inaczej. Ale co było to było i można ewentualnei snuć plany w typie, gdyby ryby miały kapelusze to by były grzyby.

Zatem pora na działanie jest teraz. Nie ma co się dać zwodzić stereotypom i trzeba zrobić swoje. A nawet więcej.

Najtrudniejsze jest to, żeby odrzucić od siebie, często wygodne, klapki na oczy, które równocześnie podcinają nam skrzydła uniemożliwiając nam wniesienie się ponad pułap ograniczających chmur.

Największe ograniczenia nakładamy sobie sami, a jeśli już to nastąpi, nic nie pomoże nam wyjść poza nie. Dlatego jeśli coś nie pozwala Ci zrobić tego co byś chciał, zastanów się czy da się bez tego zrobić to czego chcesz.

Bądź sobą. Słuchaj siebie. Zobacz swoje odbicie w oczach bliskich. Sprawdź czy to o czym myślisz jest dobre dla ciebie i dla nich? Spraw by twoje życie nie było ściemą i oczekiwaniem na nieoczekiwane acz nieuchronne zakończenie żywota?

Pamiętaj, że umiera się tylko raz, a żyje się każdego dnia. Od nowa. Dzień po dniu.

Dzisiaj jest najlepszy dzień twojego życia, bo tylko dzisiaj jest prawdziwe. Wczoraj już było, a jutro… Czy będzie jutro? Tego jeszcze nie wiemy.

#1170 – talk less say more

Kolejne zdanie do zapamiętania. Doskonale wpisuje się w moje wyobrażenie o doskonałości, pięknie i dążeniu do ideału.

Mów mniej, powiedz więcej – tak sobie tłumaczę sentencję: talk less say more.

I nie chodzi o to by przekazać półprawdę, czy szczątkowe informacje, lecz by w minimalnej, możliwej do przeprowadzenia formie, powiedzieć wszystko to co jest konieczne do zrozumienia istoty omawianej sytuacji.

Ludzie często paplają, gadają, wręcz szczycą się swoją umiejętnością lania wody i tracenia czasu na przekazanie potoku zbędnych słów i informacji, których zadaniem jest wprowadzenie odbiorcy w złudne wrażenie mądrości i głębokości przekazu.

I po co to?

By zaciemnić prawdę i pokazać nie tę stronę medalu, która jest istotą przekazywanej sprawy.

Wybory się zbliżają, projekty się wdrażają, otwierają się nabory na kolejne intratne stanowiska. Kto lepszą w gębie bajerę ma, ten prawdopodonbnie wygra….

Ale nie zawsze więcej, znaczy lepiej.

#1169 – tydzień PnCD 04

Rozpoczynając czwarty tydzień przygotowań warto rzucić okiem na te, które właśnie minęły. I co? Szybko leci czas, dopiero co zaczynałem a tu tygodnie gonią jak szalone. Ostatni był wyjątkowo skąpy jeśli chodzi o treningi – 3 szt. 1,5h + 1,5h +3h. Dużo i mało zarazem. Trochę kondycyjnie, większość technicznie i szczegółowo. Poza tym, była też chwila na kontemplację, przemyślenia, kontrolę postępów oraz jednostronną konsultację na stronie www.kyokushin.net , gdzie są zapisy wideo, obecnych wersji kata. Teraz trudny tydzień, bowiem koniec wakacji nadciągnął nieubłaganie i trzeba zmierzyć się z przedjesienną rzeczywistością. Postaram się jakoś pocisnąć, ale szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia jak włożyć w to odpowiednią dawkę energii, uwagi i czasu. Praca, szkoła, prowadzenie treningów, inne obowiązki prywatne, spanko i okazuje się, że nie pozostaje wiele czasu do zagospodarowania. Ba wydaje się, że znacznie brakuje. Konieczne jest jeszcze większa samokontrola i jakiś sposób by nie wpędzić się w samobiczowanie się i zahamować wzrost poczucia winy. Bo przecież życie i pasja powinny być przyjemnością i radością, a nie kulą u nogi i kamieniem u szyi.

Oby do soboty. A później będzie inaczej 😉 Wszak spełni się moje marzenie z dzieciństwa…. Trolle, smoki i takie tam…

#1168 – los problemas son pasajeros

Problemy zawsze były, są i będą. Tym więcej ich się pojawi im bardziej jesteśmy na nie nastawieni. Czasem są małe, czasem duże, czasem prawdziwe, a czasem wymyślone. Czasem są to w zasadzie nie nasze problemy, a się nimi martwimy i rozmkiniamy jak je rozwiązać, a czasem nie starcza czasu żeby zająć się własnymi.

I tak w skrócie można napisać o wszystkim co nie idzie dokładnie po naszej myśli lub powoduje, że musimy dać z siebie więcej niż nam się obecnie chce. A czasem się po prostu nie chce. Nawet palcem kiwnąć.

Dlatego nie ma co rozważać i myśleć za wiele, a trzeba zmusić się do tego co konieczne. Pamiętajmy problemy są jak pasażerowie – wsiadają i wysiadają z naszego życia.

Aż autobus się zepsuje albo zakończy żywot na złomie.

#1167 – od nowa

Kiedy coś odpuścisz, często zapominasz po co i dlaczego to robiłeś. Ja na przykład rozleniwiłem się ostatnimi czasy i odpuściłem poranne wstawanie. Takie około 05:00. I co? I w sumie nic, poza tym, że jak się zmusiłem ostatnio do kilkukrotnego wstania o tej porze, to przypomniałem sobie jakie to fajne uczucie. Tak, wiem jestem psychopatą.

Wstałem dzisiaj o 05:30 (wschód słońca 05:35), wyszedłem z psem, pospacerowałem, pomyślałem, rozkoszowałem się rześkim porankiem i śpiewem ptaków w parku. Przed i po oczywiście wypiłem kawę.

Fajne uczucie dające kopa na dalsze godziny, choć w zamian trzeba oddać chwile spędzone w ciepłym i przytulnym łóżeczku…. Nie ma lekko, życie jest pełne ciągłych, pochłaniających energię, wyborów.

A tuż za rogiem kolejny wrzesień, rok szkolny, poranne pojedynki by zdążyć do szkoły, pracy i nie zwariować z tym wszystkim.

Trzeba zatem spiąć pośladki 🙂 i korzystać z tego, że poranne pobudki nie są jeszcze nerwowe, a mogą dać chwilę wytchnienia i możliwości pobycia z kłębiącymi się myślami, szukającymi możliwości realizacji dalszych wyzwań.

A jest tego wszystkiego jak zwykle tyle, że nie wiadomo, z której strony chwytać wiatr w żagle.

#1166 – tydzień PnCD 03

Rozpoczynam 3 tydzień przygotowań.

Jest dobrze. Jest źle. Nie wiem jak jest. Kiedyś to było….

A teraz jest trochę ciężko. A najgorsze jest to, że nie sama ciężkość przygniata, ale mniejsza chęć współpracy ciała oraz lęk przed tym, że się przegnie.

No, ale dopiero dwa tygodnie za mną. Na pocieszenie, z ciekawości zrobiłem sobie test sprawnościowy do WOT (Wojska Obrony Terytorialnej) i jak się okazuje, zdałbym go bez problemu już teraz. 3km w czasie poniżej 17 min (u mnie 15:09), 25 pompek, 30 brzuszków w ciągu 2 minut (to chyba jakiś żart…). Podobnie test Coopera wyszedłby dobrze – około 2200m w ciągu 12 minut. Więc podstawa jakaś jest.

Ostatni tydzień budowałem zatem bazę ogólną, próbowałem przypomnieć sobie, jak to jest być w gazie i jak się próbować zebrać do kupy. Oprócz tego poćwiczyłem kata, a właściwie przypomniałem sobie schematy części z nich.

Podsumowując – tydzień nienajgorszy i mam nadzieję, że kolejne będą jeszcze lepsze. Kolejny tydzień stoi otworem…

#1165 – król gruzu (nie Gruzji)

Bajki i historie są mądrością narodów – poniższą zasłyszałem w innej formie i treści i podobnie jak każdą plotkę poddałem modyfikacji (świadomej) i zapisuję by do niej wracać w przyszłości.

Król Gruzu (nie Gruzji)

Dawno temu w kraju miodem i mlekiem płynącym pojawił się pewien mędrzec. Stary już był, liczył na oko 50 wiosen i siwizna w kolorze brudnego śniegu przypruszyła jego skronie, a długa niczym trzyletni pyton, broda, pozwalała sądzić, że wiedza jego jest równie wielka i rozległa co oceany. Człowiek ów przyjechał na dłuższą wizytę do Króla i przedstawił mu, po długich i obfitych w rozmowy, posiłki i pokazy tancerek i tancerzy, debatach i negocjacjach, ofertę, która władcę krainy mocno zaciekawiła.

Mianowicie mędrzec ten, jak okazało się również handlarz i budowniczy, zaoferował, że kupi każdą ilość gruzu w cenie po 10 złotych monet za wóz. Cena ta była wysoka, bo nikt póki co gruzu nie skupował, co więcej trzeba było płacić ludziom za jego zabranie. Król przystał zatem na ofertę i do miejsca zbiórki zaczęły nadjeżdżać w kolejnych tygodniach, wozy z gruzem. Gdy transporty ustały, kupiec, zmartwiony wielce, że nie osiągnął jeszcze satysfakcjonującej ilości – chciał bowiem stworzyć wieżę do niebios, rzekł, że cena za gruzu wzrasta do 20 złotych monet za wóz.

Po pewnym czasie ludzie ponownie zaczęli przyjeżdżać, bo przy tej cenie warto było zacząć rozbierać ruiny zamków, pamiętających lata świetności przodków i historie rycerskie. Wkrótce skład zaczął się wypełniać kolejnymi kupami gruzu.

Gdy proceder ustał, kupiec zmartwił się i po kilku dniach ogłosił, że cena gruzu wzrasta do 30 złotych monet. Teraz chłopi i mieszczanie zaczęli rozbierać część budynków, gdyż cena rekompensowała to, umożliwiając stawianie w zamian tańszych, drewnianych obiektów, które nie wymagały wielkiej wytrzymałości. Transporty, już oczywiście mniejsze i rzadsze, zaczęły się pojawiać w punkcie skupu, ale ich liczba malała z tygodnia na tydzień.

Mędrzec zmartwiony faktem, że zgromadzony materiał, jeszcze nie umożliwia spełnienia marzenia jego życia, postanowił wyjechać na negocjacje do państw ościennych, aby od nich również pozyskać materiał do budowy wieży. Oznajmił wszem i wobec, że cena gruzu wzrasta do 50 złotych monet za wóz, a on wypłaci pieniądze tuż po powrocie z niedalekich przecież wojaży. Na stanowisku pozostawił swojego zaufanego sługę, o którym wszyscy gadali, że chytry jak lis krążący wokół kurnika, i nikt nie wiedział, co mędrzec w nim widzi. A podobno tylko miłość jest ślepa.

Po wyjeździe handlarza, ludzie zastanawiali się skąd jeszcze wziąć gruz, wszak rozebrali to co mogli, i nic nie przychodziło im do głowy. Ba kradli sobie nazwajem wszystko to co go przypominało, bo był to już materiał na wagę złota.

I tutaj nieoczekiwanie na scenie pojawił się lisi współpracownik mędrca. Ogłosił, że może sprzedać zgromadzone zapasy po 35 złotych monet za wóz!

Chytrość jego, bardzo oburzyła ludzi, wszak jak można być takim nielojalnym wobec swego pana i przyjaciela! Ale szybko zaczęli przyjeżdżać po gruz i w czasie krótszym niż ciąża szympansa gruz zniknął ze skupu, a ludzie mieli go przy swoich domostwach, w miejscach pilnie strzeżonych przez baczne oczy obserwatorów.

Jak można się domyśleć zarat po tym Asystent zniknął a Mędrzec nigdy nie wrócił do kraju i słuch o nich zaginął. W kraju natomiast została kupa bezwartościowego gruzu i ludzi czekających na chwilę kiedy zamienią go w złoto.

#1164 – Narzekanie

Czasem nachodzi ochota na różne rzeczy lub czynności. Na przykład na narzekanie. Takie zwykłe ludzkie, polskie narzekanie. A to, że woda nie jest sucha, miska pusta, strzyka w kolanie, sztywno nie tam gdzie trzeba, czy że znowu pod górkę. A człowiek by chciał po prostu żyć na jakimś przyzwoitym poziomie, którego naoglądał się na filmach, wyczytał w książkach czy usłyszał z historii płynących przy ognisku.

Czasem się rozmarzy istota, czasem nawet rozmarze, kiedy łezka szczęścia lub tęsknoty spłynie po policzku, ale nachodzą też czarne, zawistne myśli, skąd inni czerpią dobra materialne by pokazywać w jaki dobrobyt opływają? W sumie jakie to ma znaczenie? Czy pływasz jachtem po Morzu Karaibskim w towarzystwie takich to czy innych ludzi, którzy są tam w jasno określonym celu i ….. [STOP]

Jakie to ma znaczenie?

Żadne.

Liczy się tu i teraz. I to co z tym zrobisz. Co możesz zrobić teraz dla siebie i innych? Jakie kajdany Cię trzymają? Jakie siły Cię poruszają. Do czego zmierzasz? I czy to będzie To? I co za tym pójdzie dalej? A może cierpisz na syndrom sztokholmski i jesteś manipulowany lub co gorsza działasz z własnej, nieprzymuszonej woli, nie do końca w swoim własnym interesie?

Czy umiesz odnaleźć spokój? Tutaj i teraz? Czy masz paliwo na kolejne działania? I czy wiesz dokąd zmnierzasz?

Ten tego – pytania ważne i trudne. Warto o nich często myśleć, zamiast przewijać fejsika, insta czy tiktoka. W końcu tam wszyscy chcą nas na coś naciągnąć. To się nazywa biznes. 😉

A ty przecież masz możliwości i tylko chęci i działanie dzielą cię od tego co się wydarzy dalej.