#2043 – lato z komarami

Człowiek uczy się przez całe życie. Podobnie, przez całe życie zaczyna rozumieć przesłania i zawiłości tekstów i nauk przekazywanych z mozołem przez nauczycieli, rodziców i różnych innych osób napotykanych na drodze.

Dzisiaj rano, na mazurskim, porannym (właściwie to dla niektórych to jeszcze noc) spacerze z psami zrozumiałem słowa dwóch piosenek sprzed lat: „Lato z komarami” oraz „P@#@e muchy i komary je*ane”. Po wejściu do lasu, około godziny 6AM CET, zaczęło coś brzęczeć a psy i ja poczuliśmy ogólny świąd (jest takie słowo? hmmm, kiedyś sprawdzę) i usłyszeliśmy bzyczenie, które tłumiło zaczątki myśli. Przy każdym uderzeniu dłonią o ciało trafiałem raz za razem, te małe byczące sukinsyny. Placki mojej krwi utworzyły ciemnoczerwoną mozaikę na moich przedramionach, udach i łydkach. Urlop się rozpoczął!!!

Polataliśmy chwilę po lesie i wróciliśmy na kwaterkę. To dopiero początek przygód na mazurskim wypoczynie (sic) i zapowiada się świetna zabawa, biorąc pod uwagę to, że jest siódma rano, na temometrze w cieniu jest już 25 stopni, a na niebie żadnej chmurki.

Mamy zatem do wyboru: usmażyć się w słońcu, zostać pożartym przez insekty w cieniu albo pójść się utopić….

No nic to. Urlopik to przyjemność i odpoczynek. Pora ruszyć dupę (znaczy odkleić się od krzesła) i świetnie się bawić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *