#1163 – kabaret

Życie jest teatrem. Temat poruszany setki razy w literaturze począwszy od Antyku. Sam nie wiem, co o tym myśleć, bo skoro tak jest, to znaczy, że nie można być sobą, tylko trzeba odgrywać role. A role grają aktorzy. A bycie aktorem, nawet komediowym to poważna sprawa i nie każdy się do tego zawodu nadaje. Trzeba udawać, odgrywać, trzymać się scenariusza, ale często improwizować itp. itd.

I jedno czego nie można powiedzieć o życiu, to to, że nie ma prób. Nie ma jak się przygotować w sposób umożliwiający powtarzanie i poprawianie konkretnej chwili czy zdarzenia…. Jest to jeden ciąg przyczynowo skutkowy, na który składają się elementy, o których wiemy i o których nie mamy nawet zielonego pojęcia. Zatem ten kabaret, który się kręci nie jest do końca tym czym niektórzy chcieliby, żeby był. Chyba, że odgrywamy to już kolejny raz i nie pamiętamy poprzednich przedstawień. Ale to byłby dopiero numer. 😉

I wtedy ja wchodzę w białym fraku…

#1162 – tydzień PnCD 02

Zaczynam drugi tydzień przygotowań. Boli. Oj boli. Głównie fizycznie. Przypomniałem sobie co powinienem sobą reprezentować i jest trochę do poprawy. W zakresie siły, wytrzymałości, gibkości, koordynacji i szybkości. Oczywiście mój poziom nie jest zerowy i wiem jak się do tego zabierać, więc jestem dobrej myśli. Najtrudniejsza będzie regeneracja i na pewno czuję, że przydałby się masaż, który pozwoliłby pewne sprawy przyspieszyć. I wizyta w spa, żeby bicze wodne i bąbelki zrobiły co potrzeba.

W ostatnim tygodniu, trochę pobiegałem, trochę poskakałem na skakance, pojeździełm rowerem, posłuchałem szumu lasu podczas energetycznych spacerów z ukochaną. Spędziłem również kilka godzin w dojo wchodząc na wyższy poziom kontaktu z własnym ciałem i umysłem oraz przypomniałem sobie jak to jest na zmęczeniu robić kata. Stałem też na rękach, czego prawie nie robiłem, przez ostatnie dwa lata. Boli zatem fizycznie, ale jestem zadowolony, bo póki co nic mnie nie goni i mam solidne podstawy, żeby w swoim tempie dojść tam gdzie zamierzam. Jeśli zrobię to z głową, wyjdzie mi tylko na dobrze.

#1161 – kolejna faza

Ależ jest wspaniale. Można robić wiele rzeczy, można nie robić niczego. Jedno jest pewne – nie wszystko jest kontrolowane tam gzdie nam się wydaje, ale czasem rzeczy i procesy dzijące się pozornie bez szkody dla innych, są bacznie obserwowane i weryfikowane przez odpowiednie podmioty.

Wszystko ma to dać wrażenie pełnej kontroli, wiedzy i celowości działań, które toczą się tuż obok nas.

A życie, jak to życie – pisze własne scenariusze i w zasadzie w nosie ma to co na ten temat myślimy…. Jakie jest prawdopodobieństwo, że przebijesz dwie opony w samochodzie? Jakie jest, że wychodząc z psem na krótki spacer wrócisz i zastaniesz zastępy straży pożarnej, karetkę i policję przed swoim blokiem wraz z ekipą neutralizującą niewybuch czy coś? Przykładów można znależć o wiele więcej i można spodziewać się, że niektóre z nich, choć wyglądają na wyssane z palca, są najprawdziwszą prawdą, która dzieje się tuż za płotem.

Pozostaje nam cieszyć się tym co nam dane i kuć swój los w taki sposób, jaki zapewni nam maksymalne możliwości przeżycia przygody!!!

Czasem bowiem trzeba skoczyć w ogień by przeżyć. Ważne by wiedzieć kiedy i z kim.

#1160 – tydzień PnCD 01

Cóż, jak wspominałem, pora wziac się za bardziej skoncentrowane przygotowania do egzaminu na 4 DAN (PnCD). Mam 51 tygodni do początku sierpnia 2024. Tydzień pierwszy zacząłem od przemyślenia, spisania wymagań egzaminacyjnych i planowania zgrubnego co chcę osiągnąć i jak do tego dojść.

Po pierwsze – co za dużo to niezdrowo, przynajmniej w pewnym wieku. Zatem kluczowym aspektem (to lubię najbardziej) – jest regeneracja a zaraz po niej kontynuacja i obserwacja.

Po drugie – przygotowanie kondycyjne, raz by sprostać wymaganiom, a dwa, by nie tracić energii na myślenie – „czy dam radę?”. Muszę być w takim stanie psychofizycznym, aby to było jak bułka z masłem, czy inny serniczek (bez rodzynek).

Trzy – Robić, tak mało jak to możliwe i tak dużo jak to konieczne. Zasada, której nauczyłem się w szkole masażu. Znaczy czegoś się nauczyłem.

Cztery – konsekwentnie do przodu. Wszak to nie jest koniec ścieżki, ani jej początek. Ścieżka i podążanie jest celem. I zawsze jest moment by się zatrzymać, rozejrzeć i docenić to co jest tu i teraz. I wrócić na szlak.

Zacząłem już pomału wracać do formy. Codziennie, po trochu. Bez przesady. Jutro też jest dzień. Może nie dla wszystkich, ale jest.

#1159 – jak żyć?

Recepta na szczęśliwe jest prosta, co nie znaczy, że łatwo ją wdrożyć w czyn.

  1. Wszystko co robisz nie może szkodzić innym. Może im nie pomagać, ale nie powinno im szkodzić.
  2. Zaakceptuj siebie – tego jaki jesteś, jakie masz zalety, jakie masz wady, jakie masz zdolności i jakie ograniczenia.
  3. Pokochaj siebie – to ty jesteś w twoim życiu najważniejszy, musisz zatem o siebie dbać, w każdym możliwym aspekcie. Jeśli nie będziesz odpowiedzialny za swoje najlepsze samopoczucie i zdrowie, to kto ma o to dbać?
  4. Jeśli, co uzgodniliśmy w punkcie 3 – podjąłeś zobowiązanie o dbanie o siebie – pora na wdrażanie tego w czyn.
  5. Jak przez to przejdziesz, to jestes już na prostej drodze. Zadaj sobie pytanie – co robisz, po co, na co? Czy ma to sens? Czy zbliża cię to do spełnienia punktów: 1, 2, 3, 4 Jeśli nie: po co to robisz? Nie oszukuj siebie – to najtrudniejsza część.
  6. Jak już masz naładowane własne akumulatory i naddatek energetyczny – możesz się tym dzielić z innymi. A satysfakcja z tego, da ci więcej energii niż możesz sobie wyobrazić.
  7. Nic nie jest wieczne – cały czas musisz się samoaktualizować i weryfikować swoje działania i rozumienie siebie i świata.
  8. Życie to przygoda!

#1158 – namaszczenie PnCD

I koniec końców otrzymałem jasny komunikat – za rok mam podchodzić do egzaminu na 4 DAN (Przygotowania na Czwarty DAN – PnCD). Ekscytacja, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Jakby co najmniej już tego czwartego dana zdał czy co. A przecież to dopiero początek. 50 tygodni przygotowań, jeśli chcę to zrobić uczciwie względem siebie i tego co chcę sobą reprezentować. Nic wielkiego, bo oprócz tego co trzeba było zrobić na 3 DAN, to jedynie pokazać kata, które i tak powinienem umieć.

Ale

Ale egzamin na 3 DAN zdawałem w 2017, 6 lat temu. A od tego czasu, trochę moja sprawnosć fizyczna, z różnych względów zależnych i niezależnych ode mnie, się zmieniła. Na szczęście nie jest tak, ze nic nie robiłem przez te lata, a jedynie zmniejszyłem objętość i częstotliwość treningów. Cały czas w tym siedzę na bieżąco i mam pojęcie co mam zrobić, aby sprostać temu zadaniu, tak by egzamin był jedynie formalnością i czasem, abym mógł spojrzeć sobie prosto w oczy z jasnym komunikatem – masz na co zasłużyłeś.

Niby te egzaminy na dalsze stopnie nieczego nie zmieniają, nie są już tak wymarzone, jak ten najważniejszy na 1 DAN, ale gardło ściska, jak znajomi zdobywają kolejne belki, a ty jesteś z tym samym paskiem. Wydaje się, w pewnym momencie, że gdzieś się zabetonowałeś i ciężko się tego wrażenia pozbyć. Młodzi depczą po piętach, inni prą do przodu, nie zważając na wiek, trudności i inne przeszkody. Ważne, by nie doprowadzić do wyścigu szczurów i rozdawnictwa, jak to często można zaobserwować w niektórych kręgach….. No cóż. Będzie ciężko, ale jest to do zrobienia. Najważniejsze to krok po kroku zrobić to co trzeba, nie za bardzo, żeby nie złapać kontuzji i nie za słabo, żeby nie było przypału.

#1157 – miejsce na Ziemi

Czy czas istnieje? Różni ludzie różnie mówią. Możemy wierzyć w jego istnienie albo twierdzić, że go nie ma bo jest niematerialnym bytem. Ale nie możemy zaprzeczyć temu, że wszystko się zmienia, a organizmy żywe oraz materia nieożywiona zmieniają się, degenerują, modyfikują swoją strukturę i tego procesu w większości przypadków nie da się zatrzymać.

Czy jest sens na poszerzanie wiedzy, swoich umiejętności oraz realizację marzeń skoro wiadomo, że za 70, 50, 30 czy 10 lat nie będzie cię na tym świecie w tej formie? Patrząc na rozwój ludzkości i kierunek, w którym to zmierza, można mieć mieszane uczucia. Degenerujemy planetę i dążymy do rozlania się tej zarazy dalej w kosmos, zaczynając od naszego satelity, a podążając za pomysłami pisarzy i naukowców – jeszcze dalej.

Pozostaje jednak wiara i nadzieja, że dobro zwycięży podobnie jak w najbardziej chwytliwych produkcjach filmowych i ich niekończących się sequelach. Musimy dążyć do własnego rozwoju i podejmowania wszelkich działań dążących do szerzenia dobra, miłości i otwarcia oczu tym, którzy wierzą w to, że wojny doprowadzą do czegoś dobrego.

Gadanie jak to gadanie – było, jest i będzie, a cytowanie ksiąg po odpowiednich modyfikacjach i setkach przekładów z przekładów będzie się ciągnąć jeszcze przez wiele pokoleń. A co z głodem, zacofaniem, wykluczeniem, niewolnictwem, wykorzystywaniem dzieci do ciężkiej pracy?

A co z tym wszystkim się dzieje? Dzieje się biznes, dzięki któremu machina się kręci – a my jesteśmy jej trybikami, chcąc, czy nie chcąc – wszak pracujemy, płacimy podatki. Mówią nam, że mamy możliwość wyboru tych, którzy nami rządzą w nasze dobre imię. Naszej tradycji, wartości narodowych, bogów, a nie, jednego boga. Boga który został gdzieś tam przez kogoś wybrany i jest jedyny słuszny i trzeba bronić jego zasad i praw, nawet poprzez ich złamanie. Bo niektórzy mogą łamać te zasady w dobrym i szczytnym celu.

We want your money money money money – we need your …. money money money …

Wszystko zostało już powiedziane i napisane, a my nadal wypieramy tę wiedzę i świadomość podobnie jak fakt, że wszyscy robią wszystko dla naszego dobra. Bo przecież wszędzie jest źle, a tutaj jest dobrze…. Tutaj jest najlepiej na świecie.

#1156 – Energia

Skądś trzeba czerpać energię do życia. Samo się niestety nic nie zrobi. A jeśli ci się wydaje, że samo się zrobi, to znaczy, że ktoś za to zapłaci. Ktoś, albo ty. Albo ktoś teraz za ciebie założy, a później przyjdzie odebrać sobie zapłatę. Z nawiązką.

Dlatego ważne, żeby wykrzesać z siebie choć trochę chęci. Jak już zaczniesz i zobaczysz pozytywne efekty, będzie ci nieco łatwiej. Nie to, że łatwo i przyjemnie, ale odrobinkę łatwiej. W życiu masa się kręci i tak jak chwilę potrwa, żeby ją zatrzymać, tak wiele siły trzeba, żeby ją rozbujać. I im większa góra przed tobą z tym większą prędkością musisz zajwaniać by na nią wjechać.

Nawyki trudno wybudować i trudno z nich zrezygnować, szczególnie jeśli kojarzą ci się z czymś przyjemnym, nawet jeśli to wrażenie jest złudne i kłamliwe… Tak czy inaczej – chcąc nie chcąc – jesteś panem swojego losu. Możesz podjąć decyzję o porażce już teraz. I niewątpliwie dasz radę zrealizować takie postanowienie, bo jest najłatwiejszą drogą do realizacji. I być może kiedyś tak postąpisz, jak będzie na to czas i przestrzeń. Ale nie teraz. Jest jeszcze wiele do zrobienia i co więcej, nie ma to znaczenia, jak bardzo ci się nie chce.

Jeden krok. Drugi. Niezależnie w jak czarnej dupie jesteś. Być może jesteś sam. Być może ktoś chce ci pomóc. Może wszyscy są przeciw tobie. Scenariuszy jest tak wiele, jak wiele jest istnień ludzkich i możliwości prawdopodobieństwa potoczenia się dalszych losów wszechświata. Kogo tak naprawdę obchodzi co się dalej stanie?

