#774 – sens

Znalazłem sens swojego życia. Polega na tym, że cieszę się tym co mam. Ale by nie popaść w nudę i marazm, szukam wyzwań, które mogą wydawać się innym pozbawione logiki. Mógłbym zrobić w swoim życiu wiele rzeczy prościej i łatwiej. Dla siebie i pewnych osób w moim otoczeniu. Wybrałem jednak taką drogę, która nie wszystkim odpowiada i cóż, jakby to powiedzieć, akceptuję taki stan rzeczy. Nie zamierzam się kopać z koniem jeśli nie dostrzegę w tym sensu i nagrody, bo cóż by nie mówić, nagroda jest ważna i to nie tylko taka ostateczna i niedościgła, ale raczej taka rozproszona na małe kawałki, wręcz okruchy, które gromadzę pieczołowicie każdego dnia. Próbuję różnych rzeczy i nie waham się podejmować dodatkowych wysiłków nawet jeśli okazuje się, ze ta ścieżka prowadziła donikąd i trzeba się kawałek cofnąć. Droga powrotna bowiem wygląda zupełnie inaczej i w wielu przypadkach okazuje się, że dostrzegam jeszcze jakąś boczną ścieżkę, którą przegapiłem idąc skoncentrowany na celu. Odrzuciłem zbędny bagaż codziennego wylewania żółci i żalu na innych, bo dzięki takiemu, a nie innemu obrotowi sprawy mogę sprawdzać się w takich a nie innych okolicznościach. Scenariusz, który pisze życie jest bardzo bogaty i co ważne jest interaktywny a dzięki mojemu zaangażowaniu i nieustannym wyborom mogę kreować go w pewnym zakresie, a na pewno w takim stopniu na jaki mam ochotę i nastrój.

Czy pożałuję? Nie wiem. Na pewno nie obyło się jak do tej pory bez błędów i pozornie bezsensownych fragmentów, ale biorąc pod uwagę całokształt i wyciągnięte wnioski, muszę powiedzieć, ze było bardzo warto!

Pozostaje zatem błyszczeć siwymi włosami w promieniach pojawiającego się słońca i cieszyć się tym co jest, tym co było i z niecierpliwością oczekiwać tego co będzie.

#773 – zmiana perspektywy

Czasem się zafiksowuję. Patrzę i widzę to co chcę zobaczyć. Pomijam szczegóły, które są istotne. Dzieje się tak, kiedy mam przed sobą cel, który mieni się i rośnie w oczach, blaskiem swym przyćmiewając inne, błahe, zdaje się rzeczy. Często prowadzi to do tego, że znienacka otrzymuję cios spadający niczym grom z jasnego nieba pośrodku słonecznej pogody. Zazwyczaj trafia z boku, czasem z tyłu, ale na pewno nie stąd gdzie można się tego spodziewać. Szczęście w nieszczęściu, że do tej pory po każdym takim zdarzeniu, dałem radę się podnieść, czasem z błota, czasem z kolan, a czasem z równej i prostej drogi. Ważne, że staram się mocno zmieniać sposób widzenia, tak by ogarniać wszystko pod innym kątem, z innej perspektywy….. Tylko wtedy tracę widok na coś innego i to mnie też martwi, że kolejnym razem przeoczę coś małego a na tyle ważnego, że nie będzie sposobu by uniknąć fatalnego i tragicznego w skutkach upadku. Otwieram zatem szerzej oczy i staram się ogarniać wszystko podświadomie, intuicyjnie, bazując na dotychczasowych doświadczeniach z różnych dziedzin życia. Poskładać coś z różnych małych elementów, które napotykam każdego dnia na swojej ścieżce, poskładać z tego większą całość. Czasem pojawiają się te małe kawałki w czasie pracy, spotkań treningów, rozmów, albo po prostu przebywania w towarzystwie innych istot, ludzi, zwierząt, ba nawet roślin. Czasem mogę też dowiedzieć się czegoś od siebie, w szczególności wtedy, kiedy mogę się zatrzymać, pomyśleć, podyskutować ze swoim wewnętrznym ja i przelać trochę z tych myśli na tekst, plan, pomysł czy działanie….