Na pewno powinno obchodzić ciebie. I od ciebie zależy, czy to gdzie jesteś to już ostatni krok do skoku w przepaść czy właśnie miejsce do odbicia się od trampoliny. Duże zmiany są duże. Duży może więcej, ale łatwiej go zobaczyć, gdy chcialby być niezauważony. Chyba, że jest tak wielki, że nie sposób ogarnąć wzrokiem jego początku i końca. Dlatego nieważne jest co ty sobie myślisz, gdyż myśli mogą doprowadzić do wielu czynów, ale w większości przypadków mogą doprowadzić do niemocy, paraliżu i bierności.

Zatem nie myśl więcej niż potrzeba i zajmij się robotą. To co jest najlepsze, jest już w tobie. Tu i teraz. Trzeba to tylko wykorzystać i nikt inny tego za ciebie nie zrobi. A jeśli zrobi to przyjdzie ci za to zapłacić… i tutaj trafiamy na początek naszej historyjki…. Pora to przerwać i zrobić coś. Cokolwiek. Może być to kanapka….

Bo co może ci dać energię?

Kanapka!

#1155 – Strach po raz kolejny

Wracam do wpisów o strachu. Dobrze, że tu są i można, nie kopiąc całego ogródka, zajrzeć do własnych wspomnień i przemyśleń.

Jak zapanować nad strachem? Czy jest się czego bać? Jak zminimalizować ryzyka? I przede wszystkim, jak żyć z tą świadomością?

Jedna strona sprowadza się do wymyślonych problemów i zagrożeń, z których 99,9% nigdy się nie zmaterializuje. Ale spójrzmy prawdzie w oczy 0,1% niby niewiele, ale z drugiej strony powiedz to komuś kto doznał nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu lub zginął w jakimś wypadku, którego się jednak obawiał? Albo komuś kto podejmuje ryzyko, pomimo swych wątpliwości?

Unikać? Podejmować? Minimalizować? Schować głowę w piasek, który może okazać sie kuwetą lwa? A może nie robić niczego i napawać się bezruchem? Dziadzieć i powodować, że zagrożenie się zwiększy niepomiernie? A może pójść jeszcze inną ścieżką, o której nikt jeszcze nie słyszał, ani jej nie widział, bo jej po prostu nie ma.

Ech, marzenia i sny są dobre i ważne, ale nie można oddać się w ich objęcia bez ograniczeń. Świat fikcyjny i wymyślony jest dobry, bo nie istnieje w materialnym realmie. Z drugiej strony pytanie czy to co się nam wydaje naturalne i rzeczywiste, jest naprawdę tym czym myślimy?

A jeśli nie jest, to czy nasz strach jest prawdziwie uzasadniony?

A może ktoś po prostu chce nas podpuścić i do czegoś zmusić? Do czegoś, czego tak właściwie wcale nie chcemy zrobić, a jedynie dążymy do tego, bo tak wypada?

#1154 – co by tu dzisiaj zrobić

Dzisiaj kolejny wtorek. Będzie pewnie koło już trzydziesty drugi w tym roku. Co można z tym fantem zrobić? Na pewno trzeba dążyć, aby go przeżyć, co z pozycji zabiurkowej, którą teraz przyjmuję, wydaje się całkiem prawdopodobną opcją.

Samo przeżycie to jedno, dobrze, żeby zrobić to z klasą, przyjemnością i, co więcej, może ze szczyptą pożytku, który pozostawi po sobie posmak spełnienia, satysfakcji i nadzieji, że jednak coś w tym wszystkim, poza tajemnicą i brakiem odpowiedzi na fundamentalne pytania, jest przydatnego, dla nas i dla innych.

Życie jest tym bardziej trudne, kiedy z wiekiem uświadamiasz sobie, ze nie każdy cierpi na przypadłość realizacji miliona mniej czy bardziej potrzebnych zdań w jednym czasie, a ich współistnienie, wielobieżność oraz różnokierunkowość często wydaje wymykać spod kontroli. I w tych przypadkach rutyna, schematy i konsekwencja pomagają się zorientować w czasoprzestrzeni, często organizowanej przez osoby jednozadaniowe, posiadające długofalową wizję nieuchronnego końca uwieńczonego stosem banknotów i betonowo marmurowym pomnikiem.

Pomimo tych dystraktorów i upartego uczucia braku sensu jest wszak radość chwili i nieskończoność możliwości powtarzania czynności w inny, wysublimowany sposób, dający radość przemierzania labiryntu codzienności świeżymi i nietkniętymi stopą ludzką, ścieżkami. Czy zapach i smak truskawek nie jest taki sam każdego roku? A może jest zupełnie inny? A może wszystko naraz i na nic?

Co zatem zrobić z tak niedocenionym wtorkiem? Cieszyć się, cieszyć. I dać sobie możliwość spojrzenia na wszystko od nowa, z dziecięcą ciekawością i nowym, pisanym na kolanie, scenariuszem…Wtorek. klatka pierwsza.