W każdym razie to czego doświadczam każdego dnia ma bilans dodatni, pomimo tego, że w pewnych chwilach jestem grubo pod powierzchnią wody, a nawet grubo pod powierzchnią bagna. Zawsze mogę powiedzieć sobie, Stary dałeś radę! Żyjesz, oddychasz, masz co jeść, jesteś w świetnym zdrowiu, masz wokół siebie kochających ludzi i masz kogo kochać. Masz jeszcze dużo siły, ba z każdym dniem twoja odporność na pojawiające się przeszkody wzrasta, bo wzrasta w tobie twój wewnętrzny bagaż doświadczeń, których nie da się pójść i kupić w żadnym sklepie, obejrzeć na żadnym jutubie czy nawet wyczytać w mądrych książkach. Ty to po prostu przeżyłeś i poskładałeś i jest to dopasowane do ciebie jak ty sam.

I wtedy wiem, że jest po co żyć! A każdy dzień niesie ze sobą coś wartościowego, grunt żeby pamiętać doceniać te wszystkie mniejsze i większe radości, bo to z nich składa się szczęście i dobre samopoczucie. Ta perspektywa mi pasuje, a z całą resztą sobie poradzę.

#772 – Mucha w smole – cz. 2

Czasem masz szansę zwolnić i przemyśleć to jaki wpływ na Twoje wnętrze ma Twoje otoczenie. Łatwo jest dawać dobre rady, mówić innym co, jak i kiedy mają robić….. W sytuacji ekstremalnej wszystko zaczyna się dziać inaczej, poza Tobą, Twoją percepcją. Świat i myśli mogą wręcz stać się irracjonalne, a każde, choćby najłatwiejsze zadanie może wydawać się pracą godną Herkulesa.

A prawda? Prawda leży pośrodku – czasem proste rozwiązania nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów, czasem małych acz istotnych. Innym razem znowu nie chcesz wykonać prostej czynności bo się z nią nie potrafisz zidentyfikować.

Wszystko na końcu i tak zostanie w Twoich rękach i będzie zależeć od Twojej decyzji. Tylko Ty możesz pozwolić to sobie wytłumaczyć w ten czy inny sposób. Ludzie są w stanie uwierzyć we wszystko co chcą, niezależnie od tego jakie są dowody, liczby, tabelki, opinie ekspertów czy autorytetów.

Zatem jeśli jest Ci źle, oznacza to dokładnie tyle, że Twoje odczucia są takie a nie inne, a ktoś inny na Twoim miejscu poradziłby sobie lepiej lub gorzej.

Zastanawiające, prawda? Oznacza to tyle, że zawsze możesz zmienić stosunek do bodźców, czasem możesz zmienić coś w swoim zachowaniu i działaniach, rzadko możesz oddziaływać na świat fizyczny, a bardzo często oddziaływania na świat zewnętrzny są dla niego nieistotne, pomijalne a może nawet bezsensowne.

Jedyne co chciałbym Ci przekazać teraz to to, że zawsze powinieneś być gotów na wyzwania, a każde z nich Cię czegoś nauczy. O sobie, o innych, o otaczającym Cię świecie. Zawsze łatwiej jest analizować przeszłość i snuć mniej realne plany na przyszłość, niż działać sprawnie i adekwatnie do sytuacji.

Tu i teraz. Jak mucha w smole…… Może tyle co może i musi sobie z tym poradzić. Najlepiej z radością.

I żeby nie było… o musze w smole już kiedyś było ….

i co śmieszniejsze to 2 lata temu (z dokładnością do 1 tygodnia)

#771 – adaptacja

Adaptacja jest silną siłą i cechą powodującą, że organizmy najlepiej przystosowujące się do panujących warunków mogą przetrwać. Tak mówi teoria i tak twierdzą niektórzy, ale czy to na pewno prawda?

Spójrzmy na to z innej strony – jeśli potrafisz się dostosować, dopasować i ułożyć, to jedyne co możesz uzyskać to to, co oferuje ci zastane środowisko.

To co czyni postęp i możliwość wzrostu to raczej jak dana jednostka może wpłynąć na zmiany w otaczającym ją świecie i przestrzeni, i jak te zmiany wykorzysta na swój użytek, a zdobyte doświadczenie i wiedzę przełoży na kolejną iterację zmian.

To jest prawdziwy rozwój, oparty na pragmatyzmie i działaniu wspartym wykorzystaniem dostępnej wiedzy i kumulacji przesłanek, intuicji, zdolności przewidywania następnych zdarzeń oraz tworzeniu nowych, być może nowatorskich rozwiązań.

Zatem siłą rozwoju nie jest jedynie adaptacja a z pewnością proaktywna kreacja nowych rozwiązań.

#770 – nie daj się naciągnąć

Trzeba zachować czujność, aby nieustannie nie dać się naciągnąć innym. Zewsząd tworzone są sztuczne potrzeby, kreowanie luk w osobowości, materialnych wymogów i sztucznej rzeczywistości, tylko po to byś chciał coś nabyć i poczuć się lepiej, po to aby Ci, którzy skreowali te potrzeby mogli zarobić pieniądze aby spełnić inne, zbędne z wyższego punktu widzenia wymagania.

Zatem zastanów się na co Ci to wszystko i jeśli uważasz, że to Ci potrzebne, to rób co uważasz! Bo poza tymi, którzy wyciągną od Ciebie kasę i energię oraz Tobą, to kto na tym skorzysta?

Może warto tę energię i Twoją uwagę poświęcić tym, na którym Ci najbardziej zależy? Czy to nie przyniesie większego pożytku?

#769 – znowu cele

O celach pisaliśmy już wiele odcinków temu (#006 – Cel, #405 – Sprzeczne cele, #644 – osiąganie celów?, #753 – cel czy cela?). Wiele jest artykułów, książek, filmów i mądrości…..

Wszystko to jest prawdą, przy spojrzeniu z odpowiedniego miejsca i w odpowiednim czasie. I jest to ważne, ma swoje uzasadnienie oraz wymaga refleksji i przemyślenia.

Jedno jest pewne – aby łatwiej dążyć do Twojego celu – musi być on Twój, tak naprawdę i od serca.

Druga rzecz to materialne przedstawienie celu – musi to być namacalny i realny przedmiot lub stan, taki który możesz sobie wyobrazić i zwizualizować. Konkretny i pewny, taki, że jak zamkniesz oczy to go zobaczysz, wyobrazisz sobie i będziesz mógł do niego utworzyć stany przejściowe i ścieżkę dojścia.

I tyle. Poza tym, musisz chcieć i pragnąć osiągnięcia tego co chcesz.

Reszta jest już opisana. Wróć do tych krótkich materiałów i działaj!.

Przede wszystkim działaj!

#768 – potknięcia

Bądź czujny. Zawsze i wszędzie, poza miejscem i czasem, w którym nie musisz być czujny.

Jeśli się potkniesz lub grunt usunie Ci się spod nóg, zapewne okaże się, że to dopiero początek i szybciej niż później pojawią się okoliczności wskazujące, że to będzie większa wtopa. Tak to niestety działa w większości przypadków. Jest problem? Często za chwilę zostaniesz z nim sam rozglądając się z obawą i przerażeniem na boki z pytaniem wypisanym na czole: Gdzie się wszyscy podziali? Gdzie są moi przyjaciele?

Drugi scenariusz mówi, że pojawią się chętni pomocnicy. Chętni inaczej, to znaczy chętni do udzielenia wsparcia w taki sposób by ich działanie a twa nieporadność były bardzo uwidocznione, a faktyczna pomoc przekształci się w kamień wiszący u Twojej nogi, ewentualnie szyi.

Obu tych scenariuszy powinieneś się spodziewać i być na nie przygotowany w każdej sytuacji, jednakże może pojawić się zgoła inna sytuacja.

Mianowicie taka, że Ci na których liczyłeś Ci pomogą, zadziała plan B a ty jak zwykle wywiniesz się w ostatniej chwili i osiągniesz spektakularny i zasłużony sukces.

Nadzieja umiera ostatnia. A na świecie są ludzie, którym na Tobie zależy.

Pamiętaj o tym i dobrze wybieraj tych, z którymi się zadajesz.

Powodzenia!

#767 – przypowieść o Kreciku

Uwaga!!! To już na pewno ostatnia przypowieść w tym roku.

Obiecuję.

Opowieść bazowana jest na zasłyszanej ostatnio historii, dokładny autor i pochodzenie nieznane.

Był sobie raz Krecik niezwykły. Niezwykłość tej istoty polegała na tym, że oddychało to stworzenie otworem, który u innych służy zupełnie do czego innego, mianowicie odbytem.

Poza tą niezwykłością Krecik był bardzo znaną i cenioną osobistością, miał życie towarzyskie, swoje własne sprawy, nie stronił też od popitki i świetnej zabawy.

Pracował ciężko nad swym skromnym życiem, rozwijał się fizycznie i umysłowo, nie przeginał z piciem.

Wyruszył raz pieszo na szlak ku celowi – chciał się sprawdzić czy podoła wejść na górę wielką; Szedł i szedł, biegł nawet, Krecik, nasz bohater, transmitował to prawie każdy duży teater!

Dotarł więc do celu w świetle reflektorów i po szczytowaniu rozpoczął schodzenie. Dotarł z powrotem do domu, radosny i zmęczony. Zaraz gdy wszedł to usiadł, by odpocząć po wędrówki znojach.

Siedząc wspominał, chwałę i radości…

I umarł.

Bo zatkał sobie odbyt.

Morał z tej historii jest taki:

  • nie zawsze to co miłe jest dobre
  • odpoczynek może nas zabić
  • pamiętaj o swoich słabych stronach
  • każdy może mieć swoje 5 minut – ale stać Cię na więcej
  • zawsze możesz coś zrobić lepiej, ale ważne żeby nie zrobić czegoś zbyt słabo
  • siedzenie w domu jest niebezpieczne!
  • niestandardowe rozwiązania wymagają niestandardowej obsługi oraz indywidualnego podejścia

#766 – przypowieść o Jamniczku

Dawno, dawno temu, w czasach kiedy telefony komórkowe mogły upaść i nie rozbić swego ekranu, w pewnym pięknym, zielonym mieście żył Starszy Pan, których często chadzał na spacery. Aby nie czuć się samotnie w swoim życiu przyjął pod swój dach żwawego i ruchliwego Jamniczka.

Jamniczek, jak to jamniczek, rozkoszna bystra paróweczka skora do hasania i wiecznych zabaw na trawie, bardzo rad był ze swojego położenia i nowej szansy…… Ale w jego głowie zaczęło kiełkować pomału marzenie…. – Panciu, panciu – rzekł pewnego poranka merdając swoim jamniczkowym ogonkiem – chciałbym bardzo, zostać biegaczem i startować na psich wyścigach!

Starszy pan popatrzył na swojego podopiecznego ze zrozumieniem i radością i krzyknął – Ha, mój ty Jamniczku! Jeśli takie jest Twoje marzenie, to dlaczegóż by nie mielibyśmy go spełnić!

Rozpoczęli więc pomału przygotowania do startów w psich wyścigach! Począwszy od diety, poprzez ogólne przygotowanie sprawnościowe, aż po specjalistyczny trening. Nadszedł czas BPS (Bezpośredniego Przygotowania Startowego) – ostatnie 6 tygodni, podzielone na trzy fazy: akumulacji, intensyfikacji i superkompensacji (transformacji). Jamniczek dzielnie trenował, jadł, odpoczywał i merdał swoim jamniczym ogonkiem.

Nadszedł dzień Zawodów!

Jamniczek czekał w boksie na strzał startera! 3….2…1…..START!

Charty poleciały jak diabły, a Jamniczek został, nie ruszył się ani o milimetr!

Podszedł Starszy Pan i się zapytał: Co się stało Jamniczku?

– Nie wiem co się stało Panciu, nie wiem co nie zadziałało – odparł nasz mały bohater ze smutkiem i łzami w oczach.

—KONIEC—

#765 – wiedza , zrozumienie, działanie …

To, że coś wiesz to nie znaczy, że to rozumiesz. To, że coś już rozumiesz, nie znaczy że potrafisz to zrobić, a to że coś już robisz, nie znaczy że wiesz co i jak ma się zadziać.

Świadomie nie zapanujesz nad swoim ciałem, ani umysłem, konieczne jest wsparcie podświadomości i wyuczonych czynności, czy to Ci się podoba czy nie.

Zasada poświęcenia 10 000 tysięcy godzin na to by stać się ekspertem w danej dziedzinie mówi jasno o konieczności pracy i działania, ale oczywiście z jednej strony niczego nie gwarantuje, a z drugiej nie musi być prawdziwa dla szczególnych przypadków. Liczy się na pewno też jakość podejmowanych akcji oraz ich intensywność, a także czas poświęcony na analizę i odpoczynek. Podsumowując, wszystko wymaga chęci, motywacji, zaangażowania i pracy.

HOWGH!